Odpowiedział mi obojętnie „nie”, nie zamierza połowy swojego życia pracować na pieluchy

Wyszłam za mąż z wielkiej miłości. Zakochałam się w Jakubie od pierwszego wejrzenia, byłam w siódmym niebie, kiedy mi się oświadczył. Zaraz po ślubie umówiliśmy się, że przez jakiś czas będziemy żyć dla siebie, jak to robią nowocześni ludzie, a potem pomyślimy o dzieciach. Po kilku latach urodziła się nasza córka Ola.

Moje macierzyństwo tak mnie pochłonęło, że zaczęłam marzyć o drugim dziecku. Mąż bardzo pomagał mi z dzieckiem, widać było, że kocha córkę, była dla niego radością. Nie mieliśmy problemów finansowych, więc nie widziałam powodów, by nie zdecydować się na kolejne dziecko.

Pewnego wieczoru postanowiłam porozmawiać na ten temat z mężem. Jego reakcja mnie nieco zaskoczyła, ale nie zaniepokoiła. Kuba nie powiedział „nie”, tylko obojętnie odpowiedział, że nie zamierza połowy swojego życia pracować na pieluchy. Po tym po prostu wyszedł do pracy. Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że znowu jestem w ciąży, choć po tamtej rozmowie nie miałam odwagi poruszyć tego tematu ponownie.

Moja ciąża przebiegała bezproblemowo, zanurzyłam się w obowiązkach domowych. Nie od razu zauważyłam, jak mąż zaczął wracać później niż zwykle z pracy, a jego koszule pachniały obcymi perfumami. Był dla mnie wyraźnie chłodniejszy, ale nie zwróciłam na to uwagi. Aż do momentu, gdy poszedł pod prysznic, a na jego telefon przyszła wiadomość od kochanki. Wyświetliła się na cały ekran, więc nie mogłam jej nie przeczytać. Pisała, że tęskni, kocha i chce być tylko z nim.

Nie mogłam się powstrzymać. Gdy tylko Kuba wyszedł spod prysznica, rzuciłam się na niego z oskarżeniami. Najpierw zaprzeczał, a potem nie wytrzymał, uderzył mnie, spakował swoje rzeczy i wyszedł z domu. To był pierwszy raz, gdy podniósł na mnie rękę, w wyniku czego złamałam rękę i miałam siniaki na twarzy. Po uzyskaniu pomocy medycznej pojechałam na policję, aby złożyć na niego doniesienie.

Następnego ranka Jakub był w domu, błagał na kolanach o przebaczenie, prosił, bym wycofała skargę, bo może stracić prestiżową pracę. Przepraszał za chwilowe zauroczenie, przysięgał miłość do mnie i dzieci. Wtedy mu wybaczyłam. Znowu zaczęliśmy żyć jako rodzina, mąż poświęcał dużo czasu Oli, pomagał mi. Nie trwało długo, zanim w naszym domu znów zagościła „szczęśliwa muzyka” – pojawiła się kolejna rywalka. Nie mogłam już tego znieść ani wybaczać, złożyłam pozew o rozwód. W jednej chwili ukochany mężczyzna stał się dla mnie obcy i zimny.

Od rozwodu minęło pięć lat. Teraz spotkałam innego mężczyznę, który mnie kocha, oświadczył mi się i z bezwarunkową miłością opiekuje się moimi córkami. Oczekujemy razem dziecka, marzymy o synu, ale będziemy szczęśliwi także z trzecią córką. Byłemu mężowi nie udało się ułożyć sobie życia. Stracił to, co miał, dla przelotnego romansu.