Nie rozumiem, dlaczego oczekują ode mnie, że oddam połowę spadku bratu. To, że ma czworo dzieci, nie jest moim problemem, sam z żoną podjął taką decyzję, nie myśląc o tym, jak i za co utrzyma swoją rodzinę. Dlaczego teraz mam się martwić o ich dobrobyt ja?
Mam trzydzieści pięć lat, jestem mężatką, wychowujemy syna. Niedawno wyszłam z urlopu macierzyńskiego. Wszystko, co mamy z mężem, zdobyliśmy własnymi siłami. Trzy miesiące temu zmarła babcia, która zostawiła nam z bratem w spadku mieszkanie i małą działkę w jakiejś odległej wsi. Teraz wszyscy oczekują, że oddam swoją połowę spadku bratu.
Adam, mój brat, jest młodszy ode mnie o cztery lata, ale z żoną mają już czworo dzieci, a sądząc po wszystkim, piąte jest w drodze. Pobrali się wcześnie, zaraz po rozpoczęciu trzeciego roku studiów. Ja już mieszkałam osobno, a brat z żoną wprowadzili się do mamy. Podczas gdy brat kończył studia, mama utrzymywała młodą rodzinę. Oczekiwali pomocy także ode mnie, ale właśnie zaczęłam pracę i nie miałam z czego pomagać, prawie cała pensja szła na wynajem mieszkania.
Z mężem wzięliśmy ślub po cichu, nie mieliśmy pieniędzy na wystawną uroczystość. Mama pogratulowała telefonicznie, nawet nie przyszła na rejestrację, bo pomagała synowej przy dziecku. Było mi przykro, ale udawałam, że wszystko jest w porządku. Nawet starałam się sobie to jakoś wytłumaczyć, ale nie udało mi się.
Kiedy zmarła babcia ze strony matki, mama odziedziczyła po niej dwupokojowe mieszkanie, które bez zastanowienia przepisała na Adama. Powiedziano mi, że jemu jest ciężko, ma dzieci i żonę, która jest zmęczona ciągłym zajmowaniem się dziećmi.
Nie liczyliśmy na to mieszkanie, ale i tak zabolało mnie, że mama tak postąpiła. Znów wszystko co najlepsze trafiło do brata. Ale stanowisko mamy było nie do podważenia – brat potrzebuje bardziej. W tym czasie załatwialiśmy z mężem dokumenty na pożyczkę. Z pierwszym wkładem pomogli nam rodzice męża oraz moja babcia ze strony ojca.
Kiedy mama dowiedziała się, że babcia dała mi pieniądze, zrobiła awanturę, że babcia mi dała, a bratu nie.
– No, to ty oddałaś synowi mieszkanie, a córce nic. Zrobiłaś, jak chciałaś, to moje pieniądze, – karciła wtedy mamę babcia.
Mama też wmawiała mi, że powinnam podzielić się z bratem, bo jemu jest bardzo ciężko. Ale bratu nie było ciężko. Pracował na lekkiej pracy, bez stresu, nadgodzin i nienormowanego grafiku. Zarabiał niewiele, ale i tak mama wspierała go finansowo, mówiąc, że trzeba oszczędzać zdrowie, a i tak wszystkich pieniędzy nie zarobisz. Brata i jego ciągle powiększającą się rodzinę wspierali finansowo także rodzice żony.
Wzięliśmy mieszkanie na raty, pracowaliśmy ciężko i zaczęliśmy żyć w nowych realiach. Mąż znalazł dobrze płatną, ale bardzo stresującą pracę, przez jego delegacje czasami przez pół roku żyliśmy osobno. Ale bardzo szybko spłaciliśmy mieszkanie, nawet kupiliśmy samochód. Teraz mąż zmienił pracę na spokojniejszą, może zarabia mniej, ale spędza czas ze mną i synem. Nam wystarcza.
Podczas gdy my pracowaliśmy, brat powiększał rodzinę. Kiedy oznajmił, że znowu spodziewają się dziecka, nawet mama była w szoku. Coraz trudniej było jej pomagać bratu. A on wciąż siedział na swojej niskopłatnej pracy, mieszkając z żoną i dziećmi w dwupokojowym mieszkaniu. O innym nie mogło być mowy, na jego pensję nikt im nie dałby kredytu, a żona nie pracowała.
Kiedy zmarła babcia ze strony ojca, okazało się, że podzieliła swoje mienie między mnie a brata. Dla nas to była dobra pomoc, planowaliśmy wziąć jeszcze jedno mieszkanie na kredyt, aby nasz syn miał w przyszłości swoje własne mieszkanie. Ale mama uznała, że żyję za dobrze, a bratowi, jak zawsze, potrzeba pomocy.
– Co ci z połowy tego domu? A brat sprzeda obie nieruchomości i będzie mógł się normalnie urządzić, – przekonywała mnie mama.
– Powiedziałam stanowczo, że bratowi i tak wystarczy prezentów, mama już rozporządziła swoim spadkiem, nikogo nie pytając. Teraz ja chcę decydować o swoim.
– Masz własne mieszkanie, pracujecie z mężem, macie tylko jedno dziecko, a Adam całe życie pracuje sam, ma czworo dzieci i żonę gospodynię domową.
Wyjaśniłam mamie, że żona brata nie siedzi w domu bezczynnie, a brat aktywnie uczestniczy w powiększaniu rodziny. Jest dorosłym mężczyzną, który powinien rozumieć, skąd biorą się dzieci i jak drogie jest ich wychowanie. Jeśli po tylu latach tego nie zrozumiał, to jego problem.
Brat jeszcze nie rozmawiał ze mną o mieszkaniu, chyba czeka, aż mama przekona mnie do odpowiedniego rozwiązania. Ale maksimum, co mogę dla nich zrobić, to zrezygnować z udziału w działce, bo jest więcej kłopotu niż korzyści. Niech się tym zajmą, ale na tym koniec. Niech uważają mnie za egoistkę, ale nie proszę o cudze.
