Nie jestem gotowa służyć synowej, więc zabrania mi widywać się z wnukiem
Od początku wiedziałam, że moja synowa ma trudny charakter. Jednak w czasie ciąży to jej cecha tylko się nasiliła. Nagle postanowiła, że wszyscy muszą skakać wokół niej i jej służyć.
Ciągle wymagała uwagi i urządzała histerie bez powodu. Próbowałam jej wyjaśnić, że ciąża to nie choroba. Nie miała żadnych problemów, lekarze nie mówili jej, żeby się oszczędzała, ale Kasia zachowywała się, jakby była z porcelany. A to ją męczył toksykoza, a to nie mogła się sama ubrać, a to jej było gorąco/zimno. Ogólnie rzecz biorąc, bycie w jej towarzystwie było niemożliwe. Wymyślała sobie objawy. Lekarz powiedział, że powinna czuć się idealnie, bo ciąża przebiegała lekko. Toksikoza zdarza się każdemu, to nic strasznego.
Oprócz narzekania i ciągłych skarg, synowa zawsze miała pretensje. Obrażała się bez powodu i wymagała niemożliwego. Kasia myślała, że wszyscy muszą jej dogadzać, bo nosi dziecko. Czy jest jedyna na świecie?
Życie normalnym życiem i cieszenie się ciążą jej nie interesowało, wolała użalać się nad sobą i robić z siebie ofiarę. Twierdziła, że nawet odkurzacza nie może wziąć do ręki, więc cała praca domowa spadła na mojego syna. Szczerze mówiąc, już wtedy było mi go żal.
Milczałam i nie mieszałam się w ich życie, żeby nie zostać tą złą. Po prostu obserwowałam z boku i zastanawiałam się, jak to się skończy. A kiedy synowa urodziła, było jeszcze gorzej. Musiałam być świadkiem jej skarg i narzekań, bo „poprosiła” mnie o pomoc. Kasia bała się, że nie poradzi sobie z dzieckiem, więc na dwa tygodnie przeprowadziłam się do dzieci. Teściowa mieszka daleko, nawet na wypis ze szpitala nie mogła przyjechać.
Całe dnie zajmowałam się wnukiem. Dodatkowo gotowanie, sprzątanie i pranie również były na mojej głowie, bo Kasia narzekała, że dziecko nie dało jej spać w nocy. Ale szczerze mówiąc, nie słyszałam ani jednego piska w nocy. A skoro dziecko było na mieszance, to w ogóle nie było problemu. W nocy po butelkę do kuchni chodził syn. Widocznie to on karmił dziecko.
Co robiła synowa, kiedy ja zajmowałam się jej dzieckiem? Leżała na kanapie, oglądała seriale, spotykała się z przyjaciółkami. W takich momentach nie pamiętała o swoim „złym samopoczuciu” i niewyspaniu.
Wtedy zrozumiałam, że Kasi po prostu nie chce się zajmować dzieckiem. Jak tylko zostawiałam ją samą z dzieckiem, zaczynała narzekać i marudzić. Wyjaśniłam jej, że nie zatrudniałam się jako niania. Jestem gotowa pomagać i wspierać, ale nie będę siedzieć z wnukiem na pełen etat.
Oczywiście, Kasia obraziła się na mnie. Wskazała mi drzwi i zablokowała mój numer. Kiedy przyszłam odwiedzić wnuka, po prostu mnie nie wpuściła. Stwierdziła, że skoro nie chcę pomagać, to nie mam po co przychodzić.
Wyobrażacie sobie? Co mam robić? Czy jestem zobowiązana zajmować się wnukiem, myć podłogi, prać jej bieliznę, stać przy kuchni, podczas gdy ona odpoczywa? Czy jestem babcią czy służącą? Dałam synowi do zrozumienia, że nie będę służyć jego żonie. Przetrwam brak kontaktu z wnukiem, ale nie będę ulegać tej młodej dziewczynie.
