Oduczyłam męża nocować poza domem. Przebiegła żona

Roman nie nocował w domu od piątku do niedzieli. To nie było pierwszy raz. Jednak nie obawiał się, że żona zrobi mu awanturę. Myślał, co mu tylko nie powiedzą.

“Skoro mnie kocha, to będzie znosić” – pomyślał i pewnie przekroczył próg swojego domu.

W mieszkaniu było spokojnie. Barbara oglądała telewizję, a 5-letni syn Mateusz bawił się w pokoju.

Jak gdyby nigdy nic Roman wszedł do pokoju i zaczął się przebierać. Choć był pewien, że Barbara już czeka na niego z wałkiem za rogiem. No, albo przynajmniej z patelnią.

Ale nie, ta pani wygodnie się rozsiadła, obgryza słonecznik i udaje, że w ogóle mnie nie widzi.

– Nic nie chcesz powiedzieć? – nie wytrzymując, zapytał Roman.

– A skąd nagle?

– No, chociażby się przywitać. Przecież nie widzieliśmy się od piątku!

– Dopiero teraz to zauważyłeś?

Roman zrozumiał, że Barbara nie jest taką głupią, jak myślał. A co się z nią stało? Wcześniej nie przepuściła okazji, by się pokłócić, a teraz oto, milczy.

Czy to nowa taktyka mojego wychowania? Czyżby? Jak groziła mnie przeobrazić. Tylko nic z tego nie wyszło. Śpię, gdzie chcę.

– Byłem u Koli – powiedział Roman.

– A czy ja pytałam o to?

Nie, no niesamowita kobieta!

– Pomyślałem, że cię to zainteresuje.

– Nie, jest mi to obojętne.

Roman nie wierzył w to, co mówi żona. Był pewien, że to blef. Obraziła się i teraz się ceni. No, no. Zobaczymy, kto kogo w końcu.

Poszedł do kuchni. Bardzo był głodny. I jakie było jego rozczarowanie, gdy nie znalazł nic do jedzenia.

– Barbara, gdzie jedzenie? Co to wszystko znaczy? – krzyczał z kuchni, hałasując garnkami.

– My z Mateuszem już jedliśmy. A sobie możesz sam przygotować.

Roman nie rozumiał, co się dzieje. Przecież przez 10 lat wspólnego życia Barbara po raz pierwszy zostawiła go głodnego.

– To jakiś żart?

– Czy wyglądam na osobę, która żartuje? Chcesz jeść, idź i przygotuj. A w ogóle, nie przeszkadzaj mi. Program bardzo interesujący.

Machała ręką, dając do zrozumienia, że Roman zasłania jej telewizor.

W końcu musiał wydać pieniądze i zamówić jedzenie z dostawą, bo gotować sam nie potrafił. Wszystko mu się przypalało. Choć teraz Romanowi przypalało się zupełnie co innego.

Szczególnie, kiedy zobaczył, że jego ubrania nie są wyprasowane. Co więcej, nawet nie są wyprane.

– Barbara, dlaczego moja koszula jest brudna? W końcu, w czym pójdę jutro do pracy? – oburzał się.

– Weź i wypraj. Nie jestem zobowiązana pilnować twoich rzeczy.

Roman był po prostu w szoku z tego, co się działo. Wyglądało na prawdziwy bunt na statku!

– Jak to tak, Barbara? Przecież wiesz, że nie umiem sam prasować i prać.

– To nauczysz się albo idź do tej, u której nocowałeś te dni. Ona ci

i ugotuje, i wypraże, i wyprasuje. Pewnie.

W tym momencie Roman sam zaczął przechodzić na krzyk.

– Przecież mówię ci, że byłem u Koli. Cały ten czas graliśmy na konsoli. Nawet nie miałem czasu oderwać się od gry, żeby ci zadzwonić.

W odpowiedzi Barbara tylko spokojnie skinęła głową, a potem powiedziała.

– Świetnie! Nie uwierzysz, ale ja też nie miałam czasu dla ciebie gotować, prasować i prać. Nawet zadzwonić.

Roman nie zrozumiał, o co chodzi i postanowił zapytać ponownie.

– A czym ty się zajmowałaś?

– To nie ma znaczenia. Ale chcę, żebyś wiedział, że w weekendy też mnie nie było w domu.

“To dopiero zwrot!”

– Chwila, a Mateusz?

– A co Mateusz? Parę godzin temu odebrałam go od babci.

– I gdzie byłaś?

– A to już cię nie dotyczy.

Roman trzasnął drzwiami i poszedł do pokoju. Uznał, że teraz to nie najlepszy czas na rozmowę z żoną.

Ciekawe jak ona sobie to wszystko urządziła. Zamiast wypytywać mnie dlaczego nie dzwoniłem i gdzie byłem, postanowiła włączyć intrygantkę.

I dlaczego minęła godzina, a ona nawet nie przyszła ze mną porozmawiać?

Wtedy Roman usłyszał głos Barbary i na początku pomyślał, że zdecydowała się z nim porozmawiać. A potem zrozumiał, że żona rozmawia przez telefon.

– Ciekawe, z kim ona rozmawia późnym wieczorem? – mówił sam do siebie Roman.

– Tak, pamiętam o twojej propozycji i chętnie ją przyjmuję. Tak, oczywiście. Przyjedź. Za 10 minut zejdę.

“Co to znaczy? Dokąd?”

Roman pospieszył do pokoju i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Żona stała w pięknej sukience, a obok niej jej walizka.

– Barbara, co to wszystko znaczy? Dokąd się wybierasz w środku nocy?

W odpowiedzi uśmiechnęła się do niego.

– Żadnych przypuszczeń?

Roman nadal patrzył na nią jak wryty.

– Odchodzę od ciebie, Roma – powiedziała i kontynuowała spryskiwanie się perfumami.

– To znaczy jak odchodzę? Do kogo? Dokąd?

– Do innego mężczyzny. A ty myślałeś, że będę wiecznie znosić twoje wybryki? Chcę nocować, chcę nie nocować. Tego nie zniosę.

W tym momencie Barbara ostatecznie zaszokowała Romana. Bo był absolutnie pewny, że jego żona nigdy i nigdzie nie odejdzie. I kto by chciał ją z dzieckiem?

– Poczekaj, a co ze mną? Co z Mateuszem?

– O Mateuszu nie martw się. Na razie zamieszka z babcią. Z twoją mamą.

Roman zaśmiał się i odpowiedział:

– Bardzo śmieszne! U niej mieszkanie jednopokojowe i oni tam po prostu nie będą mogli razem mieszkać. Nie starczy tam miejsca.

Barbara skinęła głową.

– Dokładnie. Dlatego twoja mama zgodziła się zamieszkać u nas.

Tylko nie to! Roman miał i tak bardzo napięte stosunki ze swoją matką, a teraz jeszcze to.

Próbował przekonać Barbarę, by nie odchodziła, nawet błagał o wybaczenie. Choć jeszcze kilka miesięcy temu mówił jej w twarz, że

jest nic nie warta i że żaden porządny mężczyzna na nią nawet nie spojrzy.

Roman był pewien, że Barbara nigdzie od niego nie odejdzie i całe życie będzie znosić jego wybryki. Robić wszystko tak, jak on chce i nie pokazywać charakteru.

Ale wszystko okazało się zupełnie inaczej.

– Barbara, to zemsta? Naprawdę?

– Dokładnie ta, którą podają na zimno.

– Takiego czegoś się nie spodziewałem.

– A ja ostrzegałam – przypomniała mu żona.

– Kiedy?

– Kiedy powiedziałam, że jeśli choć raz jeszcze nie zanocujesz w domu, to cię nauczę rozumu i odejdę, ale nie uwierzyłeś i długo się śmiałeś. Więc teraz masz, drogi.

Do drzwi zadzwonili. Na progu stała teściowa.

– Jadwigo, proszę, rozgość się i czuj jak u siebie w domu. Teraz jesteś tu gospodynią. Za miesiąc, jak się urządzę, zabiorę Mateusza. Dalej już sami decydujcie, co robić z tym mieszkaniem i waszym synem.

Barbara rzuciła pogardliwe spojrzenie w stronę Romana i odeszła. A on został sam na sam z matką, która już na progu zaczęła mu dyktować swoje zasady. I czy to było warte tego, by nie nocować w domu?