Po dwóch latach małżeństwa spakowałam swoje i dzieci rzeczy i pojechałam na wieś do rodziców. Następnego dnia mąż przyjechał po nas. Piotr przepraszał, mówił, że wszystko zrozumiał, a ja mu uwierzyłam i wróciłam do domu. Jednak z czasem znowu pakowałam walizki
Napiszę wam o moim szczęśliwym i jednocześnie nieszczęśliwym życiu. Po prostu dlatego, że chcę się z kimś podzielić. W życiu trzeba bardzo cenić swoich bliskich i ukochanych ludzi.
Z moim mężem poznaliśmy się przypadkiem. Jechaliśmy razem autobusem, często jeździłam ze wsi do miasta. Tego dnia właśnie jechałam na zajęcia. Miałam bardzo ciężką torbę, mama dała mi dużo jedzenia z domu, żeby mniej wydawać na jedzenie, bo pieniędzy nie mieliśmy dużo, więc mama dawała mi pieniądze tylko na drogę i najpotrzebniejsze rzeczy, a jedzenie brałam z domu.
Piotr zobaczył, że ledwo niosę tę torbę i zaproponował pomoc, tak się poznaliśmy. Od tego czasu zawsze i wszędzie byliśmy razem.
Szczerze się kochaliśmy i planowaliśmy wspólną przyszłość. Mieliśmy tyle planów, tyle marzeń i nadziei. Ale los miał dla nas inny scenariusz.
Po ślubie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Szczęście było bezgraniczne, urodziła nam się piękna córeczka. Byłam szczęśliwą mamą i żoną.
Jednak z czasem codzienne życie zaczęło dawać się we znaki. Byłam zmęczona domowymi obowiązkami, gdy mąż wracał z pracy, prosiłam go, żeby zajął się dzieckiem, żebym mogła trochę odpocząć i poświęcić czas sobie. Piotr zajmował się córką, ale czasem mówił, że też jest zmęczony i chce odpocząć po pracy.
Ogólnie mieliśmy codzienne nieporozumienia z powodu drobnych spraw, które odbierały nam radość i szczęście. Czasami nawet zbierałam rzeczy i jechałam do rodziców, Piotr przyjeżdżał, przepraszał i wracaliśmy razem do domu.
Minęły dwa lata. Ogólnie wszystko było w porządku, żyliśmy jak każda rodzina, ale nie potrafiliśmy cieszyć się tym, co mamy, ciągle byliśmy z czegoś niezadowoleni. Bardzo często myślałam o rozwodzie, uważałam, że nie pasujemy do siebie.
A potem, zupełnie niespodziewanie dla wszystkich, mojego męża zabrakło. Słowami nie da się opisać, jak mi wtedy było. To był bardzo trudny czas.
A tydzień później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Zrozumiałam, że muszę iść dalej, bo teraz mam wielką odpowiedzialność. Wkrótce urodził mi się synek, o którym tak marzył Piotr, i jest tak podobny do mojego męża.
Czas mija, dzieci rosną. A ja ciągle patrzę na swojego synka i widzę w nim Piotra. Przez te wszystkie lata bardzo mi go brakowało, wciąż jestem sama. Żałuję tylko jednego, że nie docenialiśmy lat, które los nam dał, kłóciliśmy się o drobiazgi, szukaliśmy negatywów w błahostkach, chociaż naprawdę byliśmy szczęśliwi, ale tego nie rozumieliśmy.
Piszę tę historię tutaj, aby wszystkim wyjaśnić, cieszcie się tymi, którzy są obok was, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Mówcie ukochanym, jak bardzo ich kochacie i doceniacie. Doceniajcie każdy dzień spędzony z najbliższymi ludźmi. Bo człowiekowi niewiele potrzeba! Można być nieskończenie szczęśliwym, mając na stole tylko talerz zupy.
