Pewnego dnia, całkowicie niespodziewanie, mój mąż powiedział mi, że sprowadzi do naszego domu inną kobietę, abym mogła poświęcić więcej czasu sobie i znów stać się taką, jak dawniej. Na początku bardzo się ucieszyłam, bo teraz będę miała wolny czas, będę chodzić do salonów piękności, na fitness i do drogich sklepów. Ale potem zmartwiłam się, bo zaczęłam myśleć o czymś innym

Wyszłam za Piotra prawie 10 lat temu, teraz mam 33 lata. Mamy dwoje dzieci, w wieku sześciu i czterech lat.

Uważam, że miałam szczęście w życiu, ponieważ mam wspaniałego męża. Już od 7 lat siedzę w domu i nie pracuję, chociaż oczywiście wykonuję całą pracę domową sama i uważam, że to również nie mniejszy trud.

Mój mąż jest dyrektorem firmy budowlanej, więc zarabia bardzo dobrze. Przez te wszystkie lata, choć może to brzmieć dziwnie, nigdy nie musiałam wychodzić do pracy ani zakładać własnego interesu.

Mam taki charakter, że po prostu lubię spokojne życie, jestem osobą rodzinną, bardzo podoba mi się bycie gospodynią domową, poświęcam cały swój czas tylko rodzinie, uwielbiam gotować i tworzyć przytulną atmosferę w naszym domu.

Starałam się zawsze być idealną żoną i mamą: u mnie zawsze było czysto, pranie zrobione, wyprasowane czyste ubrania, zawsze smacznie i sycąco.

Mojego męża to również zadowalało, do pewnego momentu. Lubił domowy komfort, który potrafiłam stworzyć, wysoki standard życia i możliwość całkowitego odprężenia się i odpoczynku w swoich czterech ścianach.

Ale siedząc w domu z dziećmi, kontrolując gotowanie i pracę pralki, zupełnie zapomniałam o sobie, jakoś tak samo do tego doszło.

Trochę przytyłam, od dawna nie obcinałam ani nie farbowałam włosów, o manikiurze nawet nie wspomnę, w domu nie jest mi to potrzebne, to tylko zbędny wydatek i strata czasu. Niestety, mój mąż zauważył te zmiany na gorsze.

Ostatnio Piotr zaproponował mi, żebyśmy zatrudnili pomoc domową, która zajmie się wszystkimi pracami domowymi, dzięki czemu będę miała więcej czasu, aby zadbać o swój wygląd.

Jako że dobrze zarabia, może sobie pozwolić na opłacenie pomocy domowej oraz moich wizyt w salonach piękności.

Nie jestem temu przeciwna, szczerze mówiąc, od dawna chciałam iść na manikiur, do fryzjera, bo widzę, jak pięknie wyglądają kobiety w moim wieku, kiedy poświęcają sobie czas. Z przyjemnością poszłabym też na fitness i do basenu, odpoczęłabym gdzieś z koleżankami, a nie tylko kręciła się wokół rodziny.

Ale jest jedno „ale”. Bardzo kocham nasz dom, to moja twierdza, w którą włożyłam całe swoje serce. I martwi mnie myśl, że w mojej kuchni i szafach będzie gospodarować zupełnie obca kobieta. Tym bardziej że domowe obowiązki wcale mnie nie męczą. Wręcz przeciwnie, sprawiają mi przyjemność, choć prawdą jest, że zajmują mi prawie cały czas.

Kto wie, co ta obca osoba zrobi z naszymi rzeczami, kiedy nikogo nie będzie w domu. A poza tym boję się, że może nie traktować moich dzieci dobrze, gdy nas nie będzie.

Kilka razy omawialiśmy ten temat z mężem, oczywiście ma swoje mocne argumenty, ale ja nadal nie mogę się z nim zgodzić.

Chcę znów być piękna, ale jednocześnie bardzo troszczę się o wszystko, co jest mi drogie. Taka już jestem. Ale nie mogę nic na to poradzić.

Teraz cały czas myślę, jak znaleźć rozwiązanie, żeby nie wpuszczać obcej kobiety do naszego domu, a jednocześnie znaleźć czas na zadbanie o siebie.

Martwię się też, że mogę coś przeoczyć w wychowywaniu dzieci, chcę wszystko kontrolować. Ale nie mogę też zrezygnować z takiej możliwości. Babcie to jeszcze gorsze rozwiązanie niż obca pomoc domowa, są już w podeszłym wieku, mają inne zainteresowania, a zajmowanie się dwójką dzieci i praca w domu będzie dla nich trudne. Bardzo kocham nasze mamy, ale niech gospodarują u siebie.

Może powinnam posłać dzieci do przedszkola? Starszy syn pójdzie do szkoły w przyszłym roku. Może po prostu poczekać jeszcze trochę? Później będzie więcej wolnego czasu. Przecież siłownia mi nie ucieknie. Mam męża, a obca kobieta w domu to nie jest dobre rozwiązanie. Jak myślicie? Wpuściłybyście obcą kobietę do swojego domu jako pomoc domową? Czy to normalne w dzisiejszych czasach?