Pewnego dnia wróciłam do domu z gniewem i wylałam synowej wszystko, co o niej myślałam. Wtedy nawet nie podejrzewałam, do czego to doprowadzi

Dla wielu ludzi bałagan w domu może stać się prawdziwym problemem. Wszystkie te meble, które od czasu do czasu trzeba wycierać z kurzu. Naczynia, które czasami jest po prostu leniwa zmywać. Nie wspominając już o mokrym sprzątaniu. Nic dziwnego, że niektórym nie pozostaje nic innego, jak tylko skorzystać z usług sprzątania. Czym jest sprzątanie? Profesjonalni pracownicy w swojej dziedzinie, z wysokiej jakości sprzętem, wykonują swoją pracę szybko, dokładnie i bez zbędnego zamieszania. Może nie dla każdego budżetu, ale na pewno oszczędzi czas i nerwy.

Chociaż niektórzy widzą w sprzątaniu pewien element medytacyjny. Relaksuje ich, a nawet sprawia przyjemność, zwłaszcza widoczny efekt końcowy. My, większość z nas, jesteśmy leniwymi brudasami, marzącymi tylko o tym, aby naszym partnerem był właśnie taki człowiek. Niestety, nie wszystkim się to uda. Ech, jak bardzo bym tego chciała… A może nawet w tym przypadku są jakieś ukryte pułapki?

Po tym, jak zostawiłam mojego męża, ojca mojego syna Łukasza, myślałam, że będzie mi znacznie łatwiej. I jeśli być szczerym, w dużej mierze tak się stało. W młodości możesz to wytrzymać, mieć nadzieję, że człowiek się zmieni. Z wiekiem, niezależnie od tego, co ktoś powie, to mija. Nie podobał mi się zmienny charakter mojego byłego męża, jego nawyki, słabości. Po co ci człowiek, który ma tyle małych, ale wciąż minusów? Plaster trzeba szybko zdjąć i bez żalu.

Jednak wychowywanie syna sama to także niełatwe zadanie. Chłopiec tęsknił za tatą, szalał, denerwował się z małych powodów. Oczywiście zawsze go kochałam i kocham do dziś. Ale czasami irytacja brała górę i bywałam wobec niego surowa. Nic szczególnego, zwłaszcza fizycznego przemocy wobec dziecka nie akceptuję. Ale mój ton głosu mówił sam za siebie. A jednocześnie syn potrzebował męskiej dyscypliny, dlatego w naszym życiu pojawił się Maksym – mój nowy mąż i ojczym dla syna.

Niestety, z wiekiem bardzo trudno się zmieniać. I ja również. Najpierw wydawało mi się, że Maksym to idealny wybór. Spokojny, zrównoważony mężczyzna, który bardzo kocha dzieci. Nigdy nie krzyczał na mojego syna, a nawet czasami go rozpieszczał. Jednak moje serce nie chciało się do niego całkowicie otworzyć. Jako partnerzy byliśmy całkiem niezłe. Ale uczuć, emocji brakowało. Niestety, nie mógł mi tego dać. Z mojej strony nie oczekiwałam zbyt wiele i często po prostu zamykałam oczy na rzeczy, które mnie w nim nie satysfakcjonowały.

Z nowym mężem przeżyliśmy 6 lat. Wewnętrznie wydaje mi się, że rozumiał moje podejście do niego. A ponieważ jestem uczciwą kobietą, oprócz niego nikogo nie dopuszczałam do siebie. Z mojej perspektywy przez jakiś czas byliśmy choć nie wzorową, to całkiem rodziną. Nie lubię tych wszystkich teatralnych emocji, ale rozstanie z Maksymem naprawdę mnie zasmuciło. Nie było tak, że kłopoty ciążyły na duszy, ale część mnie zniknęła na zawsze wraz z naszym pożegnaniem. Natomiast przez cały ten czas Łukasz miał męski wzór do naśladowania, co najbardziej mnie interesowało.

Jedynym problemem było to, że mój syn w jakiś sposób nie nauczył się zarabiać pieniędzy. Wyobraźcie sobie, nie ma tej charyzmy, instynktu, który na poziomie instynktownym posiada wielu moich znajomych, w tym ja sama. Uważam, że utrzymywanie lub zapewnianie mężczyzny dla kobiety jest co najmniej niemoralne. Dlatego ta kwestia jest dla mnie szczególnie ważna. Jak to możliwe, skoro dobrze się uczył, jest mądrym chłopakiem. A w praktyce jest nieudacznikiem.

Szczególnie źle mi zrobiło, kiedy Łukasz przyszedł do domu z narzeczoną. Nasze poznanie było, powiedzmy, dość powściągliwe. Starałam się wychowywać mojego jedynego dziecka nie dla pierwszej napotkanej dziewczyny. Chciałam, żeby dziewczyna była odpowiednia. Przynajmniej pod względem wyglądu. A tu widzę jakąś nieszczęśnicę. Włosy w niezrozumiałym dla mnie odcieniu, brak figury, nawet oczy – i te w kolorze mieszanki żółci i zieleni. Jak to się nazywa, bagienne?

Sama wyglądam nieźle na swój wiek. Staram się dbać o siebie i ubierać się schludnie, ale ze smakiem. Taki styl pasuje mi zarówno do pracy, jak i na co dzień. A styl mojej przyszłej synowej to po prostu “biorę, co jest pod ręką”. Dowiedziawszy się o nadchodzącym ślubie, od razu dałam synowi do zrozumienia, że będzie mieszkał ze swoją narzeczoną osobno. Nie chciałam mieć w domu jeszcze więcej osób. Do tego często pracuję wieczorami w domu. Potrzebuję koncentracji, co mogłabym zrobić.

I Łukasz obiecał mi z czcią, że nie planowali takich głupot. Obiecał, a dopiero po ślubie, po kilku miesiącach, sam pukał do drzwi. Tak bardzo prosił, że się zgodziłam. Cóż można zrobić, gdy nie ma innego wyjścia. Brak pieniędzy – brak mieszkania.

Całe półtora roku znosiłam u siebie ten pieprzony bałagan i bezczelne zachowanie. Synowa nazywała mnie mamą, chociaż w moim dowodzie osobistym jest tylko jedno dziecko. Wracasz do domu i najpierw czujesz ten zapach z kuchni. Coś smażonego, duszonego. Cała odzież pachniała tą potrawą. A co, Lerosia jest początkującą gospodynią domową. Gotuje, jak potrafi. Co można od niej oczekiwać? Pewnie rodzice źle nauczyli ją wypełniać swoje obowiązki. Czym się zajmowali przez te wszystkie lata? No cóż, znowu zaczynam się denerwować z powodu bzdur.

W końcu pewnego dnia wróciłam z pracy wyjątkowo zła i zmęczona. Syn jeszcze nie wrócił, a synowa patrzyła coś w telewizorze. I gdy się rozejrzałam, nagle zrozumiałam, że nie rozpoznaję swojego własnego mieszkania. Wszędzie kurz, brud, tłuszcz. Jakieś stogi ubrań i różnego rodzaju śmieci. W łazience ręczniki były porozrzucane. Jeszcze trochę, a znalazłabym obce majtki na swojej poduszce. Wyskoczyłam i wybuchłam skandalem. Nawet powrót syna z pracy nie pomógł. Po trzech dniach, na moje bezpośrednie żądania, młoda para małżeńska opuściła nasze nowe miejsce zamieszkania. A ja byłam szczęśliwa.

Ale moje szczęście nie trwało długo. Wkrótce dowiedziałam się, że moja synowa spodziewa się dziecka. I chyba przez przeżyty stres coś poszło nie tak. Gdyby ktoś mi tylko zasugerował to, przysięgam, że zachowywałabym się inaczej. Ale cały ten stres i chaos w mieszkaniu… Kto mógł wiedzieć, że moje krzyki mogą tak bardzo wpłynąć na człowieka?

Już pół roku nie widziałam syna osobiście. Ani go, ani synowej. Nigdy nie korzystałam z mediów społecznościowych, ale teraz musiałam. Znalazłam jego profil i napisałam do niego, że bardzo tęsknię. Że musimy się spotkać, porozmawiać. Bo zmienił swój numer telefonu, jak tylko dowiedział się o tej strasznej wiadomości. A gdzie oni z żoną teraz mieszkają, niestety, nie wiem.

Wcześniej Lew zawsze wydawał mi się trochę miękki. I gdzieś w głębi duszy trochę tego żałowałam. Mężczyzna, żywiciel rodziny. A nie potrafi zarobić pieniędzy, ani też stanąć w obronie. Ale charakter nie zmieni się. Jednak na moje wiadomości odpowiedział obcy, chłodny człowiek. Prawie przenikliwie uderzyły mnie jego ostre i miejscami brutalne słowa. Zaraz potem, oczywiście, mnie zablokował. Przerywając tym samym ten cienki wątek naszej możliwej szansy na pojednanie.

Na kilku zdjęciach, które zdążyłam przejrzeć, widziałam ich oboje. Chudziutkich, w jakichś szmatach. Za biednym stołem kuchennym. Ale byli razem. Cokolwiek się stało. A ja zostałam sama, w swoim dobrze utrzymanym mieszkaniu.

Idealnie posprzątanym, bez kurzów i plamki. Choć teraz to nie ma znaczenia. Po co mi patrzeć na drzwi szafy, wypolerowane na błysk? Dla czego, dla kogo? Zrozumiałam, że potrzebuję syna. I Leri też. Oni razem. Żyłybyśmy troje, gotowały, cieszyły się, dzieliły się nowinami. Byłoby po prostu wspaniale, gdyby się zastanowić. Ale doskonale rozumiem, że teraz to wszystko są tylko marzenia. A ja popełniłam najgłupszy błąd w swoim życiu i niestety, nigdy go nie uda mi się naprawić.