Pewnego dnia na ulicy nagle rozpętała się ulewa. Razem z dziećmi znajdowaliśmy się wówczas niedaleko domu moich rodziców. Zadzwoniłam do matki, pytając, czy moglibyśmy na chwilę wejść i przeczekać deszcz. Odpowiedziała, że nikogo nie ma w domu. Doskonale jednak wiedziałam, że była na miejscu – po prostu kolejny raz nie chciała nas wpuścić

Od zawsze byłam w rodzinie tą mniej akceptowaną córką. Nigdy nie doświadczyłam ze strony rodziców szczególnej troski ani zainteresowania. Cała uwaga skupiała się na moim bracie. W dzieciństwie opiekowała się mną głównie babcia, ponieważ matka była pochłonięta wychowywaniem starszego syna. Owszem, formalnie zapewniano mi podstawowe warunki – mieszkaliśmy razem, opłacano korepetycje – jednak z jej strony nieustannie spotykałam się z krytyką i pretensjami. Mój brat w tym samym czasie nie był upominany praktycznie wcale.

Obecnie mam własną rodzinę: jestem mężatką, wychowuję troje wspaniałych dzieci, mamy swój dom i stabilne życie. Jedynym problemem pozostają relacje z rodzicami, które od lat nie potrafią się ułożyć. Są to ludzie o trudnym charakterze, a porozumienie między nami praktycznie nie istnieje. Co więcej, mimo że mają wnuki, nie widać u nich ani szczególnego ciepła, ani przywiązania wobec dzieci.

Zdarza się, że zabiorą jedno z wnucząt na działkę lub na krótki spacer, jednak nie dbają nawet o to, by dziecko zjadło posiłek. Podobnie jest wtedy, gdy – co ma miejsce niezwykle rzadko – opiekują się wnukami w swoim domu. Mając tego świadomość, nigdy nie zostawiam dzieci u nich bez przygotowanego jedzenia; zawsze zapewniam kilka dań i upewniam się, że w domu niczego nie brakuje.

Najbardziej jednak zaskakuje mnie fakt, że dziadkowie sami z siebie nie zapraszają wnuków do siebie. Trudno mi zrozumieć, jak można nie odczuwać potrzeby spędzania czasu z własnymi wnukami. Mój mąż, obserwując tę sytuację, nie potrafi tego pojąć – jego rodzice są zupełnym przeciwieństwem, darzą wnuki ogromną miłością i gotowi są zrobić dla nich wszystko.

Podczas budowy naszego domu rodzice wsparli nas finansowo – był to pierwszy i jedyny raz, kiedy realnie nam pomogli. Niestety, później ojciec zaczął zapraszać na naszą posesję obce osoby, oprowadzał je po domu i przedstawiał się jako jego budowniczy. Byłam zmuszona zamontować zamek w furtce. Wielokrotnie tłumaczyliśmy rodzicom, że nie życzymy sobie obecności nieznajomych na naszym terenie, jednak nasze prośby były ignorowane.

Tak wygląda to niemal w każdej sferze życia. Ojciec nie liczy się z moim zdaniem, stale ingeruje w nasze sprawy, oferując nie pomoc, lecz niechciane rady. Jego zachowanie prowadzi nawet do poważnych napięć między mną a mężem.

I w takiej sytuacji rodzi się pytanie: jak postępować dalej? W jaki sposób osiągnąć porozumienie z rodzicami? W końcu są to osoby najbliższe, moja rodzina – a mimo to tak bardzo odległe.