Niełatwy początek: jak nie polubiłam synowej, a teraz nie wyobrażam sobie bez niej rodziny
Już od półtora roku mój syn jest szczęśliwym mężem, a ja babcią. Na ten dzień czekałam bardzo długo. Wszystko było gotowe – od emocji po prezent na ślub, który przygotowałam już dawno temu. Jednak do trzydziestki Paweł nikogo nie przyprowadził do domu. Myślałam już, że może nigdy nie doczekam się wnuków. Aż pewnego dnia wrócił do domu z młodą dziewczyną i powiedział: „Mamo, poznaj, to moja narzeczona!”
Przyznam szczerze, że od razu poczułam rezerwę wobec Tani, ale miało to swoje powody. Jej przeszłość i to, co usłyszałam później, nie pozwalały mi w pełni uwierzyć w jej intencje wobec mojego syna.
Tania miała wtedy zaledwie 23 lata, a już była po rozwodzie i wychowywała dwuletniego synka. Dowiedziałam się o tym jednak dopiero później, od Pawła. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak dziewczynka, delikatna i cicha. Kiedy syn wyznał mi jej historię, byłam w szoku. W mojej głowie od razu pojawiły się pytania: dlaczego tak młoda dziewczyna już ma za sobą nieudane małżeństwo? Co tam się wydarzyło? Syn jednak uspokajał: „Mamo, Tania to dobry człowiek, musisz dać jej szansę.”
Nie mogłam nie zapytać, dlaczego Tania się rozwiodła. Odpowiedź syna była wymijająca: „Nie dogadała się ze swoją teściową.” Zastanawiałam się, jak bardzo można się z kimś nie dogadywać, żeby rozwód był jedynym rozwiązaniem. Mimo wątpliwości postanowiłam zaufać Pawłowi. Widziałam, jak bardzo jest zakochany, a jego decyzje zawsze były rozsądne.
Pomyślałam wtedy, że skoro nie będą mieszkać ze mną, tylko w mieszkaniu odziedziczonym przez Pawła po dziadku, to moje obawy mogą być przesadzone. Na ich ślubie nie byłam biernym obserwatorem – podarowałam młodym samochód, na który oszczędzałam latami. Był to mój wkład w ich wspólny start.
Rodzinne święta i nowe początki
Pierwszego wspólnego Sylwestra i Boże Narodzenie spędziliśmy wszyscy razem: ja, moja siostra z rodziną, Paweł z Tanią oraz jej syn. Przy wigilijnym stole, który sama przygotowałam, czułam, że mogę odetchnąć. Tania była szczęśliwa, a mój syn promieniał. W tym momencie pomyślałam, że może jednak przesadzałam z moimi wątpliwościami.
Minął rok. Życie toczyło się swoim rytmem, a my rzadko mieliśmy okazję się spotkać. Na kilka dni przed kolejnym Bożym Narodzeniem Tania zadzwoniła z zaproszeniem na wigilię u nich. Zaskoczyło mnie to, bo tradycyjnie świętowaliśmy u mnie, ale zgodziłam się. „Mamy dla ciebie niespodziankę,” powiedziała z uśmiechem w głosie.
Do Tani i Pawła przyszłam już rano, tak jak mnie prosiła. Zaskoczyła mnie prośbą: „Naucz mnie robić pierogi. Te z zeszłego roku były tak pyszne, że Paweł nie może o nich zapomnieć!” Nie mogłam odmówić. Wspólnie poszłyśmy na zakupy, a potem spędziłyśmy kilka godzin w kuchni, lepiąc pierogi z kapustą, mięsem, ziemniakami i grzybami, a także z wiśniami na deser.
Podczas gotowania Tania w końcu opowiedziała mi swoją historię. Okazało się, że w pierwszym małżeństwie była młodą, niedoświadczoną dziewczyną, a jej teściowa ciągle ją krytykowała. „Miałam 19 lat i nie umiałam gotować ani prowadzić domu. Zamiast mnie wspierać, teściowa ciągle mnie poniżała, a mąż nigdy nie stanął w mojej obronie,” mówiła z łzami w oczach. W końcu zebrała się na odwagę i odeszła, mimo że miała małe dziecko. To właśnie wtedy poznała Pawła, który stał się dla niej prawdziwym wsparciem.
Pierogi wyszły wyśmienite, ale to nie był koniec niespodzianek. Podczas wigilijnej kolacji Tania i Paweł ogłosili, że spodziewają się dziecka! Moje serce zalała radość. Będzie kolejne wnuczę! Dodatkowo Paweł dostał awans w pracy, więc ich życie nabierało rozpędu.
Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Tania zdobyła moje serce. Nasze relacje stały się bliższe, częściej rozmawiamy i odwiedzamy się. Mój syn miał rację – warto było zaufać jego wyborowi. Teraz czekam na narodziny nowego członka rodziny i jestem dumna, że mój syn i jego żona tworzą tak piękną rodzinę.
