Od czterech lat jestem mężatką, nie mamy dzieci. Mąż zawsze powtarzał, że na razie musimy „żyć dla siebie”

Wydaje mi się jednak, że on po prostu nie kocha dzieci, a z czasem okazało się, że mnie również.

W dniu moich urodzin czekałam na niego po pracy z nakrytym stołem. Nie spodziewałam się prezentu (nigdy mi niczego nie dawał), ale liczyłam chociaż na kwiaty.

Nawet nie przyszło mi do głowy, że on w ogóle nie wróci do domu. Całą noc do niego dzwoniłam, ale telefon był wyłączony.

Nie spałam do rana, płakałam, myślałam, co mu się stało, czy coś mu nie grozi, i już byłam gotowa zadzwonić na policję. Jednak rano wrócił pijany i natychmiast poszedł spać. Było mi bardzo przykro, ale cieszyłam się, że żyje i wszystko z nim w porządku.

Później, gdy zapytałam, gdzie był, odpowiedział, że przesiadywał z kolegami w barze, a telefon mu się rozładował. Nie uwierzyłam, ale nie odezwałam się ani słowem. Kłótnia nie miała sensu.

Od tamtego dnia minęło kilka miesięcy.

Pewnego razu byłam sama w domu, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam i zobaczyłam ciężarną kobietę. Już od progu zapytała, jak zamierzamy „podzielić się” moim mężem, po czym wskazała na swój brzuch.

Otrząsnęłam się i powiedziałam, że nie mam się czym dzielić, a ona może go sobie zabrać. Po czym zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem. Zanim mąż wrócił z pracy, zdążyłam zebrać jego rzeczy i położyć je przy wejściu. Wyraźnie się tego nie spodziewał.

Zaczął prosić o wybaczenie, tłumaczył, że to „nic poważnego” i że kocha tylko mnie. Mówił też, że jeśli mu wybaczę, wszystko między nami się zmieni i nie będzie tak jak dawniej.

Ale ja myślę, że on tak naprawdę kocha tylko siebie i boi się odpowiedzialności.

Przecież tam będzie miał dziecko, a jest przyzwyczajony, że cała uwaga skupia się wyłącznie na nim. Nie mogłam mu wybaczyć.

Na razie mieszkam sama. Nie zazdroszczę kobiecie, która się ze mną z nim „rywalizowała”. Jestem pewna, że tak musiało być – sama prawdopodobnie jeszcze długo nie zdecydowałabym się na rozstanie, tkwiąc w oczekiwaniu na coś nieokreślonego.

A tak wciąż mam nadzieję, że spotkam kogoś, kto mnie pokocha i doceni, a nasza rodzina będzie szczęśliwa.