Niedawno zrozumiałam, że wcale nie znałam mojego męża, uważając go za niezdecydowanego i bezwolnego
Od pierwszego dnia naszego poznania, Aleksander zachowywał się wobec mnie jak paź wobec księżniczki – spełniał wszystkie moje kaprysy i zachcianki, podporządkowując się na każde moje skinienie. Szczerze mówiąc, podobała mi się taka władza nad mężczyzną, i w pełni z niej korzystałam. Moja mama tylko to podsycała:
— Dobrze, że tak cię słucha. Będziesz panią domu, w przeciwieństwie do innych, wiesz jak to bywa…
W to „jak” mama wkładała tyle tajemniczości, że coraz bardziej przekonywałam się, iż właśnie takie powinny być relacje z mężczyzną, jak moje z Aleksandrem.
Po roku naszych spotkań wzięliśmy ślub. Co prawda, Aleksander oświadczył się nie na moje życzenie, ale z własnej inicjatywy, zrobił to pięknie i uroczyście, w restauracji. Kelner przyniósł mu mikrofon, a Aleksander, prosząc wszystkich o chwilę uwagi, wyznał mi miłość i poprosił o rękę. Wszyscy bili brawo, a ja po raz pierwszy zobaczyłam go tak pewnego siebie. Oczywiście, powiedziałam „tak” i pobraliśmy się.
Po ślubie nic się nie zmieniło – mąż, mówiąc wprost, skakał wokół mnie i nigdy nie protestował. Czasem próbowałam go sprowokować do męskiej odpowiedzi na moje kaprysy, ale Aleksander wszystko znosił, uśmiechał się i starał się załagodzić sytuację.
Z czasem zaczęła mnie irytować jego uległość. Chciałam zobaczyć w nim prawdziwego mężczyznę, który potrafi uderzyć pięścią w stół i krzyknąć na żonę.
Taki właśnie wydawał mi się jego kolega, Władysław – wysoki, wysportowany mężczyzna. Żona Władysława, Natalia, również pasowała do niego – modelowej urody blondynka. Ta para zawsze przyciągała uwagę przechodniów, co czuli i odpowiednio się zachowywali – szli jak król i królowa wśród poddanych. Zarobki w firmie, w której pracowali mój mąż i jego kolega, pozwalały na swobodne życie. Aleksander zawsze oddawał mi pieniądze, zostawiając tylko drobne na własne wydatki, nie protestując przeciwko moim „złotym” zakupom, podczas gdy Władysław nie zapominał o sobie – oni z Natalią chodzili jak mała reklamowa witryna sklepu jubilerskiego – łańcuszki, pierścionki, bransoletki…
Pewnego dnia Władysław z Natalią zaprosili nas na piknik za miasto. Pojechaliśmy naszym samochodem, ponieważ jeden z nas musiał być trzeźwy, a to „szczęście” oczywiście przypadło mojemu mężowi.
Usadowiliśmy się wygodnie w ustronnym miejscu, przygotowaliśmy szaszłyki, siedzieliśmy pod muzykę i wino, ciesząc się przyrodą, rozmowami i odpoczynkiem. Centrum uwagi naszej grupy był Władysław. Dużo żartował, opowiadał zabawne historie, kierował wszystkim, wysyłając mojego męża po drewno, po wodę do strumyka, słowem – król. Na Aleksandra patrzył z wyraźną wyższością, jakby mówił: „Zobacz, jaki jestem!”. Natalia patrzyła na swojego męża zakochanymi oczami, a ja na swojego – z żalem, że nie potrafi zachowywać się tak męsko jak jego kolega.
Nagle nasz odpoczynek przerwało przybycie trzech mężczyzn, którzy w dość grubiański sposób oznajmili, że chcą zapalić, dodając, że zawsze tu odpoczywają i radzą nam szybko się zbierać, zostawiając nakryty stół.
Jeden z nich obrzucił Władysława i Natalię wzrokiem i powiedział:
— I zostawcie te błyskotki, przydadzą się…
W tym momencie Aleksander był nieobecny – poszedł po kolejną porcję drewna. Władysław, jeszcze chwilę temu taki pewny siebie, jakby zmalał o pół głowy, zgodził się i zaczął ściągać pierścionek. „Gość” ponaglił mnie i Natalię:
— A wy co, stoicie? Zobaczcie, jak wasz facet szybko się orientuje!
Dla większej pewności w ręce pojawił się nóż. Władysław, już rzuciwszy pierścionek na stół, trzęsącymi się rękami odpiął bransoletkę. Natalia również zaczęła ściągać swoje pierścionki…
W tym momencie zza drzewa wyskoczył mój mąż. Szybko ocenił sytuację, rzucił w twarze dwóch napastników naręcze drewna, a trzeciego z całej siły uderzył po ręce toporkiem. Ręka opadła, a Aleksander, widząc, że „klientowi” wystarczy, już był przy tych dwóch, którzy jeszcze nie doszli do siebie po uderzeniu:
— Macie jeszcze ręce i głowy całe? Na trzy uciekamy! Raz! … Trzy!
Aleksander ruszył w ich stronę, a oni odwrócili się i rzucili w krzaki. Trzeci mężczyzna, trzymając się za rękę, szybkim krokiem oddalał się w inną stronę, jego nóż leżał na piasku obok naszego stołu.
Rzuciłam się mężowi na szyję, a on, lekko mnie obejmując, rozkazał:
— Nie siedzimy, zwijamy się i wracamy do domu, mało co może się jeszcze wydarzyć…
Potem, widząc pierścionek Władysława i pierścionek Natalii na stole, zdziwiony spojrzał na kolegę:
— A co to za przedstawienie?
Władysław spuścił wzrok. Wracaliśmy do miasta w milczeniu. Odwiozłam „króla i królową” do ich domu, a gdy zostaliśmy sami w samochodzie, pocałowałam męża i powiedziałam:
— Przepraszam cię, jesteś najlepszym mężczyzną na świecie! Bardzo cię kocham!
