Niedawno obchodziłam swoje 60. urodziny, a mój mąż nawet nie złożył mi życzeń, nie mówiąc już o jakimś wartościowym prezencie. Nie jestem zaskoczona, bo tak było przez całe nasze życie. Pobraliśmy się 35 lat temu, wychowaliśmy córkę. W naszej rodzinie było tak, że mama niczego nie potrzebuje. Musiałam obracać się wokół potrzeb męża i dziecka, a o swoich pragnieniach musiałam zapomnieć na wiele lat. Ale teraz postanowiłam wszystko zmienić

– Co ty, mamo, sobie wymyśliłaś, rozwodzić się w wieku 60 lat? A ojca na kogo zostawisz? – zaczęła mnie karcić córka. Wszyscy myśleli, że żartuję, kiedy mówiłam, że odejdę od męża, ale tak mi się wszystko znudziło, że postanowiłam doprowadzić sprawę do końca.

Niedawno obchodziłam swoje 60. urodziny, a mój mąż nawet nie złożył mi życzeń, nie mówiąc już o jakimś wartościowym prezencie.

Nie było wielu gości, tylko najbliżsi. Córka z zięciem podarowali mi multicooker, żeby było mi łatwiej w kuchni, bo dobrze wiedzieli, że spędzam tam dużo czasu.

A mąż nic nie podarował, zażartował, że najlepszy prezent dla mnie to on sam. Wszyscy się śmiali, ale mnie wcale nie było do śmiechu.

Nie jestem zaskoczona, bo tak było przez całe nasze życie. Pobraliśmy się 35 lat temu, wychowaliśmy córkę. W naszej rodzinie było tak, że mama niczego nie potrzebuje. Musiałam obracać się wokół potrzeb męża i dziecka, a o swoich pragnieniach musiałam zapomnieć na wiele lat.

Mój mąż jest ode mnie starszy i niedawno przeszedł na emeryturę. To tylko pogorszyło nasze relacje, bo teraz całymi dniami siedzi w domu przed telewizorem i ciągle chce jeść.

A do tego nie zapomina mnie skrytykować za najmniejszą drobnostkę przy każdej nadarzającej się okazji. Ostatnio nie spodobały mu się moje placki serowe, powiedział, że było w nich za mało cukru. Dałam mu jeszcze jego ulubiony dżem morelowy, zjadł wszystko, ale nie przestawał narzekać, że mu nie dogodziłam.

Przez całe życie otrzymałam tyle uwag w swoją stronę, że nikt tyle by nie wytrzymał. Dziękować mój mąż po prostu nie umie.

I jeśli kiedyś to znosiłam, to teraz już nie chcę, nie widzę w tym sensu. Złożyłam pozew o rozwód i przeprowadziłam się do mieszkania moich rodziców, które odziedziczyłam. Przez wiele lat mieszkali tam lokatorzy, ale teraz poprosiłam ich o wyprowadzkę.

Mieszkanie jest bardzo stare, bez remontu, jednym słowem, znacznie gorsze niż to, w którym mieszkaliśmy z mężem. Ale jestem gotowa zamienić komfort na spokój ducha, a z czasem zrobię tu remont.

– Masz kogoś? – nie może się uspokoić córka, którą mój mąż już zdążył nakręcić.

– Nie mam nikogo, twój ojciec mi wystarczył, chcę spokoju – mówię.

Ale ona mi nie wierzy, mówi, że tyle lat żyłam z ojcem i z wszystkim się godziłam, a teraz co się zmieniło?

– Zmieniło się to, że nie chcę już się z tym godzić. W końcu nadszedł czas, kiedy postanowiłam pomyśleć o sobie – odpowiadam.

Nasze mieszkanie nie podzieliłam, bo po co, i tak z czasem przejdzie na naszą córkę. Mam teraz gdzie mieszkać, a mąż nie ma innych opcji, więc niech tam zostanie.

Córka nalega, żebym wróciła do męża. W rzeczywistości nie martwi się o ojca, tylko o siebie. Mnie nie ma, i mój mąż już przyczepił się do córki, nie może spokojnie żyć, musi kogoś cały czas krytykować. A ona nie chce tego słuchać, więc nalega, żebym wróciła.

Ale swojego postanowienia nie zmienię. Nie uwierzycie, ale sama czuję się bardzo dobrze. W końcu mam ten spokój, o którym marzyłam przez tyle lat. Cały czas dbałam o swojego męża i nie otrzymałam za to żadnej wdzięczności, a teraz chcę zadbać o siebie.

Córka powiedziała mi, że jeśli nie wrócę do jej ojca, przestanie się ze mną kontaktować. No cóż, trudno. Na takie traktowanie nie zasłużyłam. Ale nie zmienię zdania.

A jakie jest wasze zdanie? Czy dobrze robię? Czy będę żałować swojej decyzji?