Niecały rok temu wpadliśmy na pomysł, aby przeprowadzić się do teściowej. Od razu mówię, że to był błąd

Objawy narcyzmu można łatwo rozpoznać u osoby nawet w podeszłym wieku. W tym tak naprawdę nic niezwykłego, co innego, że niewielu jest tym zainteresowanych. Zwykle wyobrażamy sobie narcyzów w średnim wieku, bez względu na to, czy to mężczyzna czy kobieta. Być może jest to osoba, która osiągnęła pewne sukcesy w życiu, a może i nie. Oczywiście narcyzm przejawia się w różnych sferach życia. Niektórzy wiążą go z pracą, codziennym życiem, hobby. Przypadki mogą być bardzo różne.

Ważne jest, aby odróżnić zwykłą pyszałkowatość od prawdziwych narcyzów, którzy niestety rzadko zmieniają swoją naturę. A nawet wtedy, tylko w wyniku ważnych wydarzeń w ich życiu. Ani psychologowie, ani rodzina, ani bliscy przyjaciele nie są w stanie znacząco wpłynąć na naturę tych osób. I kto w ogóle chciałby mieć do czynienia z kimś, kto każde zagadnienie rozmowy przekierowuje tylko na swoją osobę? Z tego powodu dobrzy przyjaciele u narcyzów są rzadkością, bez względu na to, co mówią. Objawy narcyzmu są widoczne na każdym kroku.

Jak bardzo niektóre pary małżeńskie mylą się co do swoich warunków mieszkaniowych! Kiedyś sama tego nie rozumiałam, ale teraz tęsknię za moim dawnym życiem w miejskim bloku. Po co mi sprzedany został ten dom na przedmieściach i kawałek ziemi obok niego?! Żyłam sobie spokojnie, nie miałam problemów, zajmowałam się własnymi sprawami, a tu nagle. Zmieniłam otoczenie, spróbowałam uroku życia bez miejskiego zgiełku.

Właściwie opowiadam o istocie sytuacji. Mój mąż i ja mamy już nieco ponad 40 lat. Nie małe dzieci, ale też nie jesteśmy starzy. Mamy jakieś marzenia, plany. Jedyny syn uczy się w stolicy, więc nie martwimy się zbytnio o niektóre sprawy domowe. Mój mąż ma jeszcze dwie siostry i, co najważniejsze w mojej historii, żywą matkę. Trochę mniej niż rok temu wpadliśmy na pomysł, aby przeprowadzić się do niej. Powiem od razu, że to był duży błąd.

No cóż, to kobieta w podeszłym wieku, zdrowie już nie najlepsze. Jej córki mieszkają dość daleko, a my jesteśmy dosłownie w półgodzinnym odjeździe samochodem. W pewnym momencie Maria Kowalska zaczęła źle się czuć, a mąż zaproponował, abyśmy przeprowadzili się do niej na jakiś czas. Mamy pomagać starszej pani w niektórych sprawach domowych, a nasz własny apartament wynajmiemy. Dodatkowe pieniądze nigdy nikomu nie zaszkodziły, a synowi na pewno spodoba się możliwość spędzenia czasu z matką. Nie przypuszczałam jednak, że w praktyce wszystko będzie wyglądać nieco inaczej niż sobie wyobrażałam. Wtedy nie zauważałam objawów narcyzmu.

Przywykłam być jedyną gospodynią domową w domu. A mąż u nas pracuje prawie do samego wieczora. Tak więc, mimo przestronnych pokoi mojej teściowej, musiałyśmy się bardzo dobrze poznać. I w końcu poznałam ją jako osobę bardzo dobrze. Niestety.

Ta kobieta to samouwielony despotyzm i próżny, egoistyczny narcyz w jednym. Nie żartuję, po prostu nie mam słów, żeby opisać, jak ciężkie jest każda sekunda mojego pobytu z nią na tym samym terenie. Na jej terenie, żebyście rozumieli. Teraz widzę objawy narcyzmu. Jak byłam ślepa!

Wiecie, na początku to jest niezauważalne. Nawet trudno uwierzyć, że miła osoba w podeszłym wieku, stojąca przed wami, okaże się właśnie taka. W pierwszy dzień, kiedy nas spotkała, zrobiłam jej komplement dotyczący kwiatów przy bramie jej domu. Nic szczególnego, zwykły rabat, ale jej reakcja była co najmniej dziwna: „Tak, to petunie, nagietki, tak. A tutaj rośnie berberys i barwinek”. Kiedy chciałam znowu pochwalić teściową, zrobiła celową pauzę, jakby ciesząc się moimi słowami. Potem kontynuowała opowieść o swojej rabacie. Po prostu przechodziła od pustego do próżnego, ale ciągle dawała do zrozumienia, że powinnam ją jeszcze bardziej chwalić.

Oczywiście, na tym to się nie skończyło. To samo działo się podczas kolacji. My z mężem zabraliśmy ze sobą jedzenie, oczywiście. Kupiliśmy coś w sklepie. A Maria Kowalska postawiła na stole słoik dwuletniego dżemu i cały wieczór chwaliła się sobą i swoim słoikiem. W sumie, nikt przed nią i po niej nigdy tak nie zrobił. Ambrozja. Jeśli, oczywiście, wierzyć jej słowom. Mąż z sąsiedniego stołu już kontynuował samopochwałę swojej matki i także zalewał komplementami. Jakby ktoś podmienił jego, zawsze marudzącego cynika. Ale pomyślałam, że po prostu bardzo tęsknił za matką…

A potem wszystko zaczęło się robić poważniej. Wiecie, to jak ból zęba. Jeśli szybko mija, można to znieść. Ale ona tak nie działa, ciągle narzeka, przechodząc na sąsiednią szczękę i nawet zamieniając się w ból głowy. Nie zostawiając człowiekowi żadnych szans na normalne życie. Wyleczyć czy wyrwać zęba do diabła!

Pewnego dnia skaleczyłam rękę podczas gotowania. Głęboko się skaleczyłam, ale takie się zdarzają. A po około półtora miesiąca niefortunnie upadłam na korytarzu i zwichnęłam nogę. Też się zdarza, nic. Mąż oczywiście bardzo się martwił, nawet powiedział o tym synowi przez telefon. A moja teściowa zaczęła wspominać młodość i tylko napominała moje pokolenie za to, że jesteśmy takie delikatne. Trzeba było się kaleczyć, wtedy na pewno zasługiwałabym na jej uwagę przynajmniej na moment. Oto wszystkie objawy narcyzmu na twarzy!

Swojego syna też kocha w jakiś szczególny sposób. Nigdy nie widziałam w jej słowach czy zachowaniu matczynej delikatności. Tylko potrzeba, by ją uwielbiali i podziwiali za wszystko, co ma lub co miało miejsce w przeszłości. Boże, nawet nie wstydziła się „pochwalić” nam liczbą mężczyzn, których miała. I nie powstrzymała się, by nie wysypać się na temat przyszłych „osiągnięć”.

Dom, nawiasem mówiąc, zostawił jej były mąż, zanim odszedł w wieczność. Nie jestem nawet zdziwiona, że nie dożył sześćdziesiątki. Ale dzięki jego pieniądzom „cierpiąca” wdowa mogła utrzymać dom w bardziej- mniej dobrym stanie. Musieliśmy zatrudnić pracowników, ale jaka to miało różnicę, skoro temu „kwiatku” należał się godny ogrodnik. Tylko dzieci Marii Kowalskiej opuściły ją wcześnie. Ani mój mąż, ani jego siostry nie zdołały znieść specyficznego charakteru swojej matki. Najpewniej zmęczyło je ciągłe klaśnięcie w dłonie przy każdym jej słowie. A ja muszę to robić.

Przy okazji, o nich również. Siostry męża czasami przyjeżdżały odwiedzić swoją matkę. Już wcześniej nie byłam z nimi szczególnie blisko. Ale wtedy nawet zrozumiałam dlaczego. Też czuły się dobrze, kiedy wstając od stołu, nie zabierały się nawet za sprzątanie naczyń po sobie. Po co, skoro jest ja. Mimo to, jak by nie było, przynajmniej utrzymywały ze mną rozmowę, zadawały jakieś pytania. W każdym razie, pewnie udawały, że coś w mnie ich interesuje. Ich mama nawet się tu nie starała.

Wiecie, ale był jednak jeden przypadek, kiedy poczułam nawet trochę żalu do mojej teściowej. Jedyny, właściwie. Ale pomógł mi lepiej ją zrozumieć — jako osobę o jej złożonej, nawet nie do zniesienia naturze. Mój mąż znalazł w szafie stare rodzinne zdjęcie. Gdzie był on, jego matka, ojciec i siostry. I jakaś piesek był obecny. I wtedy syn chciał zrobić mamie kolejny komplement, który wybił starszą panią z ławki.

„Mamo, patrz. Pamiętasz ten rok? Byłaś wtedy jeszcze taka piękna, pamiętam. W sukience, którą tata ci dał na urodziny…”

Tak, na pewno zgadliście poprawnie. Moja teściowa, zamiast raz jeszcze nostalgicznie wspominać minione czasy, jak zrobiłaby to każda normalna kobieta na jej miejscu, całkowicie się osunęła:

„W jakim sensie byłam, Piotrze? Chcesz powiedzieć, że teraz wyglądam gorzej? Przypominam, że nawet dziś założę tę sukienkę. Od tamtego czasu nie przytyłam ani kilograma. A ty, kochanie, świetnie się odżyłeś. Zyskałeś brzuch. Chociaż, dla twojej informacji, to są moje problemy zdrowotne. Nawet normalnie na zewnątrz wyjść nie mogę!”

Następnie były daremne przeprosiny mojego męża, które już nie budziły we mnie dawnego zdziwienia. Ustępstwa, prośby o pojednanie. A mimo to, zobaczyłam, że Maria Kowalska to tak naprawdę zwykła, wrażliwa kobieta w podeszłym wieku. Teraz. A wcześniej mogła przejawiać swój charakter, kiedy i ile chciała. I nikt nie mógł jej niczego powiedzieć na przekór.

Niestety, na mocy umowy najmu mieszkania, muszę jeszcze przeżyć kilka miesięcy u teściowej. Potem najemcy wyjadą, przyjedzie syn i będzie łatwiej. Ale na ten moment, jak zrozumiałaś, nie przebywam w najprzyjaźniejszej firmie matki mojego męża. I ona sama już nie jest zadowolona, że nas do siebie zaprosiła. Pokazała swoją słabość, jeszcze i przy obcym człowieku. A teraz drażnię ją jeszcze bardziej. A więc nowe uwagi dotyczące i bez, nie będą długo czekać. No cóż. Starałam się napisać krótko, ale coś mnie poruszyło. Jak widzisz, nie jestem idealna. Ale przynajmniej mogę sama sobie w tym przyznać…