Nigdy nie myślałam, że zostawię swojego męża sama. Jarosław był dobrym człowiekiem, wychowywaliśmy dwoje dzieci i zawsze czułam się przy nim, jak za murem. Byliśmy szczęśliwą rodziną, aż do momentu, kiedy zatrudniłam się w sklepie w naszej miejscowości. Właśnie wtedy wszystko zaczęło się psuć na moich oczach
W swoim życiu niestety popełniłam wiele błędów, lata minęły, a teraz bardzo chciałabym wszystko naprawić, żyć szczęśliwie i intensywnie, ale nie wiem, jak to zrobić teraz.
Mój list tutaj to chyba ostatnia nadzieja na usłyszenie mądrej i skutecznej rady, która zmieni moje życie na lepsze i naprawi błędy przeszłości, których będę żałować do końca życia.
Może mnie potępicie, i doskonale to rozumiem, że będziecie mieli rację, w tym jest prawda, ale proszę, abyście obiektywnie spojrzeli na moją historię i dali dobrą radę, nawet jeśli będziecie mnie oceniać, ale zechcecie pomóc.
Teraz wszyscy już dawno się ode mnie odwrócili, może nieznajomi ludzie pomogą mi radą i zmienią moje życie na lepsze.
Zacznę od tego, że wtedy byłam jeszcze bardzo młoda. Tata i mama nie zwracali na mnie szczególnej uwagi, mieli swoje sprawy, ciągłe wyjścia z przyjaciółmi i spotkania do rana.
Mieli tylko swoje sprawy na pierwszym miejscu – to się schodzili, to rozchodzili, a potem pojawił się mój młodszy braciszek, kiedy miałam już 13 lat, ale tata, niestety, opuścił naszą rodzinę dosłownie rok później.
Mama poświęciła się wychowywaniu mojego brata, a ja byłam sama, można powiedzieć. W wieku 18 lat opuściłam już własny dom.
Po prostu wyjechałam do mojej babci do małego miasteczka. Mieszkałyśmy razem w mieszkaniu w starym, małym, dwupiętrowym domu. Moja babcia była bardzo dobrą i odpowiedzialną osobą, od razu zaczęła mnie sama utrzymywać: nie pracowałam wtedy, bo byłam jeszcze bardzo młoda, a ona mnie żywiła i we wszystkim starała się pomóc, aby moje przyszłe życie było lepsze.
Babcia wtedy jeszcze pracowała, chodziła na zmiany, a ja, żeby się nie nudzić, zaczęłam zapraszać przyjaciół do jej domu. Babcia nie wyrażała mi swojego niezadowolenia, tylko prosiła, żebym sprzątała po sobie, żeby przychodziła do czystego i przytulnego mieszkania.
A potem wyszłam za mąż za Jarosława.
Miał wtedy 28 lat, a ja 19. Był przystojnym, mądrym, silnym, dobrym człowiekiem, a ja – teraz to rozumiem – nie byłam najlepszą dziewczyną.
Rodzice Jarosława długo odradzali mu spotykanie się ze mną, ale on nie zwracał na to uwagi i po pół roku wzięliśmy skromny ślub i staliśmy się rodziną.
Wtedy dowiedziałam się, że spodziewam się dziecka, i na świat przyszły od razu bliźniaki – dwóch chłopców. Szczęściu Jarosława nie było granic.
Na początku pomagała mi moja babcia, ale niestety, niedługo potem odeszła, a mieszkanie zostawiła tylko mnie. Kiedy chłopcy mieli 3 lata, zaczęli chodzić do przedszkola, a ja poszłam do pracy w małym sklepie. Oczywiście, to miejsce, gdzie zawsze jest dużo ludzi.
Tam poznałam Adama. Podobało mi się, że był taki jak ja w młodości: nie miał żadnych obowiązków, był wolny i niezależny. Często do mnie przychodził, spędzaliśmy razem dużo czasu i te momenty sprawiały, że czułam się naprawdę szczęśliwa, jak nigdy wcześniej. Z czasem dojrzewał we mnie plan, żeby z nim odejść.
Sprzedałam mieszkanie babci i pieniądze wpłaciłam na swoje konto – mąż w zasadzie o tym wiedział, ale nie znał moich planów, co było oczywiste.
A potem pewnego dnia zostawiłam Jarosławowi dużą notatkę – wszystko w niej wyjaśniłam, wsiedliśmy z Adamem do pociągu i pojechaliśmy setki kilometrów dalej. Mąż do mnie dzwonił, tęskniłam, ale powiedziałam mu, żeby dobrze wychowywał dzieci i złożył wniosek o rozwód, bo nie wrócę.
Adam miał wtedy akademik, tam mieszkaliśmy, a moje pieniądze skończyły się po roku. Potem mu się znudziłam i po prostu, bez żalu, mnie zostawił.
Ostrożnie zadzwoniłam do Jarosława, żeby dowiedzieć się, jak mu idzie z dziećmi. Odpowiedział chłodno, żebym podpisała papiery rozwodowe i więcej nie niepokoiła ich z synami – zapomnieli o mnie i spokojnie żyją swoim życiem, w którym wszystko jest dobrze beze mnie.
Po tym żyłam bardzo źle, chociaż nic mnie nie cieszyło. Minęło już siedem lat.
Teraz żyję źle. Nie mam męża, jestem nadal sama, wynajmuję mieszkanie na pół z koleżanką-singielką, i bardzo chciałabym wrócić do swojego męża i chłopców, moich synków, marzę o tym przez cały ten czas.
Niedawno zadzwoniłam do teściowej, myślałam, że coś mi doradzi, porozmawia ze mną, pomoże, bo wtedy bardzo dobrze się dogadywałyśmy, ale powiedziała sucho, że u nich wszystko w porządku i poprosiła, żebym więcej do niej nie dzwoniła.
Od razu próbowałam skontaktować się z mamą – prawie to samo, jestem jej obojętna po tym, co zrobiłam, chociaż jest moją najbliższą osobą.
W mediach społecznościowych często widzę Jarosława na zdjęciach, patrzę, jak żyją, widzę tylko jego przyjaciół, ale oni nie chcą ze mną rozmawiać. Takie są moje trudne sprawy.
