Nie zdałam testu na “idealną narzeczoną”, ale pozostałam bardzo szczęśliwa
Spotykałam się z Piotrem przez dwa lata, a potem złożył mi oświadczyny. Na wesele potrzebowaliśmy jeszcze trochę zaoszczędzić, więc planowaliśmy je na przyszły rok, a ja w międzyczasie skupiłam się całkowicie na pracy.
Pewnego wieczoru Piotr wrócił z pracy i powiedział, że jego mama kupiła mu bilet na morze. To mnie nieco zdziwiło i nie pasowało do naszych planów. Dlaczego ja muszę pracować bardzo ciężko, aby uzbierać pieniądze na ślub, a on może sobie odpoczywać? Taka sytuacja bardzo mnie zaniepokoiła.
Wyjaśniłam, że teraz nie jest czas na podróże, i że każdy grosz musi być odkładany do budżetu rodzinnego. Poza tym, nie można mnie tak po prostu zwolnić z pracy. “Ale przecież mama już kupiła bilety, nie chcę jej obrazić. Może wtedy ja pojadę sam?”. Byłam zdenerwowana i w nerwach krzyknęłam, że może jechać dokąd i z kim chce.
Wtedy zrozumiałam, że mój narzeczony to naprawdę maminsynio. Zawsze robił to, co mu mówiła teściowa. Nawet wtedy, kiedy miałam własne mieszkanie, teściowa nie chciała wypuścić swojego synka, więc zamieszkaliśmy u niej.
Piotr pojechał na morze, a ja postanowiłam nie smucić się długo i poświęcić czas sobie: wyjść z przyjaciółmi, poczytać książkę czy obejrzeć filmy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie teściowa. W sobotnie ranki spałam, aż nagle wpadła do mojego pokoju krzycząc “Ależ ile można spać! Wstawaj!”
Zaplanowała, że zrobi mały remont w naszym pokoju, podczas gdy Piotr odpoczywa. Rano poszła do sklepu, kupiła tapetę według własnego gustu i po prostu postawiła mnie przed faktem. “Chcesz, żebym pomogła ci przykleić tapetę, zanim Piotr wróci z wakacji?”. “No tak, a ty nie chcesz zrobić mu niespodzianki? Na pewno będzie z tego zachwycony!”.
Odmówiłam i zaczęła się między nami prawdziwa wojna. Teściowa oskarżała mnie o to, że nie zdałam testu na idealną żonę i że nie chcę troszczyć się o jej syna. Groziła, że zrobi wszystko, abyśmy z Piotrem nigdy nie wzięli ślubu. Następnie rzuciła tapetą i wybiegła z mieszkania.
Nie chciałam zostawać, więc spakowałam rzeczy i pojechałam do rodziców poza miasto. Po tygodniu wrócił Piotr i natychmiast zaczął mnie oskarżać. “Dlaczego nie pomagasz mamie? Czy naprawdę ci spadnie korona, czy spadną ci ręce?”. Wtedy zrozumiałam, że nie chcę żyć takim życiem. Nie wróciłam do Piotra, a później poznałam prawdziwego mężczyznę. Teraz mam szczęśliwą rodzinę i najlepszą teściową na świecie!
