Niedawno urodziło nam się dziecko, ale cała uwaga mojego męża skupiona jest na synu z pierwszego małżeństwa
Mój mąż ma syna z pierwszego małżeństwa. Kiedy zaczęliśmy być razem, dziecko miało 4 lata. Wtedy w stałe obowiązki męża wchodziło odbieranie syna z przedszkola i odwożenie go do domu. Do nas dziecko nie przychodziło, było to od razu ustalone. Mieszkaliśmy w moim mieszkaniu. Z czasem jednak sytuacja stawała się coraz gorsza. Dziecko potrafiło zadzwonić o pierwszej w nocy i powiedzieć: „Tato, przyjedź do mnie teraz, śpij ze mną”.
Była żona twierdziła, że nie ma z tym nic wspólnego. Rzekomo dziecko budziło się w środku nocy i wołało tylko tatę, nie zgadzało się spać z nią, płakało. Od razu powiedziałam mężowi, że jeśli zostanie tam na noc, to niech do domu już nie wraca. Jak tylko dziecko zaśnie, powinien natychmiast wracać do domu. Przyszło lato, przedszkole się skończyło, i przez 6 dni w tygodniu dziecko spędzało u nas czas od 7 do 23, chociaż była żona pracowała do 17. Ale ona, widzicie, musiała odpocząć po pracy, a ja, jak widać, po pracy marzyłam o zajmowaniu się jej dzieckiem.
Teraz syn męża chodzi do szkoły, a nam urodziło się dziecko. Przeprowadziliśmy się do mieszkania męża, i w tym mieszkaniu jest pokój pierwszego syna. Niczego tam nie można dotykać, tylko zbierać papierki. W tym mieszkaniu jego syn poczuł się małym gospodarzem, a mój mąż bardzo się zmienił, zaczął zachowywać się inaczej. Mam małe dziecko, jest mi bardzo trudno, mąż od 7 do 17 jest w pracy, potem wozi pierwszego syna na zajęcia, a potem ciągnie go do nas do 21. Jeśli jego starszy syn zachoruje, to on bierze zwolnienie i siedzi z nim u nas, nikogo nie obchodzi, że w domu jest małe dziecko.
Ten chłopiec hałasuje. Jeśli proszę go, żeby był cicho, mąż mi wyrzuca, że nie mam prawa wydawać mu poleceń. W piątek dziecko zostaje na noc, i cała uwaga taty jest skupiona na nim. W niedzielę mąż odsypia, i znowu nie ma czasu dla nas. Kiedy proszę go o pomoc, odpowiada, żebym dzwoniła do jego matki i ją prosiła, bo on nie ma czasu.
Nie mam już sił, chcę się rozwieść! Jestem zmęczona uśmiechaniem się do jego dziecka, kiedy ono bałagani, nie mam czasu ani sił, żeby po nim sprzątać. Może jest jakiś radykalny sposób, żeby zachować rodzinę, ale też zmienić całą sytuację? Nasz maluszek jest jeszcze bardzo mały, chciałabym, żeby rósł i dojrzewał z ojcem. Zawsze starałam się angażować męża we wspólne spędzanie czasu z naszym dzieckiem: wspólne kąpiele, wspólne zabawy.
Niepokoi mnie, że stał się jakiś obojętny. Zwykle przy narodzinach dziecka cała uwaga na jakiś czas skupia się na nim, a tu jest odwrotnie. Naszego syna chce w wieku 9 lat wysłać do innego miasta, żeby uczył się w sportowej szkole z internatem, żeby rósł na prawdziwego mężczyznę, a z tym starszym jest gotów niańczyć się aż do wojska, chyba. Co robić?
