Od dnia do dnia wracałem do domu i widziałem żonę, która leżała na kanapie z telefonem w ręku. Pewnego dnia to mnie znudziło

Bardzo ważne jest, aby przed ślubem ustalić, jakie prawa i obowiązki będą miały obie strony małżeństwa. Czy żona może nie pracować, nie będąc w ciąży ani na urlopie macierzyńskim? Jaki procent pensji mąż wnosi do budżetu rodzinnego? I tak dalej. Wiele par wstydzi się rozpocząć takie rozmowy, i bardzo na tym tracą. Przyszło kiedyś im do głowy, że muszą to omówić. I bardzo ważne jest, aby rozwiązać wszystkie te kwestie „na sucho”, zanim zanurzą się na dobre w dorosłe życie rodzinne.

Współcześni młodzi ludzie przyzwyczajeni są do unikania wszelkiej odpowiedzialności. A ten nawyk bardzo kontrastuje z tym, co ich czeka w przyszłości. Bo z dwóch leniwych osób może powstać para tylko przy istnieniu jakiegoś bajkowego budżetu, który nagle się pojawia. W przeciwnym razie, kto będzie zarabiał pieniądze, zajmował się domowymi obowiązkami, wychowywał dzieci? Na kluby i spotkania z przyjaciółmi już czasu nie będzie. Może to właśnie jest powodem tak częstych rozwodów?

Nigdy nie myślałem, że będę mógł żyć z kobietą, która ma dziecko z pierwszego małżeństwa. Dla mnie, jak i dla wielu mężczyzn, taki scenariusz wydawał się najgorszy. Przyczyn jest wiele: cudze dziecko nigdy nie stanie się twoim mentalnie, zawsze będziesz na drugim miejscu po dziecku, i to w najlepszym wypadku. Kobieta zawsze będzie postrzegać cię nie jako swojego prawdziwego mężczyznę, lecz jako sponsora, który pomaga jej i jej potomstwu żyć komfortowo. Ogólnie takie myśli, które kiedyś nawiedzały każdego dorosłego mężczyznę.

Jednak z Natalią i Michałem żyjemy bardzo harmonijnie, a ja w końcu stałem się naprawdę szczęśliwy. Moje nerwy się uspokoiły, rzuciłem palenie, a nawet zrzuciłem kilka kilogramów. I wszystko dlatego, że spotkałem tę jedyną kobietę, która mnie rozumie. Która zdecydowanie zamierza być ze mną, rozwijać się i starać się być najlepszą we wszystkim. I przy okazji, przez półtora roku wspólnego życia jeszcze raz nie kłóciliśmy się z powodu jej syna. Facet mi się podoba, a Natalia to czuje. Przepraszam, panowie, ale ten stereotyp nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem.

Powiem wam nawet więcej. W pewnym momencie zacząłem zauważać, że rozumiem swojego pasierba. Chociaż ma dopiero 5 lat. A ja nigdy nie miałem nawet siostrzeńców. Jak to możliwe? To proste! Wszystko dzięki mojemu pierwszemu małżeństwu. Kiedy ożeniłem się z piękną dziewczyną imieniem Nina. Wyszliśmy za mąż i zapomnieliśmy o wszystkim, tak bardzo mi się podobała. Myślałem, że nasza miłość będzie trwać wiecznie. Ale dwa lata to najdłużej, na jakie mnie starczyło. Mimo całej jej urody i przyjemnego głosu. Życie z taką osobą jest po prostu niemożliwe.

Nie lubię mówić o pracy, ponieważ zaliczam się do najzwyklejszego „biurowego planktonu”. Codzienny garnitur, gładko ogolona twarz, dyżurna uśmiechnięta mina i świeży strzyżenie. W reszcie, nasz brat musi tylko umieć gadasz językiem. I udawać, że coś rozumie w tabelach, które codziennie obserwuje na ekranie swojego komputera. Tak, praca nie jest taka ciężka w porównaniu do pracy budowlańca czy kierowcy, powiedzmy, wywrotki. Ale ma w sobie też swój stres i swoje pułapki.

Codziennie, wracając z pracy do domu, widziałem ten sam obraz. Moja żona leżała na kanapie z telefonem w ręku, w tle trąbił telewizor, a w kuchni było totalny bałagan. Musiałem sam gotować albo zamawiać coś z dostawy. Nina taka sytuacja całkowicie ją satysfakcjonowała, ponieważ wcale nie chciała chodzić do pracy. A praca domowa powodowała u niej bóle brzucha, wysoką gorączkę i nie wiem, co jeszcze. Objawy podobne do tych, które występują u mojego pięcioletniego pasierba, tak.

Na początku nie zwracałem uwagi na lenistwo mojej młodej żony. Wszystko, co mnie interesowało, to z kim ona może tyle rozmawiać w Internecie, gdy mnie nie ma w pobliżu. Strasznie zazdrościłem i nawet myślałem o zamontowaniu kamery w mieszkaniu. Ale już po roku wspólnego życia obchodziło mnie to głęboko. Niech choćby podwiezie kochanków do domu, ale przynajmniej kilka razy zrobi mi obiad. Zacząłem mieć wrażenie, że jestem członkiem jakiejś sekty, która żyje swoim życiem w pracy, a po powrocie do domu przynosi ofiary swojej bogini-idiotce, statuete z telefonem w ręku, ustawionym prosto na naszej kanapie. Nie żartuję. Zaczęły mi wypadać włosy, byłem zdenerwowany i czułem się bardzo źle.

Męka skończyła się, gdy zebrałem się na odwagę do poważnej rozmowy. Zapytałem Ninę, czy wie, czym się zajmuję i ile zarabiam miesięcznie. Odpowiedź była negatywna. Potem zapytałem, kiedy myśli o powrocie do pracy lub po prostu o rozpoczęciu obowiązków domowych. Zamiast odpowiedzieć, Nina zaproponowała nam wspólny bieg, ponieważ ona dba o swoją formę, w przeciwieństwie do mnie. Powtarzając swoją ulubioną mantrę: w małżeństwie ktoś musi być piękny, a ktoś musi zarabiać pieniądze. I ma jej coś do powiedzenia o moich protestach czy propozycjach.

Nawet kiedy się rozwiedliśmy, Nina, jak mi się wydaje, jeszcze długo nie zdała sobie sprawy, jak poważnie to było. W jej rozumieniu to był tylko kolejny test. Po pół roku podszedłem do niej z przeprosinami, a ona mnie wybaczyła. A potem wszystko wróciło do normy. Nawiasem mówiąc, nie rozmawiałyśmy nawet o dzieciach. Nina wspominała, że nie chce psuć figury „wcześniejszymi ciążami”. Przypomnę, że w tym czasie miała 28 lat… Ogólnie rzecz biorąc, psychologiczny portret mojej pierwszej żony, mam nadzieję, udało mi się wam przekazać.

A teraz jestem z Alicją i Miśką. Zupełnie inne emocje, powiem wam. Miałem pewne obawy co do tego, czy w ogóle dogadamy się z chłopcem. Czy będzie się zachowywał jak wybredne dziecko. Trzeba przyznać, przez jakiś czas próbował. Ale nawet dziecku nie da się siedzieć w telefonie tyle, ile siedziała moja była. I po pewnym czasie sam poszedł na kontakt. Alicja od samego początku zachowywała się jak dorosły człowiek, i bardzo mi się podobało pomagać jej w gotowaniu w kuchni, po tym jak wracałem z pracy. Pomagać, a nie gotować wszystko samemu, jak wcześniej.

Ogólnie mogę teraz przyznać, że przez długi czas byłem w nieświadomości i bardzo się myliłem co do kobiet z dzieckiem z pierwszego małżeństwa. Rozwód Alicji nastąpił z powodów, o których nie chcę tu rozmawiać. Powiem tylko, że nie uważam jej byłego męża za winnego. Z drugiej strony, teraz jesteśmy prawdziwą i zgraną rodziną, z ogromnymi perspektywami. Nina, o ile wiem, nie wyciągnęła żadnych wniosków dla siebie i żyje tym samym życiem, które prowadziła ze mną, tylko teraz w mieszkaniu swoich rodziców. Nie mogę jej zrozumieć.

A poza tym, myślę, że każdy będzie patrzył na mój przypadek ze swojego punktu widzenia. Ktoś wyciągnie określone wnioski i zrozumie, że nie ma nic złego w kobietach z dziećmi, jak to teraz modne jest transmitować w Internecie. Ktoś pozostanie przy swoim, tak samo jak moja była. Wszyscy jesteśmy różni i nasze punkty widzenia też. Najważniejsze — nie zapominać myśleć głową i wyciągać adekwatne wnioski. A potem, kto wie, życie samo pokaże ci, kto ma rację, a kto jest w błędzie.