Od pół roku mieszka z nami teściowa, choć jest jeszcze młodą kobietą i ma gdzie mieszkać. Udało jej się jednak przekonać swojego syna, że sama sobie z niczym nie radzi, w domu jest jej samotnie, źle i strasznie, dlatego musi mieszkać u nas. I mąż zgodził się, żeby jego mama przeprowadziła się do naszego dwupokojowego mieszkania
Mama męża, Teresa, ma trudny charakter. W ogóle nie lubię tego typu ludzi, którzy wiecznie domagają się uwagi, nie radzą sobie z życiem i ciągną innych za sobą z byle powodu. A teściowa jest właśnie taką osobą.
Dopóki żył ojczym męża, jego mama specjalnie nam się nie narzucała, zajmowała się swoim życiem. Bardzo mnie to cieszyło, bo trudno mi było znosić kontakt z Teresą. Nie wiem, jak to jest z innymi, ale jej monologi nie sprawiały mi przyjemności.
Ogólnie teściowa potrafiła każdą sytuację tak przedstawić, że ja robię coś źle, a ona wszystko robi idealnie. A ponieważ widywałyśmy się głównie podczas świąt, jej uwagi natychmiast psuły mi nastrój.
Ale póki nasze kontakty ograniczały się do spotkań świątecznych, nie rozgrzewałam sytuacji. Uśmiechałam się i kiwając głową z mądrą miną. Mężowi również nie mówiłam o swoim niezadowoleniu. Kilka razy w roku można było to znieść.
Rok temu zmarł mąż Teresy. Ostatnio ciężko chorował, więc taki wynik był oczekiwany, ale mimo to do końca mieliśmy nadzieję na lepsze. Na teściową ciężko było patrzeć, była kompletnie załamana. Przez pierwszy miesiąc staraliśmy się z mężem być przy niej cały czas.
Teresa powoli dochodziła do siebie, ale jednak dochodziła. Powracały jej zachowania, co dla mnie było wskaźnikiem jej zdrowia psychicznego. Jeśli znów wszystko robię źle, a ona robi to lepiej, to znaczy, że teściowa wraca do normy.
Ucieszyłam się, że teraz będę mogła zająć się swoimi sprawami, gdy nadeszła nowa plaga – mama męża zdecydowała, że nie może mieszkać sama. Zaczęła metodycznie wpajać mężowi, że powinniśmy mieszkać razem.
– Źle się czuję sama. Boję się, a serce zaczyna bić szybciej, źle mi się robi. Przeprowadźmy się razem – oświadczyła teściowa.
Nawet jej syn nie był zachwycony tym pomysłem, ale zamęczyła go telefonami z prośbami o pomoc, fałszywymi alarmami o swoim złym stanie, i mąż zrozumiał, że nie zaznamy spokoju, dopóki nie spełnimy jej żądań. Ale wtedy to ja zaczęłam się sprzeciwiać.
Mało tego, że mieszkanie z teściową w ogóle nie było tym, czego chciałam. Mamy swoją dwupokojową kawalerkę, w której mieszkamy z mężem, a teściowa zaprasza nas do swojej trójki. Rozmieścimy się tam, ale jej mieszkanie znajduje się w dzielnicy sypialnej, więc do pracy będziemy jechać półtorej godziny. Od mojego mieszkania to tylko dwadzieścia minut z uwzględnieniem korków.
No i wchodzić do domu, gdzie teściowa jest gospodynią, to coś nie do pomyślenia. Potrafiła mnie w moim własnym domu przyczepiać się do wszystkiego, a na swoim terenie zje mnie i nawet kapci nie wypluje. No i najważniejsze – nie chcę z nią mieszkać.
Mąż zgodził się ze mną, ale potem jego mama przeforsowała swoje, marudząc, i przeprowadziła się do nas. Mąż zapewniał, że to tylko na kilka miesięcy, dopóki nie przyzwyczai się do życia bez swojego zmarłego męża. Obiecał, że nie będzie z nią problemów, będzie czuwał.
Od pół roku teściowa mieszka z nami. Nasz związek z mężem zmierza ku rozwodowi. Kłócimy się coraz częściej, bo narasta zmęczenie i irytacja. Sami możemy być tylko w nocy, resztę czasu spędzamy z jego mamą.
Wieczorem trzeba z nią oglądać telewizję i pić herbatę, spacerować i rozmawiać, bo jeśli tego nie robić, to trzeba wysłuchiwać cichych histerii na temat, że nikt jej nie potrzebuje, nikt nie ma dla niej czasu. Wszystko to jest okraszone teatralnym łapaniem się za serce i pakowaniem rzeczy.
Wyjechać też nigdzie nie możemy. Planowaliśmy z przyjaciółmi wyjazd na weekend, to teściowa zaczęła płakać – zostawiamy ją samą. Jak dziecko, nie mam już sił – albo trzeba ją zabierać ze sobą, albo nigdzie nie jechać.
Mąż nic z tym nie robi, a moje cierpliwość dobiega końca. Wkrótce teściowa osiągnie swój cel – rozwiedziemy się, i ona razem z synem zadowolona przeprowadzi się z powrotem do swojego mieszkania.
