Niedawno odwiedziłam siostrę w Austrii, ale ten wyjazd bardzo mnie rozczarował

Jak każde państwo w Europie, tak i Austria żyje według swoich zasad i reguł. Wiele osób, które emigrowały tam na stałe, z czasem przyswaja sobie obcą kulturę i nowe spojrzenie na życie. Niektórzy całkowicie zmieniają swoje podejście, odcinając się od dawnych korzeni. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy to wynik adaptacji do nowego otoczenia, czy może potrzeba odnalezienia się w innym społeczeństwie. Niemniej, w przypadku mojej siostry zmiana ta była niepokojąca.

Dwa miesiące temu wróciłam z Austrii, gdzie odwiedziłam moją siostrę Martę, mieszkającą w małym miasteczku Sankt Pölten. Już sam widok miasta mnie zachwycił – piękne budynki, czyste ulice i spokojna atmosfera. Dotąd nigdy nie zwracałam uwagi na architekturę miast, bo wydawało mi się, że wszystkie są do siebie podobne: ładne centrum, historyczne budynki, a na obrzeżach typowe blokowiska. Jednak Sankt Pölten zmieniło moje zdanie. Niestety, oprócz miasta, zmieniła się też moja opinia o siostrze i naszej relacji.

Marta i jej mąż Tobi nie przyjechali po mnie na lotnisko, co już mnie zdziwiło. Czekałam, że siostra, z którą nie widziałam się kilka lat, przywita mnie osobiście. Zamiast tego, spotkaliśmy się w kawiarni w centrum. Co więcej, poproszono mnie, bym zapłaciła za swoją kawę. To był pierwszy moment, kiedy poczułam, że ta wizyta może nie być taka, jak sobie wyobrażałam. „Czy tak wygląda gościnność w Austrii?” – pomyślałam.

Kiedy dotarliśmy do mieszkania Marty, zrozumiałam, że moja obecność nie była szczególnie mile widziana. Przydzielono mi mały pokój, w którym ledwo mieściło się łóżko i stolik. Nie było miejsca na moje rzeczy, więc musiałam zostawić je w salonie. Nie ukrywam, było to dla mnie krępujące. Marta i Tobi mieli osobne pokoje – podobno tak jest im wygodniej, bo Tobi chrapie, a siostra lubi spać w ciszy.

Najbardziej zdziwiło mnie to, że musiałam sama kupować sobie jedzenie. W lodówce dostałam wyznaczoną półkę, ale nikt nie pomyślał, by zaproponować mi choćby wspólny posiłek. Marta twierdziła, że trzyma się specjalnej diety, a Tobi uwielbia mięso i nie zamierzał się nim dzielić. Nawet mimo tego, że przywiozłam dla nich sporo smakołyków z Polski, nie poczułam z ich strony wdzięczności. Czułam się bardziej jak intruz niż gość.

Czas spędzony w Austrii był po prostu nudny. Spodziewałam się, że razem z Martą odwiedzimy jakieś ciekawe miejsca, może pójdziemy do baru czy restauracji. Tymczasem nasze dni wyglądały tak samo – wieczorne spacery po mieście, kilka opowieści o jej życiu i… to wszystko. Nawet w domu każdy z nas był pochłonięty swoim telefonem czy komputerem. Brakowało wspólnego oglądania filmów czy zwykłej rozmowy. Było mi przykro, bo liczyłam na więcej.

Kiedy nadszedł dzień mojego wyjazdu, nikt nie odprowadził mnie na lotnisko. Marta i Tobi tylko pomachali mi na pożegnanie z okna. W drodze powrotnej do domu nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo moja siostra się zmieniła. Przed wyjazdem do Austrii była energiczną, pełną życia osobą. Uwielbiałyśmy spędzać czas razem, organizować imprezy, śmiać się do łez. A teraz? Była jak cień samej siebie – spokojna, wycofana, jakby bez życia.

Nie wiem, co spowodowało tę zmianę. Czy to Austria, jej mąż, czy może sama dorosłość? Marta, którą znałam, nigdy nie zgodziłaby się na życie w rutynie i chłód w relacjach z bliskimi. Była przebojowa, z poczuciem humoru i nie bała się wyrażać swoich emocji. Teraz widziałam w niej zupełnie inną osobę – zdystansowaną, obojętną, jakby zgaszoną.

Postanowiłam zaprosić Martę do Polski, by choć na chwilę oderwała się od tej monotonii. Mam nadzieję, że jeśli spędzimy trochę czasu razem, przypomni sobie, kim była, zanim wyjechała. Trudno patrzeć na tak wielką zmianę w osobie, którą kochasz. Jeszcze trudniej zaakceptować, że może być to jej nowa rzeczywistość. Mam nadzieję, że uda mi się przywrócić choć część tej Marty, którą kiedyś znałam.