– Nie wrócę do ciebie! – krzyknął Piotr, wybiegając z mieszkania

– Pomieszkasz sama, przemyślisz swoje zachowanie. Jak będziesz gotowa przeprosić – zadzwoń, porozmawiamy. Może ci wybaczę!

Agnieszka, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, popłakała przez pół godziny, a potem pomyślała: dlaczego właściwie miałaby się tym przejmować?

Już od roku ich małżeństwo przypominało cyrk. Jej mąż, Piotr, mniej więcej dziewięć miesięcy temu wrócił z urlopu spędzonego u matki i niespodziewanie urządził jej awanturę:

– Mama miała rację – krzyczał wściekły mężczyzna – Ty tylko ze mnie korzystasz! Nasze małżeństwo mnie już nie satysfakcjonuje.

– A to dlaczego? – zapytała Agnieszka. – Trzy lata ci pasowało, a teraz nagle przestało?

– Tak, właśnie tak! Mam dość brania odpowiedzialności za wszystko. Dlaczego nie pracujesz? Nie nudzi ci się siedzieć w domu? Przecież rozmawialiśmy o tym już wiele razy!

Agnieszka natychmiast straciła zainteresowanie mężem. Rzeczywiście, Piotr wiele razy próbował zmusić ją do podjęcia pracy, niemal siłą wyganiając ją na rynek pracy.

Agnieszka nie rozumiała, dlaczego – to ona wnosiła do rodzinnego budżetu kwotę niemal półtora razy większą niż jej mąż.

To właśnie jej dochody pasywne stanowiły podstawę ich stabilności finansowej.

W wieku 28 lat Agnieszka, dzięki swojej pracy, kupiła dwupokojowe mieszkanie.

W wieku 30 lat straciła ojca i odziedziczyła trzypokojowe mieszkanie w centrum miasta.

Początkowo planowała sprzedać nieruchomość, ale później zdecydowała, że lepiej będzie ją wynajmować – w ten sposób mogłaby przez całe życie mieć stały dochód.

Gdy tylko do mieszkania wprowadzili się najemcy, Agnieszka natychmiast zrezygnowała z pracy i do czasu ślubu żyła bez żadnych trosk – dochód z wynajmu pokrywał wszystkie jej potrzeby. Nawet udało jej się trochę zaoszczędzić.

Agnieszka zdawała sobie sprawę, skąd brały się te wszystkie kłótnie – to matka Piotra, pani Elżbieta, regularnie nastawiała go przeciwko niej.

Teściowa, Elżbieta, miała bowiem przekonanie, że osoby, które nie mają oficjalnego zatrudnienia, są życiowo przegrane. Porządny człowiek musi pracować.

– Jak długo jeszcze będziesz siedzieć w domu, Agnieszko? – bezpośrednio pytała teściowa. – Kiedy w końcu zaczniesz pracować?

– Po co? – po raz setny odpowiadała jej spokojnie Agnieszka. – Dlaczego miałabym pracować?

– Żeby zarabiać pieniądze! – dziwiła się Elżbieta. – Żeby mieć kontakt z ludźmi, mieć cel w życiu! Czy ty nie wiesz, po co ludzie chodzą do pracy?

– Nie mam problemów z pieniędzmi, Elżbieto. Dobrze o tym wiesz. Tata zadbał o moje przyszłe życie. Nie brakuje mi kontaktu z ludźmi – mam przyjaciółki, rodzinę.

Dlatego nie rozumiem twoich wymagań, Elżbieto.

– Dlaczego mój syn musi wszystko dźwigać na swoich barkach? – oburzała się teściowa. – Oddaje ci całą swoją pensję, a na co ją wydajesz?

– Elżbieto – tracąc cierpliwość, tłumaczyła teściowej Agnieszka – skąd wzięłaś, że żyję na koszt twojego syna?

Jego pieniądze nie pokrywają wszystkich wydatków. Regularnie dorzucam Piotrowi na benzynę, na telefon, na wyjścia z kolegami do baru.

On pracuje, ale ja nie widzę żadnej pomocy z jego strony. W domu nie robi nic!

Żeby naprawić kran, muszę wzywać fachowca, a półki montuje „złota rączka”.

Piotr wraca z pracy i od razu kładzie się odpocząć. Nie wydaje ci się, że nie ma na co narzekać?

– Tak właśnie powinno być – upierała się Elżbieta. – Jesteś kobietą, na tobie spoczywa prowadzenie domu. Tak było od wieków na naszej ziemi.

Chcesz, żeby Piotr wracał z pracy, zmywał naczynia i gotował obiad?

A ty w tym czasie co? Będziesz chodzić po sklepach z koleżankami albo leżeć na kanapie?

To nie jest droga do szczęścia, kochana. Weź się w garść, znajdź pracę i żyj jak normalna kobieta!

***
Agnieszka nie miała zamiaru słuchać teściowej. Jej styl życia całkowicie jej odpowiadał.

Piotr zaczął coraz częściej przyczepiać się do żony z byle powodu – czepiał się każdej drobinki kurzu:

– Agnieszko, nie pracujesz, nie zarabiasz pieniędzy, siedzisz cały dzień w domu i nawet nie potrafisz porządnie posprzątać? Zobacz, ile kurzu na parapecie!

– Dziś wietrzyłam mieszkanie, a mieszkamy przy ruchliwej ulicy, więc trochę kurzu osiadło. Zaraz to zetrę. Dlaczego robisz z tego problem?

– Mam dość wracania do domu po pracy do chlewu – krzyczał Piotr. – Nie mogłabyś posprzątać przed moim powrotem?

Dzisiaj poszedłem do pracy w pogniecionej koszuli, dlaczego nie wyprasowałaś jej wieczorem?

Nie mogłem nawet zdjąć marynarki w biurze, bo bałem się, że koledzy będą się ze mnie śmiali!

– A ty nie mogłeś poprosić? Zawsze prasuję ci ubrania, kiedy tego potrzebujesz! Dzisiaj jest wtorek, w niedzielę wyprasowałam ci garnitur. Co się stało z tą koszulą przez jeden dzień?

– Nawet tego nie wiesz! Mówiłem ci wczoraj, że ubrudziłem ją podczas obiadu. Uprzedziłem, że wrzucam brudną koszulę do prania. Nadal leży pewnie w koszu?

Masz w domu pralkę automatyczną, a nawet nie potrafisz na czas wyprać moich rzeczy! To niedopuszczalne!

Agnieszka wiedziała, że Piotr celowo ją prowokuje, ale starała się nie dać sprowokować i nie robić awantury.

Miała jeszcze uczucia do męża i nie chciała niszczyć małżeństwa z powodu drobnych różnic w codziennych obowiązkach.

***
Miesiąc temu małżonkowie ostro się pokłócili. Doszło do tego, że Piotr spakował swoje rzeczy i wyprowadził się od żony.

Agnieszka postanowiła zrobić generalne porządki. W planach miała przegląd szaf, pozbycie się niepotrzebnych ubrań i wyrzucenie sterty pudeł piętrzących się w schowku.

W jednym z nich znalazła pieniądze. Przeliczyła je i zdziwiła się – prawie 200 tysięcy! Swoje oszczędności Agnieszka trzymała na koncie, więc od razu pomyślała, że to zaskórniaki Piotra.

Spokojnie zapytała męża, początkowo nie miała zamiaru się z nim kłócić i w ogóle nie rościła sobie prawa do tych pieniędzy:

– To twoje? Znalazłam to dziś w schowku.

– Co ty grzebiesz tam, gdzie cię nie proszą? – nagle zdenerwował się Piotr. – Dlaczego szperasz?

Agnieszka poczuła się dotknięta:

– Od dawna planowałam uporządkować schowek, zrobić tam więcej miejsca. Tam wszystko leży byle jak: twoje zimowe opony, stare rzeczy, puste pudełka.

Dobrze, że nie wyrzuciłam, tylko zajrzałam. Ukrywasz przede mną pieniądze?

– Oddaj to

– krzyknął Piotr i wyrwał Agnieszce pudełko z rąk. – To moje pieniądze! Nie masz do nich żadnego prawa, odkładałem je przez cały rok.

– Proszę bardzo – spokojnie odpowiedziała Agnieszka. – Przecież nie prosiłam cię o nie. Po prostu jest mi trochę przykro. Mogłeś powiedzieć, że na coś oszczędzasz. Ja nie ukrywam swoich dochodów przed tobą.

– Ty nie masz dochodów – wycedził Piotr. – Żyjesz na moim utrzymaniu. Jeszcze ma czelność się odzywać.

– Ja na twoim utrzymaniu? Jak można przeżyć w Warszawie za 35 tysięcy na dwie osoby?

Chociaż czekaj, twoja pensja chyba nie wynosi 35 tysięcy, skoro jeszcze udało ci się coś zaoszczędzić. Kłamałeś, tak?

Słowo za słowem, i małżonkowie zaczęli się kłócić. Piotr zaczął zbierać swoje rzeczy. Liczył, że żona go zatrzyma, ale Agnieszka tylko milcząco go obserwowała.

– Nie wrócę do ciebie! – krzyknął Piotr, wybiegając z mieszkania. – Pomieszkasz sama, przemyślisz swoje zachowanie. Jak będziesz gotowa przeprosić – zadzwoń, porozmawiamy. Może ci wybaczę!

Agnieszka, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, popłakała przez pół godziny, a potem pomyślała: dlaczego właściwie miałaby się tym przejmować?

Piotr odszedł, a w zamian wróciła jej wolność! Może spać do południa, może spotykać się z przyjaciółkami, kiedy tylko zechce.

I nie musi już nikogo pytać o zgodę na spotkanie tydzień wcześniej.

Cud życia bez męża Agnieszka doceniła od razu. Piotr wytrzymał zaledwie 5 dni – pewnego wieczoru zadzwonił do żony i zaproponował:

– Może się spotkamy? Chyba powinniśmy porozmawiać.

– Po co? – zapytała melancholijnie Agnieszka. – Wszystko możemy omówić przez telefon. Teraz nie mam czasu, za pół godziny przychodzą do mnie przyjaciółki, mamy małą imprezkę. A ty czego chcesz?

– Pomyślałem i doszedłem do wniosku, że wystarczająco już odpokutowałaś. Zaraz przyjadę!

– Poczekaj chwilę – przerwała mu Agnieszka. – Ja cię nie zapraszałam, dokąd się wybierasz?

– Jak to? Do domu – zmieszał się Piotr. – Do ciebie, do swojej żony.

– Nie trzeba – uśmiechnęła się Agnieszka. – Na razie nie jestem gotowa. Proponuję, żebyśmy przez kilka miesięcy mieszkali osobno, a potem zobaczymy.

Jak ci się układa mieszkanie z mamą?

– Mam jej dosyć – przyznał Piotr. – Zero spokoju! Jeszcze gorsza od ciebie! Skarci za źle odłożone skarpetki, za nieumycie kubka, za złe rozebranie się.

Przestań się droczyć, może jednak wrócę?

Agnieszka była nieugięta, więc Piotr musiał się zgodzić.

Żeby nie mieszkać z matką, wynajął sobie kawalerkę za 3 tysiące. Teraz musiał sam dbać o siebie, codziennie dzwonił do żony, skarżąc się:

– Nie mam na nic czasu, głoduję! Nie umiem sobie przygotować jedzenia, uprać, ani wyprasować ubrań!

Dwie koszule już przypaliłem żelazkiem. Żeby zapłacić za mieszkanie, musiałem sięgnąć do zaskórniaków, już 70 tysięcy wydałem. A to nawet jeszcze dwa miesiące nie minęły, odkąd się rozdzieliliśmy! Co będzie dalej?

– Widzisz, jakie to trudne – mówiła Agnieszka z uśmiechem. – Ja bez ciebie żyję świetnie, i to bez pracy, a ty nie możesz wyżyć z własnej pensji. Piotrze, nie wydaje ci się to paradoksalne?

Teściowa Elżbieta również zaczęła dzwonić do Agnieszki – przekonywała ją, żeby wybaczyła jej synowi:

– No dobrze, pokłóciliście się, komu się to nie zdarza? Pogódźcie się! Po co się tak dręczycie? Piotruś już się za tobą stęsknił. Agnieszko, nie można znaleźć kompromisu? Zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni?

– Teraz, Elżbieto, mam wątpliwości, czy w ogóle chcę twojego syna. Okazuje się, że sama żyję znakomicie! Na dotychczasowych warunkach na pewno go nie przyjmę.

Może się pogodzimy, jeśli Piotr weźmie na siebie część obowiązków domowych – wynoszenie śmieci albo zmywanie po kolacji. Tylko na takich warunkach!

Piotr był gotów na wszystko, byleby Agnieszka przyjęła go z powrotem. Małżonkowie znów zamieszkali razem i teraz Piotr bez protestu robi wszystko, o co poprosi go żona.

Nie wspomina już o tym, żeby Agnieszka poszła do pracy – wie, że lwia część ich rodzinnego budżetu pochodzi z jej pieniędzy.

Tylko Elżbieta pozostała niezadowolona – uważa, że jej syn jest pantoflarzem.