Nie wydobyć od małżonka pomocy po domu, a gdy proszę o pomoc ojca – obraża się
I ani sam nie zrobi, ani innemu nie pozwoli. To prawie o moim mężu. Lubi mnie karmić obietnicami, że sam wszystko zrobi. Kiedy jednak moje cierpliwość się kończy i proszę o pomoc ojca, on się obraża. Uważa, że specjalnie go kompromituję przed teściem. Jakby mi sprawiało przyjemność przyznawać, że mam męża, który jest leniwy i nieudolny.
Na naszym z Michałem ślubie moi rodzice podarowali mi mieszkanie. Bardzo nalegali, aby wszystko było załatwione przed rejestracją. Mama mówiła, że wtedy będzie im spokojniej. W życiu zdarzają się różne sytuacje. Wzięłam ich życzenia pod uwagę.
Mieszkanie w nowym budownictwie z wykończeniem od dewelopera. Nie jakiś wspaniały, ale można żyć. Dlatego od razu po ślubie tam wprowadziliśmy się i zaczęliśmy urządzać. Drobne niedociągnięcia postanowiliśmy naprawiać na bieżąco. Na poważny remont nie mieliśmy pieniędzy.
Potrzebna była pomoc w przestawianiu mebli, rozkładaniu rzeczy. Byłam w stanie euforii. Własne mieszkanie, ukochany obok, właśnie wzięliśmy ślub. W tym stanie wszystko widziałam przez różowe okulary. Nie zauważałam, że męża trzeba prosić sto razy o wszystko.
Małą rzecz po serii przypomnień zrobi, robiąc przy tym mękę. Coś poważniejszego – misja niemożliwa. Na początku wspólnego życia w nowym mieszkaniu była sytuacja. Zamówiłam przedpokój. W sklepie oferowali usługę dostawy i montażu. Mąż zapewnił mnie, że zrobi to sam. Uwierzyłam, bo nie było w tym nic trudnego. Wszystko dostarczyli. Po pracy mąż powiedział, że jest zmęczony, chce odpocząć. Pomyślałam, nie jestem potworem, żeby po ciężkim dniu pracy jeszcze męża fizycznie angażować. Poczekam do weekendu.
Nadeszła sobota. Najpierw długo spał, potem długo się budził, potem stwierdził, że już za późno na hałasy. W niedzielę okazało się, że jutro do pracy, trzeba odpocząć. Tak czekałam dwa tygodnie, regularnie obijając się o te pudła. Gdy kolejny raz mój mały palec spotkał się z meblem, zadzwoniłam do taty i poprosiłam o pomoc. Wziął narzędzia i spokojnie przyjechał. Nawet nie powiedział, że mam już kogoś do męskich prac.
Zajęło nam to godzinę. Podawałam spadające śrubki, trzymałam ścianę prosto i wskazałam, gdzie postawić. Wieczorem mąż przyszedł, zdziwił się na widok zmontowanych mebli, a gdy dowiedział się, że to tata montował, bardzo się zdenerwował. Mówił, że sam by zrobił, tylko trzeba było trochę poczekać. Ciekawe, ile bym czekała. Pewnie aż meble same magicznie zmieniłyby się z rozłożonych w zmontowane.
Kolejna przygoda była z kranem w łazience. Postanowiłam czekać do ostatniej chwili, aż mąż się zdecyduje go naprawić. Wytrzymałam miesiąc, potem znowu poprosiłam ojca o pomoc. Poświęcił na to 60 minut, z czego 45 minut to było dojazd do mnie. I znowu mąż wyrażał skrajne niezadowolenie. Zapytałam, co spowodowało jego oburzenie. Powiedział, jakbym się czuła, gdyby on zaprosił swoją mamę, żeby coś ugotowała. Odpowiedziałam, że gdybym przez miesiąc nic nie gotowała, to niechby zaprosił. Mąż obraził się jeszcze bardziej.
Teraz zamówiłam półki do sypialni. Przywieźli. Wyeksponowałam je w widocznym miejscu. Na ścianie zaznaczyłam, gdzie mają wisieć. Siedzę, czekam. Zobaczymy, ile tym razem wytrzymam. Czy mój małżonek przypomni sobie o swojej obietnicy i wszystko sam szybko zrobi.
