O rozwodzie z mężem Irena nawet nie chce słyszeć, bo w ich rodzinie wychowuje się trójka dzieci. — Najpierw niech pomoże wychować dzieci, a potem się zobaczy — jeśli będzie chciał odejść, niech odchodzi — rozważa

— Ostatnio nie poznaję swojego Aleksandra! — opowiada czterdziestoletnia Irena. — Nic mu nie pasuje! Chodzi smutny, milczący, od Nowego Roku już taki. Powiedział mi ostatnio: „Czuję, że jestem wam potrzebny tylko dla pieniędzy!” Ledwo powstrzymałam się, żeby nie wykrzyczeć — oczywiście, że dla pieniędzy, mógłby się sam domyślić. Trójka dzieci w rodzinie, mam je teraz sama wychowywać?

…Irena wyszła za mąż siedemnaście lat temu za Aleksandra z wielkiej miłości i nie tylko z tego powodu: już kilka miesięcy po ślubie urodziło się ich pierwsze dziecko. Młody mąż, zakasawszy rękawy, brał dodatkowe prace i wziął na siebie utrzymanie rodziny. Irena stworzyła mu do tego wszystkie warunki: całkowicie zajęła się dzieckiem i domem.

— Nie tylko gotowałam, sprzątałam i kołysałam syna nocami — opowiada — ale i przykręcałam gniazdka, wieszałam żyrandol, naprawiałam krany, wszystkie problemy rozwiązywałam sama. Męża nie obciążałam niczym. W domu tylko odpoczywał!

Z czasem rodzice pomogli im kupić mieszkanie, zrobiło się łatwiej. Aleksander pracował już bez dodatkowych zajęć, na jednym etacie, ale od rana do wieczora. Wychodził wcześnie, wracał późno. Urodziła się córka, potem — niemal od razu — jeszcze jeden syn. Gdy dzieci były małe, Irena była nimi całkowicie pochłonięta. Przedszkola, place zabaw, przychodnie, szkoła, zajęcia dodatkowe.

— Pewnie sama jestem winna temu, że mąż teraz czuje się niepotrzebny w rodzinie! — wzdycha Irena. — Od początku wzięłam wszystko na siebie i ciągnę, wszystkie problemy rozwiązuję sama. W weekendy zabierałam dzieci na dwór — żeby mąż po pracy się wyspał, bo przecież musi odpocząć. Wieczorami mówiłam dzieciom — tata jest zmęczony, zostawcie go w spokoju, idźcie do siebie. Na spacery, do kina, na plac zabaw — zawsze tylko ja.

Teraz dzieci mają siedemnaście, dwanaście i jedenaście lat, i z ojcem praktycznie nie mają żadnych relacji. Nie wie, o czym z nimi rozmawiać, co w ogóle można zapytać, jak spędzać czas. Są dla siebie niemal obcymi ludźmi.

Kilka lat temu Irena wróciła do pracy, ale zarabia niewiele. Nadal zajmuje się całym domem — zakupy, gotowanie, szkoła, pranie, sprzątanie, a także drobne naprawy. Aleksander w domu nie robi nic. Wraca z pracy, je — i siedzi w internecie.

— Pisze tam, że w rodzinie nikt go nie kocha! — wzdycha Irena. — Sama to widziałam. Mówi, że dla swojej rodziny jest jak chodzący portfel.

Szczególnych uczuć do Aleksandra Irena już dawno nie czuje, ale o rozwodzie, nawet hipotetycznie, nie chce myśleć. Najpierw niech pomoże wychować dzieci, a potem się zobaczy — jeśli będzie chciał odejść, niech odchodzi. Alimenty nie rozwiążą problemu. Na najstarszego, jeśli już, alimenty trzeba będzie płacić jeszcze przez chwilę, a prawdziwe wydatki dopiero się zaczną: za rok trzeba będzie iść na studia, później rozważyć coś z wojskiem.

A potem i młodsi podrosną. Na dzieci potrzeba dużo pieniędzy, więc Irena nie zamierza na razie odpuszczać męża. Szczerze uważa, że nie zamierzała robić z męża „tylko portfela”, sam się takim stał. Trzeba było od początku rozmawiać z dziećmi, budować relacje, znajdować wspólne tematy i zainteresowania. Więc teraz niech za to płaci.