Obudziwszy się w nocy, Lera nie zastała męża obok. A potem zobaczyła coś szokującego!

– Jak mogliście? To przecież zdrada! Wy oboje jesteście mi najbliższymi ludźmi?!

– Posłuchaj, kochanie, zaraz wszystko ci wyjaśnię – próbował uspokoić żonę Maksym. – W mieszkaniu było duszno, Ludmiła poszła wziąć prysznic i nie mogła znaleźć włącznika światła w ciemności. Dlatego mnie zawołała.

Ale jego żona go nie słuchała. Jak można było wymyślić takie bzdury?

– A ciebie teraz gardzę. I wiedz, że wiem, jak ci się zemścić! – kontynuowała Lera, patrząc na oszołomioną przyjaciółkę.

Noc znowu była duszna. W dzień panował nieznośny upał, a z nadejściem ciemności niewiele się ochłodziło.

Lera obudziła się nagle. Nie było czym oddychać, miała sucho w ustach i strasznie chciało jej się pić. W ich sypialni było duszno jak w saunie. Okno było zamknięte, choć Lera dobrze pamiętała, że zostawiła je otwarte, aby chłód z klimatyzatora w salonie dochodził do sypialni.

– Maks, czemu zamknąłeś drzwi? – zapytała cicho, ale od razu zdała sobie sprawę, że męża nie ma obok.

Tak, tak właśnie było. Macając po ciemku po łóżku, Lera upewniła się, że jest sama.

“To dziwne. Może poszedł do toalety?” – pomyślała.

Lera włączyła lampkę, uchyliła okno i drzwi do pokoju, napiła się wody z butelki stojącej na stoliku nocnym i znowu się położyła. Sen znowu ją zmorzył. Była wyczerpana upałem ostatnich dni oraz kilkoma kieliszkami wina, które wypiła podczas kolacji z mężem i przyjaciółką Ludmiłą, która przyjechała do nich wczoraj w gości.

Ale niepokój znowu obudził Lerę po kilku minutach. Maksym wciąż nie wrócił, co było bardzo dziwne. Nigdy nie cierpiał na bezsenność, a nawyk wstawania w nocy też mu nie towarzyszył. Spał zawsze mocnym snem aż do rana, nawet upał mu nie przeszkadzał.

Lera narzuciła na siebie lekki atłasowy szlafrok i postanowiła poszukać męża. Cicho wyszła z sypialni do salonu, gdzie wieczorem ułożyła na kanapie przyjaciółkę. Starała się iść cicho, żeby nie obudzić gościa.

Ale gdy podeszła bliżej, z przerażeniem zobaczyła, że kanapa była pusta. Ludmiły tam nie było.

W sercu Lery tliła się jeszcze nadzieja, że wszystko nie jest tak, jak mogłoby się wydawać. Może przyjaciółka postanowiła z jakiegoś powodu wrócić do domu w środku nocy. W końcu różne rzeczy się zdarzają. Kilka desperackich sekund Lera gorąco wierzyła w to i chciała, aby wszystko było właśnie tak.

Ale gdy przeszła dalej przez mieszkanie, usłyszała coś, co nie pozostawiło żadnych wątpliwości – przyjaciółka była w mieszkaniu, nigdzie nie wyjechała. Co więcej, była z jej mężem, Maksymem.

Najpierw usłyszała cichy szept dobiegający z zamkniętej łazienki. Światła tam nie było, i gdyby nie dźwięki głosów, można by pomyśleć, że nikogo tam nie ma.

Lera zatrzymała się i nasłuchiwała. Głosy ucichły, ale w ciszy wyraźnie słychać było odgłosy pocałunków i gorących objęć.

– Posłuchaj, po co to urządziłaś? – zapytał zalotnie Maksym. – Lera śpi bardzo czujnie. Zaraz wstanie, a my tutaj. Jak się wytłumaczymy?

– Nie bój się, kochanie. Tyle wina wypiła na kolacji, teraz śpi jak zabita. Specjalnie jej więcej nalałam i mówiłam toasty, żeby porządnie upić twoją żonę.

– O, jakżeś przebiegła, Ludka! To przecież twoja przyjaciółka, naprawdę ci jej nie szkoda? Czy brakuje ci innych mężczyzn? Z tego co wiem, masz ich na pęczki. Ciągle się nimi chwaliłaś przed Lerką! – dziwił się Maksym.

– No cóż, chciałam cię już dawno, Maksiku. A ty, widziałam, zawsze rzucałeś na mnie nieobojętne spojrzenia, – przerwała swoją wypowiedź pocałunkami, szepcząc tomnie Ludka.

– A ty jesteś odważna! Takie lubię! – powiedział z podziwem Maksym.

Jego żona stała wtedy przy drzwiach łazienki, niemalże bez życia. Wewnątrz wszystko trzęsło się od oburzenia i nieznośnego bólu. Jej świat walił się na kawałki. Najbliżsi jej ludzie, ci, których kochała i którym ufała, stali się wrogami, zdradzili ją.

W końcu Lera postanowiła, że czas położyć kres temu koszmarowi, który rozgrywał się przed jej oczami. Ale zanim otworzyła drzwi do łazienki, usłyszała jeszcze jedno zdanie od przyjaciółki, które wstrząsnęło jej wnętrzem:

– Chodźmy już, kotku, zanim twoja żonka nas tu przyłapie. A ja liczę na jeszcze jeden raz. Bliżej świtu. Więc szykuj się.

Oboje zachichotali, a w tym czasie drzwi gwałtownie się otworzyły i łazienka rozbłysła światłem.

– Możecie nie odchodzić. Już was przyłapałam – powiedziała Lera, starając się zachować spokój. Nawet udało jej się uśmiechnąć z pogardą, widząc, jak kochankowie są rozłożeni na dywaniku.

– Lera!? – zdziwił się Maksym.

– Kogo innego się spodziewałeś? – zapytała męża.

– Zaraz ci wszystko wyjaśnię – rzucił, bo nic innego nie przyszło mu do głowy. – Chodzi o to, że Ludmiła chciała wziąć prysznic, bo było duszno w mieszkaniu. Ale nie mogła znaleźć włącznika i mnie zawołała.

– Naprawdę? Nigdy nie słyszałam większej głupoty! Myślisz, że nic nie rozumiem i trzeba mi wszystko tłumaczyć jak trzylatkowi? Nie sądzę. Ubierajcie się i wynoście się stąd oboje.

– A co ty nas wyrzucasz? Może to ty powinnaś się wynieść? – zaczęła pyskować Ludmiła. – Jak się okazało, to ty jesteś tutaj zbędna, więc to ty powinnaś się wynieść. A my zostaniemy, prawda, Maksiku?

Przyjaciółka, w przeciwieństwie do męża, wybrała taktykę ataku, bo sama była oszołomiona i nie mogła wymyślić nic innego.

– Przestań! – zawołał na nią Maksym.

Ludmiła wstała z podłogi, nie krępując się, demonstrując swoje wdzięki i przeszła do pokoju obok Lery.

Gdy przyjaciółka się ubierała, Lera nie mogła powstrzymać emocji. Rzuciła się za nią.

– Jak mogłaś? Ty, moja najbliższa przyjaciółka? Przecież jesteśmy razem od dzieciństwa? Byłaś mi bliższa niż siostra. Jak mogłaś? Dlaczego? – Lera zaczynała wpadać w histerię.

– A wyobraź sobie, mogłam! Co więcej, powiem ci, że bardzo się cieszę, że wreszcie to się stało. Że przespałam się

z twoim mężem. Po prostu twój facet okazał się zbyt uparty i nie poddał się od razu moim urokowi. Musiałam się napracować i poświęcić na to kilka lat.

– Zazdrościłaś mi przez te wszystkie lata? – zdziwiła się Lera.

– Zazdrościłam? O, nie, kochana! Nienawidziłam cię całym sercem! Od samej młodości, od szkolnej ławki.

Myślisz, że potrzebuję twojego przystojnego i słabowitego męża? Po co mi on, gdy wokół mnie kręci się tylu facetów, że tobie się nawet nie śniło? Twój Maks był tylko środkiem do celu, możliwością zemsty.

– Co powiedziałaś? Więc mnie wykorzystałaś, łajdaczko? – zdziwił się stojący w drzwiach salonu i już ubrany w szlafrok Maksym.

– Oczywiście, a ty myślałeś, że naprawdę cię kochałam? Ha! Nie rozśmieszaj mnie! Za co miałabym cię kochać? Nieudaczniku. Niech cię ona kocha, jeśli po tej nocy jeszcze będzie miała ochotę, – cynicznie odpowiedziała Ludmiła.

– Za co tak mnie nienawidzisz, że postanowiłaś zniszczyć moją rodzinę? – zapytała Lera przez łzy.

– Za co? A nie domyślasz się? Myślisz, że dlaczego do tej pory nie wyszłam za mąż? Że skaczę jak koza po zielonym polu. Myślisz, że o takiej życiu marzyłam? Nie, kochana. I to wszystko twoja wina.

– Ja? – oszołomiona zapytała Lera.

– Tak, ty! Nie dziw się. Zapomniałaś, jak w ostatniej klasie odebrałaś mi Wiktora, którego kochałam do szaleństwa?

– Ja odebrałam? Przecież on chodził z tobą tylko raz do domu i na tym koniec. Tylko mnie kochał! Cały czas mnie ścigał, nie dawał spokoju.

– Tak, tak. Znamy te bajki. To on ci tak mówił, a wcześniej ze mną przez pół roku się bawił. Potem ty go skusiłaś swoim anielskim uśmiechem. I koniec – Wiktor stopniał. A ja musiałam szybko pozbyć się dziecka, bo zakochany w tobie Wiktor nie chciał się ze mną ożenić. Matka mnie prawie zabiła, gdy dowiedziała się o mojej sytuacji.

– Kiedy to było? Tyle lat minęło? – dziwiła się Lera.

– Tak, wiele lat minęło. Masz rację, była przyjaciółko. Ale mój problem nie zniknął. Wy wychowujecie syna, wysłaliście go do obozu, bo jest już duży, dwanaście lat. Może jeszcze urodzicie, jeśli dziś się nie rozstaniecie. A ja – nie, nie mogę. Wszystkie moje próby założenia rodziny kończyły się jedną rzeczą – nigdy nie będę miała dzieci. I nikt nie chce ze mną, z taką ułomną, żyć i zakładać rodziny. Oto jak jest, moja droga przyjaciółko. I Wiktor nie był ci potrzebny, a mi go odebrałaś.

– I przez te wszystkie lata trzymałaś złość, marząc o zemście? Jesteś chora, naprawdę! Musisz się leczyć! Choć myślę, że to nie jest uleczalne – krzyknęła z wściekłością Lera.

– Nie musisz mnie leczyć. W końcu osiągnęłam, co chciałam. A teraz poczuj tę samą ból, którą ja czułam przez wszystkie te lata – triumfująco powiedziała Ludmiła. – Ból, który towarzyszył mi zawsze. Gdy miałaś ślub, gdy szczęśliwa czekałaś na narodziny syna, gdy opowiadałaś, jaki on jest zabawny i bystry.

– Nie, nie jesteś chora. Jesteś podłą jędzą. W takim razie nie pozostaje mi nic innego, jak się zemścić.

– Co? Ty? Na mnie? Nie rozśmieszaj mnie! Co mi możesz zrobić? Męża i dziecka nie mam, bogactw też. A zła reputacja mnie nie przeraża, jeśli chcesz opowiadać naszym wspólnym znajomym, jaka jestem podła. Opowiadaj na zdrowie!

– Nie. Wiem, jak ci się zemścić, żebyś naprawdę to poczuła – powiedziała z przekonaniem Lera.

– Bardzo chciałabym to usłyszeć – z kpiną powiedziała Ludmiła.

– Dziś zadzwonię do twojej matki i opowiem jej, kto dawno temu ukradł całą emeryturę swojej babci i doprowadził ją do zawału, po którym nigdy się nie pozbierała i wkrótce zmarła w szpitalu.

– Co? Jak śmiesz! To nie twoja sprawa. To nasze rodzinne problemy. Nie zrobisz tego, nie! I nikt ci nie uwierzy – rozgorączkowała się Ludmiła. – Nie ośmielisz się, to podłe!

– Podłe? To ciekawe słowo z ust kobiety, która właśnie była w objęciach mojego męża. Zrobię to, nawet nie wątp. Na pewno!

Lera wyrzuciła męża, a miesiąc później się rozwiedli. Mieszkanie Maksym zostawił byłej żonie i synowi.

Ludmiła do tej pory jest samotna. Matka, dowiedziawszy się o jej czynie, który kiedyś zrujnował życie ich babci, zerwała z nią wszelkie kontakty. Lera opowiedziała jej też, kto był powodem jej rozwodu z Maksymem.

Zemsta – to zimne danie. Ale czasem bardzo ostre i nie zawsze zdrowe.