Nie rozumiesz, zawsze marzyłem o synu. Już wszystko zaplanowałem, nawet trenera boksu znalazłem

Moje życie diametralnie się zmieniło, gdy zostałam matką. Na badaniu ultrasonograficznym mówili, że będę miała syna, i cała nasza rodzina czekała na niego z niecierpliwością. Jednak gdy nadszedł długo oczekiwany dzień porodu, czekała mnie niespodzianka – córka. Jakże zdziwiony był mój mąż, który marzył o synu, dowiadując się o tym 23 lutego.

Mnie nie obchodziła płeć dziecka, ale Andrzej był rozczarowany. Jego smutek był tak wielki, że nawet oskarżył lekarzy o zamianę płci dziecka. Ordynator przekonał go do przeprowadzenia testu DNA, twierdząc, że u ultrasonografistów zdarzają się błędy. Andrzej nawet sugerował, że płeć dziecka zależy od niego, a nie ode mnie, co tylko wzmocniło jego rozczarowanie.

Po porodzie mój mąż nie pojawił się w mojej sali. Płakał, sądząc, że wyższe siły z niego kpią – w męskie święto urodziła mu się córka. Odrzucał myśl o posiadaniu córki, uważając, że nie ma z nią co robić. Moja pierwsza rozmowa z nim była pełna rozpaczy.

„W czym moja wina?” – zapytał.

„Uspokój się! Następnym razem będzie syn, nic strasznego” – próbowałam go uspokoić.

„Nie rozumiesz, zawsze marzyłem o synu. Już wszystko zaplanowałem, nawet trenera boksu znalazłem.”

Próbowałam podać przykłady, twierdząc, że rodzice też mogą się mylić w swoich planach, ale to go nie uspokoiło. Jego obojętność wobec nowo narodzonej córki była zaskakująca. Nawet jej nie wziął na ręce, a jego stosunek do niej przypominał podejście do lalki.

Z każdym dniem sytuacja się pogarszała. Bezsenne noce czyniły go jeszcze bardziej zirytowanym. Był przekonany, że syn spałby spokojnie, podczas gdy córka kaprysiła całą noc. Nie uczestniczył w opiece nad dzieckiem ani w obowiązkach domowych. Mój mąż odmawiał zaakceptowania rzeczywistości ojcostwa. Uważał, że córka jest tylko przeszkodą na jego drodze.

Aby zadbać o swoje zdrowie i trochę odpocząć, postanowiłam tymczasowo wrócić do rodziców. W tym czasie Andrzej skontaktował się ze mną tylko raz, a nawet wtedy pytanie o pas było dla niego ważniejsze niż pytanie o własną córkę. Ta rozmowa skłoniła mnie do zastanowienia: czy warto wracać?

Mama pocieszała mnie, mówiąc, że Andrzej potrzebuje czasu. Ale ja wątpiłam w jego zdolność do zmiany. Jak sprawić, by mąż pokochał dziecko? Może lepiej się rozwieść i uniknąć wzajemnych cierpień? Postanowiłam spędzić jeszcze tydzień u rodziców, aby przemyśleć wszystkie za i przeciw, zanim podejmę ostateczną decyzję.