– Nie jestem kurą ani koniem! – Jak ustawiłam leniwego męża na miejsce
Ledwo wyszłam z lotniska, od razu przemokłam i zmarzłam. Straszna ulewa, silny wiatr – parasol i czapka były bezsilne w takiej psiej pogodzie. Do tego walizka była ciężka, bo kupiłam prezenty dla całej rodziny w Niemczech. Zamówione taksówki wciąż nie było. Zadzwoniłam do dyspozytora.
– Proszę chwilkę poczekać. Kierowca złapał po drodze opłacalny kurs. Odwiezie pasażera i szybko do Pani przyjedzie.
– Niech jedzie dalej – zdenerwowałam się – odwołuję zamówienie, sama coś wymyślę.
Złapałam prywatną taksówkę na starym Fiacie, choć za spore pieniądze. Co robić – dalej marznąć i moknąć?
W domu
Opowiedziałam mężowi o moich okropnych perypetiach, poskarżyłam się na nieodpowiedzialność taksówkarza.
– Nie mogłeś mnie odebrać, Leszku? Doskonale wiedziałeś, o której przylatuję, przecież regularnie dzwoniliśmy przez WhatsApp.
– Byłem w biurze. Kochanie, wstyd było się zwalniać. Żona jeździ po zagranicach, a ja mam z szefostwem takie rzeczy załatwiać.
– Tak, przecież byłam na elitarnym kurorcie, a nie w nudnym Dortmundzie na głupich szkoleniach służbowych – odparłam ironicznie.
Mój mąż zaczął kaprysić
– Coś do jedzenia będzie, Natalio? Jestem bardzo głodny, burczy mi w brzuchu.
– Jasne. Zaraz ugotuję pierogi ze sklepu. Na opakowaniu jest napisane, że mają też cielęcą wątróbkę. Będziesz najedzony.
– Fuj, co za obrzydliwość. Powinnaś coś domowego ugotować, coś smacznego – skrzywił się – przecież wiesz, że masz talent do gotowania.
– Jasne, mogłam ugotować filety z kurczaka lub wieprzowiny, zrobić pieczeń wołową z groszkiem, ledwo weszłam do domu, nie rozbierając się i nie myjąc rąk. Przecież wszystko to jest zamrożone. Mogłeś sam przygotować sobie i mi kolację, najpierw wyjmując mięso z zamrażarki. Dorosły człowiek, umiejętny. Homo sapiens, jak to się mówi. Wszystko to jest całkiem proste do przygotowania. Mogłeś się postarać, a potem oboje byśmy zjedli z przyjemnością. Ja dopiero co przyleciałam. Kiedy mam zajmować się gotowaniem?
Na drugi dzień ugotowałam pierogi z supermarketu. Okropieństwo. Obficie polałam ketchupem, posypałam koperkiem i czosnkiem, podałam.
– Co to za kolejny syf? Przecież jesteś w domu – narzekał mąż.
– Swoją drogą, tak samo jak ty, pracuję. W weekendy będę gotować coś normalnego. Na przykład zrobię gołąbki. Albo coś prostszego, ale jadalnego, a nie półprodukty z supermarketu.
Zrzędził, ale zjadł. W czwartek usmażyłam kupione w kiosku serniki.
– Znowu niejadalne jedzenie – narzekał Leszek. – A mleka masz?
– Jeszcze nie podojono byczka – odpowiedziałam, jak żartowała moja babcia. – Przecież jeździsz Fordem. Na marginesie, kupionym za wspólne pieniądze. Dlaczego nie wstąpiłeś do sklepu? Tam sprzedają mleko, jogurty, śmietanę i kefir. Mnóstwo innych produktów. Jaką wypłatę przyniosłeś w tym miesiącu?
– Prawie czterdzieści tysięcy. Trochę mniej, oczywiście – zmieszał się.
– A ja, swoją drogą, osiemdziesiąt. Jeżdżę autobusem, zapchanym ludźmi, wracam z pracy. Nie ma gdzie usiąść, bo siedzenia są zajęte od przystanku końcowego. Za moimi koleżankami mężowie przyjeżdżają samochodami. Zazdroszczę im.
– Przecież benzyna jest droga – oburzył się.
– A żona jest tania? Logiczne.
– Mamy świetny transport miejski, jeździ zgodnie z rozkładem. Czemu się żałować?
– Nie żałuję się, po prostu jestem strasznie zmęczona. Padam z nóg. Wracam codziennie później niż ty. Zauważasz to? Jestem zastępcą kierownika. Mam pod sobą 200 osób. A ty?
– Tylko sześciu – spuścił wzrok i zaczerwienił się.
Rozmowa z rodzicami
Przyjechawszy ich odwiedzić, poskarżyłam się na Leszka.
– Od dawna zauważam, że to leń i absolutny egoista – powiedział ojciec.
Mama przytaknęła:
– Powiedz mi, jaki jest twój mąż, a ja powiem ci, kim jesteś. Jesteś bez kręgosłupa! Albo go zmienisz, albo się rozwiedziesz. Znajdziesz innego mężczyznę. Jesteś piękną i do tego sukcesywną kobietą. Nie macie dzieci. Znajdziesz lepszego.
To samo mówiły mi przyjaciółki z pracy. Wszystko sprowadzało się do tego, co powiedziała mi matka:
– Kim jesteś przy takim mężu? Kurą i koniem. Czy to jest szczęście?
– Tak, wspaniałe połączenie – śmiałam się, choć teraz zaczęłam zastanawiać się nad smutnym stanem rzeczy w naszej rodzinie.
Naprawdę jestem bezcharakterną głupką, i wcale nie czuję się szczęśliwa. Z dawnej miłości nie pozostało nic, choć nadal czuję do niego sympatię. Przed ślubem wiedziałam, jaki jest, ale miałam nadzieję na zmianę.
Zabrałam się za zmianę
Poczekałam, aż Leszek skończy swoją ulubioną audycję, zabrałam mu laptopa i zaprosiłam do kuchni na rozmowę. Zdziwił się, ale chętnie pił herbatę z zaproponowanymi przeze mnie cukierkami.
– Jakiś problem, Natalio?
– Tak. I siedzi naprzeciwko mnie – spokojnie i z uśmiechem odpowiedziałam.
– Co zrobiłem? Piję i baluję? Wykluczone. Jesteś dla mnie jedyna.
– To prawda, tylko gdzieś zniknęło szczęście rodzinnego życia. Mam sama taszczyć ziemniaki ze sklepu? Zostało nam tylko na puree. Prosiłam cię o kupno ziemniaków, buraków, cebuli, fasoli, ryżu i kaszy jaglanej. Trudne? Przywiozłeś wózek z warzywami i wszystkim innym do samochodu, załadowałeś do bagażnika i przywiozłeś. Ochroniarz wywiezie wózek z ulicy, nie trzeba go zwracać. Tylko pięć minut.
– Natalio, zapomniałem. Na pewno wszystko załatwię. Wypadło mi z głowy.
– Napisałam listę dawno temu. Leży w twojej kieszeni od tygodnia. Liczyłam na twoją pomoc.
– Jutro wszystko przyniosę – klepnął się w czoło.
– A twoje minimalne dochody? Co powiesz na to?
– Kierownictwo zaproponowało mi solidne podwyżki. Ale boję się tej pozycji. Prawie tyle, co twoja pensja. Ale odpowiedzialność…
– Poradzisz sobie z poważną pracą. Nie jesteś dzieckiem. Oderwij coś od fotela komputerowego, zajmij się prestiżowym zadaniem. Może awansujesz na jeszcze wyższą pozycję. A teraz to przedszkole. Żona cię uczy samodzielności. To normalne?
– Rozumiem, Natalio. Sam się wstydzę. Powinnaś mnie wcześniej kopnąć, żebym się obudził.
– Dobrze, omówiliśmy różne kwestie. Zostały mniejsze. Trudno
włożyć żel do prania, włożyć tam twoje i moje ubrania domowe, skarpetki, bieliznę pościelową? Pralka pierze, a ty oglądasz piłkę nożną albo hokej, pijesz piwo. Obok działa odkurzacz-robot, wciąga kurz, myje podłogi. Ciężka praca? Wydaje mi się, że nie. Inteligentna technologia pracuje, a ty odpoczywasz. Wchodząc do kuchni, zauważasz pełne worki na śmieci? Powinieneś je zobaczyć. Do kontenera na śmieci jest pięć kroków. Ja wyrzucam je po ciemku, wracając z pracy. Oto moje szczęście rodzinne.
– Kochana, będę pomagać w domu, obiecuję. Wymyłaś mi mózg. Powinnaś to zrobić wcześniej. Sprawiam, że jesteś nieszczęśliwa.
– Dobrze zauważyłeś. Nasze życie jest wspólne, dom też. Dlaczego tylko jedna osoba ma to wszystko dźwigać? Zmywać twoje brudne naczynia, uruchamiać pralkę. I tak dalej.
Kiedy Leszek zaczął przynosić dobrą pensję, w końcu zaoszczędziliśmy na wakacje we Włoszech, nad jeziorem Como – niesamowite piękno. Potem odpoczęliśmy w Hiszpanii. Po tym poczułam się naprawdę szczęśliwa, zwłaszcza gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. A kiedy urodziła się Nastka i mąż zaczął zabawnie gaworzyć i ciągle się nią zajmować, żebym mogła się wyspać, poczułam jeszcze większe szczęście.
