Piszę do męża z Dubaju: „Kochanie, proszę, zrozum i wybacz – nie zapomnij o dzieciach u babci Haliny!”
Coraz bardziej mnie przytłaczała codzienna rutyna – poranne kasze, przygotowania do spacerów, pranie, sprzątanie, gotowanie i nieustanne przekonywanie dzieci, żeby zasnęły. Pewnego dnia, gdy zakładałam rajstopy na kapryśną córkę, poczułam, że zaraz wybuchnę.
Doszłam do wniosku, że nie mogę już dłużej znosić tego ciężaru – myślałam o rozwodzie, o oddaniu dzieci do internatu, by choć na chwilę przerwać ten niekończący się cykl obowiązków. Wielokrotnie prosiłam męża, Olgierda, o pomoc: „Kochanie, może zatrudnimy nianię?”, „Kochanie, daj, żebyś ty, zamiast oglądać wieczorem mecz, zajął się dziećmi?” albo „Czy mogłabym wyjść w sobotę do kina i potem na fitness?” – jednak zawsze słyszałam tylko odmowę lub milczenie.
Zmęczenie sięgnęło zenitu. Przeglądając oferty last minute w internecie, natknęłam się na propozycję pilnego lotu do Dubaju. To była niesamowita szansa na ucieczkę – marzyłam o słońcu, egzotycznych plażach i o oderwaniu się od codzienności. Wiedziałam, że to moment, którego nie mogę zmarnować.
Nie tracąc czasu, zadzwoniłam do mojej mamy, Marii, i poprosiłam, by odebrała dzieci. Obiecałam, że Olgierd odbierze je po pracy. Mama, zawsze gotowa do pomocy, zgodziła się bez wahania.
Podczas gdy jedną ręką ubierałam dzieci, drugą dzwoniłam do znajomego agenta, aby zarezerwował dla mnie wyjazd. Był piątek, a przed nami dwa dni wolnego – Olgierd poradzi sobie, a ja w końcu poczuję wolność.
Po kilku godzinach pożegnałam się z dziećmi, dałam im buziaki i wsiadłam do taksówki, kierując się na lotnisko. Po drodze kupiłam kanapkę i kawę, zdążyłam na odprawę, a w chwili startu ogarnęła mnie niesamowita euforia – jakbym uciekła z lekcji, której nigdy nie znosiłam, i znowu poczuła się jak 15-latka.
Po przylocie do Dubaju, relaksując się przy basenie, napisałam do Olgierda wiadomość:
„Kochanie, proszę, zrozum i wybacz – nie zapomnij o dzieciach u babci Haliny.”
Wiem, że niektórzy mogą mnie osądzać, ale pieniądze na ten wyjazd były moimi własnymi, otrzymanymi zimą na jubileusz, i długo nie mogłam się zdecydować, na co je wydać. Olgierd, choć już nie młody, z dwójką dzieci zawsze jakoś sobie radzi.
Teraz, leżąc przy basenie, piję pyszną kawę i staram się zagłuszyć uczucie winy kieliszkiem wyśmienitego wina. Czasami, aby na nowo nabrać sił i spojrzeć z nadzieją na przyszłość, trzeba zrobić krok w stronę swoich marzeń i na chwilę uciec od niekończącej się rutyny.
