Pewnego dnia postanowiłam odwiedzić syna i synową. Przyjechałam z siatkami pełnymi smakołyków. Zapełniłam im lodówkę produktami i miałam nadzieję, że nasze relacje się ocieplą. Ale nawet nie usłyszałam prostego „dziękuję”. Dobrze, że chociaż syn zaparzył mi kawę. Niedawno dowiedziałam się też, że mieszkanie, które kupił za własne pieniądze, przepisał na siebie i żonę, więc w przypadku rozwodu ona będzie miała prawo do połowy lokum albo do wypłaty z jego wartości. Ot, i tyle. Bardzo chcę pomóc mojemu synowi, ale nie wiem, jak

Niedawno mój jedyny syn się ożenił i uważam, że nie miał szczęścia. Nie chcę się od razu wtrącać w jego życie, ale trudno mi patrzeć, jak synowa nim kręci. Nie po to go wychowywałam. Chciałabym mu jakoś pomóc, tylko nie wiem, jak się za to zabrać.

Janek ma 27 lat, czyli idealny wiek na zakładanie rodziny. Zanim się ożenił, przedstawił nam z mężem swoją narzeczoną. Nie oceniałam jego wyboru, ale już wtedy dziewczyna mi się nie podobała. Mimo to pobłogosławiliśmy ich związek i pomogliśmy w organizacji wesela. Mąż mnie uspokajał: „To nie my będziemy z nią mieszkać. Skoro Janek ją wybrał, to jego sprawa”. Posłuchałam go, ale po ślubie zaczęło się najciekawsze.

Młodzi zamieszkali na chwilę u nas. Nie miałam nic przeciwko – mogłam być bliżej syna i wspierać go, kiedy trzeba. Synowa nie kwapiła się jednak do żadnych domowych obowiązków – tylko w ich pokoju ustawiała wszystko po swojemu, a ja tam nie wchodziłam.

Po miesiącu zaczęła naciskać, żeby Janek kupił im mieszkanie i wziął kredyt. Nie mieli wystarczającej gotówki. Widziałam, jak jej nie pasuje życie pod jednym dachem z nami – chciała się jak najszybciej wyprowadzić i uciec spod mojej kontroli. Janek długo się nie opierał i po pół roku się wyprowadzili. Na wkład własny miał środki, a resztę pokrył kredytem, który on sam spłaca.

Zrobiło mi się ciężej – nie wiedziałam, co się dzieje w życiu mojego dziecka. Na parapetówkę nas nie zaprosili. Przysłali tylko parę zdjęć z imprezy z przyjaciółmi. Po tym syn przestał do mnie dzwonić.

Byłam przekonana, że to wszystko przez jego żonę. Postanowiłam więc ich odwiedzić i znów przyjechałam z pełnymi torbami. Wypełniłam im lodówkę jedzeniem i miałam nadzieję, że może teraz będą dla mnie milsi. Ale znów nie usłyszałam nawet „dziękuję”. Dobrze, że chociaż syn zaproponował kawę.

Gdy siedzieliśmy razem przy stole, podeszła do nas jego żona i zaczęła znowu coś marudzić. Domyśliłam się, że od miesięcy męczy Janka o samochód. Ale on przecież już spłaca kredyt na mieszkanie – jak ma jeszcze kupować auto?

Po moim dziecku widać było, że jest bardzo zmęczony. A ona ciągle czegoś chce – raz mieszkania, raz auta. Tego wieczoru wracałam od nich jeszcze bardziej przygnębiona. Bolała mnie dusza – nie wiedziałam, jak mu pomóc.

Po tej wizycie Janek zaczął do mnie częściej dzwonić. Podczas jednej z rozmów powiedział mi, że zdecydował się kupić żonie samochód. On sam jeździ do pracy przez całe miasto autobusami z przesiadkami, a ona – żeby dotrzeć do salonu kosmetycznego, gdzie raz na jakiś czas pracuje – potrzebuje samochodu. Gdzie tu sprawiedliwość? Przecież on wkłada wszystkie pieniądze w spłatę kredytu!

Moje dziecko się pogubiło. Wziął na siebie mnóstwo zobowiązań, pożyczał pieniądze od znajomych – wszystko tylko po to, żeby jego żonie było dobrze. Ja w ogóle nie rozumiem, po co mu taka kobieta. W domu nie robi nic. To Janek pierze, gotuje, robi zakupy. A ona tylko wydaje jego pieniądze.

W czerwcu oznajmiła, że w tym roku musi polecieć do Egiptu, bo jest zmęczona. Czym? Salonami kosmetycznymi i kawiarniami? Janek wziął kolejny kredyt i kupił jej wycieczkę. Poleciała z koleżanką, a on został w domu, bo szef nie dał mu urlopu. Wracając była opalona, zrelaksowana, a mój syn tylko się cieszył, że ona odpoczęła.

Zachcianki synowej przechodzą już wszelkie granice. Ostatnio zadzwoniła do męża w pracy, bo… nudziło jej się samej w domu. Janek się zerwał, myślał, że coś się stało, a ona po prostu się stęskniła.

Jak tak może się zachowywać dorosła kobieta? Ma już 26 lat, a nawet porządnej pracy nie ma. Nie rozumiem takich relacji. Ale syn milczy i dalej jej ulega. A niedawno dowiedziałam się, że mieszkanie, które kupił za swoje pieniądze, przepisał na nich oboje – więc jeśli dojdzie do rozwodu, będzie musiał jej oddać połowę lub wypłacić jej część.

I co ja mam zrobić? Bardzo chcę pomóc mojemu synowi, ale naprawdę nie wiem, jak.