“Opuść szklankę!” – niezwykła przypowieść o tym, jak należy podchodzić do problemów
Na jednym z wykładów profesor niespodziewanie podniósł dużą szklankę z wodą. Trzymał ją i uważnie obserwował obecnych w audytorium. Minęło dziesięć minut, ale wykładowca nie opuszczał swojego ładunku.
Trzymał tę szklankę, dopóki wszyscy studenci nie zwrócili na nią uwagi, a potem zapytał: – Ile, według was, waży ta szklanka?
– 50 gram!
– 100 gram!
– 125 gram! – przypuszczali studenci.
– Sam również nie wiem, – kontynuował profesor, – aby się dowiedzieć tego, trzeba ją zważyć. Ale pytanie jest inne: co się stanie, jeśli będę trzymać ten kielich przez kilka minut? – Nic, – odpowiedzieli studenci.
– Dobrze. A co się stanie, jeśli będę trzymać tę szklankę przez godzinę? – zapytał profesor ponownie.
– Twój ręka zacznie boleć, – odpowiedział jeden ze studentów.
– Tak. A co się stanie, jeśli w ten sposób będę trzymać ten kielich przez cały dzień?
– Twoja ręka stwardnieje, poczujesz silne napięcie mięśni, a nawet może sparaliżować twoją rękę i będziesz musiał iść do szpitala, – powiedział student, wywołując ogólny śmiech audytorium. – Bardzo dobrze, – spokojnie kontynuował profesor, – jednak czy waga szklanki zmieniła się w tym czasie?
– Nie, – padła odpowiedź.
– Skąd więc ból w ramieniu i napięcie mięśni?
Studenci byli zdziwieni i zaniepokojeni.
– Co mam zrobić, żeby pozbyć się bólu? – zapytał profesor.
– Opuszczenie szklanki, – padła odpowiedź z audytorium.
– Oto, – zawołał profesor, – dokładnie to samo dzieje się z życiowymi problemami i niepowodzeniami.
Jeśli będziesz trzymać je w głowie przez kilka minut – to w porządku.
Jeśli będziesz myśleć o nich przez długi czas – zaczniesz odczuwać ból.
A jeśli będziesz kontynuować myślenie o tym przez długi czas, to nie będziesz w stanie zająć się niczym innym.
Pod koniec dnia ważne jest również uwolnienie się od wszystkich problemów i spokojne pójście spać. Wszystko to po to, aby budząc się rano następnego dnia, byliście pełni sił i energii do rozwiązania wszelkich zadań, które życie stawia przed wami.
