Pewnego dnia poszłam w odwiedziny do syna i synowej. Posiedzieliśmy trochę razem, dobrze zjedliśmy kolację, a potem powiedziałam im, żeby zwolnili swoją nianię, bo sama będę zajmować się wnukiem i zaoszczędzę im sporo pieniędzy. Syn się zastanowił i ucieszył, ale synowa odciągnęła go na bok. Nawet nie mogłam sobie wyobrazić, co mi powiedzą
Jeśli mam być szczera, to wcale nie należę do tych babć, które spokojnie godzinami siedzą na ławce przed blokiem i omawiają swoich sąsiadów.
Całe swoje życie spędziłam dość aktywnie i gdy przeszłam na emeryturę, brakowało mi pracy. Siedzenie samej w domu było dla mnie absolutnie nie do zniesienia. Mój mąż, choć też od dawna na emeryturze, nadal pracował w swoim zakładzie.
Czułam się smutna i samotna, takiej starości na pewno nie chciałam. Moja córka mieszka z rodziną w innym mieście, daleko od nas, a syn osiedlił się w sąsiedniej dzielnicy.
Dlatego cała moja, jak to mówią, niewykorzystana energia skupiła się właśnie na synu i jego żonie. Chciałam bardzo być przydatna dla ich rodziny, zwłaszcza że mają małego dwuletniego synka, mojego wnuczka.
Syn i synowa oboje mają pracę, a gdy pracują, wnukiem zajmuje się niania, bo synowa nie chce oddawać go do przedszkola, mówi, że tak dziecko jest pod kontrolą i jej jest spokojniej.
Zaczęłam praktycznie codziennie ich odwiedzać i po jakimś czasie doszłam do wniosku, że mogłabym zająć się wnukiem bez pomocy niani. Myślałam, że wszystkim będzie dobrze, a dzieci zaoszczędzą sporo pieniędzy, co teraz też jest ważne.
Przecież w tym nie ma nic trudnego: pospacerować, ugotować jedzenie, położyć dziecko spać. Oczywiście, poradzę sobie ze wszystkim, przecież jakoś wychowałam dwoje własnych dzieci i całkiem dobrze.
W dzisiejszych czasach z dzieckiem jest znacznie łatwiej. Są dobre pralki, pieluszki, multicookery, różnorodne zabawki, bajki w końcu.
Powiedziałam o swoim zamiarze od razu synowi i synowej. Myślałam, że ucieszą się z tej nowiny, będą mi bardzo wdzięczni, przecież i pieniądze na nianię zaoszczędzą. Ale nic z tego, zupełnie.
Mój syn i synowa od razu zamilkli, ale było wyraźnie widać, że nie są zachwyceni moją decyzją. Poszli do kuchni, gdzie długo coś omawiali, a potem powiedzieli mi, że wszystko im odpowiada tak jak jest i nie chcą niczego zmieniać.
Zapewniali mnie, że ich niania jest bardzo wykwalifikowana i zajmuje się dzieckiem według nowoczesnych metod, a ja ze swoim starym wychowaniem i przestarzałymi podejściami do dzieci im nie pasuję. Czasy już nie te, żeby babcie zajmowały się wnukami, teraz w modzie są młode i perspektywiczne nianie.
Kiedy zostaliśmy tylko we dwoje z synem, od razu zapytałam go wprost, dlaczego są przeciwko mnie, dlaczego z żoną nie chcą, żebym zajmowała się dzieckiem?
Jego odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła i zasmuciła jednocześnie.
Okazuje się, że byłam dla niego bardzo złą matką, dlatego teraz nie może powierzyć mi swojego wnuka. Ale jak to byłam złą matką? Przecież pracowałam wtedy dużo, bo nie mieliśmy wystarczająco pieniędzy na życie, ale wszystkie swoje obowiązki matki wykonywałam sumiennie.
Wychowałam dwoje dobrych dzieci, dałam im wykształcenie, są dobrymi ludźmi, niczego nie żałuję. Ale widocznie nasze myśli na ten temat nie pokrywają się zupełnie z synem.
Teraz dużo o tym myślę. Czego synowi brakowało? Czego mu nie dałam w swoim czasie? Czym zasłużyłam na takie traktowanie?
Dziś nie mogłam spać całą noc: analizowałam swoje życie kawałek po kawałku. Jak każda matka, popełniałam błędy, niestety. Czasem coś przeoczyłam, nie dosłyszałam, może czegoś nie kupiłam albo nie rozwiązałam tak, jak on chciał.
Ale żeby być taką złą matką dla swoich dzieci – to już za dużo, przecież robiłam dla nich wszystko, co mogłam.
Doszłam do wniosku, że to synowa nastawia syna przeciwko mnie. Pewnie ma już dość moich wizyt u nich w domu, chociaż są one z głębi serca, i kategorycznie sprzeciwia się, żebym jeszcze częściej była tam i codziennie zajmowała się dzieckiem.
Jak teraz to wszystko wyjaśnić, choćby po to, żeby nie było mi tak ciężko na duszy? Przecież wcześniej uważałam, że mam dobre relacje z dziećmi, a teraz tak się wszystko obróciło.
Trudno nawet wyobrazić sobie, co mnie czeka na starość. Czy mogę liczyć na swoje dzieci? Dlaczego już teraz wszyscy ode mnie się oddalili? Co zrobić teraz, żeby na starość nie zostać samą?
