Po rozmowie telefonicznej z córką zrozumiałam, że nikt w domu nie będzie się cieszył z mojego przyjazdu. Jednak postanowiłam pojechać. Przyjechałam do starszej córki, a ona mówi: „Mamo, dziś u mnie przenocujesz, ale jutro pojedziesz do brata, bo mam sprawy do załatwienia.” Pojeździłam po swoich dzieciach i zdecydowałam, że wracam na wieś, do swojego domu. Niech będzie i bez remontu. Jakoś przetrwam te dwa-trzy tygodnie. Zamówiłam taksówkę i pojechałam. Ale gdy już zbliżałam się do swoich bram, nie do końca zrozumiałam, co się dzieje – zamiast mojego starego domu stoi nowy domek, niewielki, ale bardzo zadbany. A na podwórku chodzą jacyś ludzie

– Do końca tego miesiąca będę, więc, dzieci, czekajcie, – mówię do swojej córki przez telefon, a w odpowiedzi – cisza.

Oczywiście, to mnie bardzo zasmuciło, bo zrozumiałam, że nikt w domu nie będzie się cieszył z mojego przyjazdu.

Mam troje dzieci, przez 21 lat pracy za granicą kupiłam im wszystkim mieszkania, poświęciłam na to aż 15 lat. Ale teraz jestem spokojna, bo wypełniłam swój rodzicielski obowiązek.

Zawsze czułam się winna wobec dzieci. Najpierw za to, że wyrzuciłam ich ojca z domu i w rezultacie wychowywały się bez niego, a potem za to, że sama je opuściłam i wyjechałam za granicę.

Rozwiodłam się z mężem, bo inaczej po prostu nie mogłam. Nie dość, że nie zarabiał, to jeszcze zaczął wynosić z domu to, co mieliśmy. Nawet moja teściowa mnie wtedy poparła, mówiąc, że z takim mężem do niczego się nie dojdzie.

Teściowa była wspaniałą kobietą. Potem została z dziećmi, a ja wyjechałam do Wielkiej Brytanii do pracy. Nie martwiłam się o dzieci, bo wiedziałam, że są w dobrych rękach, ale mimo to obwiniałam się za to, że zostawiłam je z babcią.

Potem wysyłałam pieniądze, a teściowa odkładała je dla mnie. Tu też się nie martwiłam, bo wiedziałam, że nie wyda ani jednego funta na darmo. Dzięki jej pomocy stopniowo kupiłam trzy mieszkania.

Ale przy tym wszystkim niczego nie kupiłam dla siebie. Wszystko, co miałam, to dom mojej babci, w którym kiedyś mieszkaliśmy. Ale od wielu lat nie było tam remontu.

Po tym, jak kupiłam dzieciom mieszkania, wszystkie zarobione pieniądze dzieliłam równo i wysyłałam im do domu. Uważałam, że tak będzie słusznie, poza tym tak robiła większość naszych ludzi, których poznałam za granicą.

Nie myślałam o tym, co będzie dalej. Uważałam, że mając troje dzieci, na starość będę mogła się u kogoś schronić. A do starości jeszcze daleko, planuję pracować za granicą do 70. roku życia, dopóki zdrowie mi na to pozwala.

Niedawno straciłam pracę i szukając nowej, postanowiłam przyjechać do domu, żeby spędzić trochę czasu z dziećmi i wnukami, tylko że oni jakoś nie ucieszyli się z mojego spontanicznego powrotu do domu.

Ale jednak pojechałam, myśląc: „Niech będzie, co będzie”. Przyjechałam do starszej córki, a ona mówi: „Mamo, dziś u mnie przenocujesz, ale jutro pojedziesz do brata, bo mam sprawy do załatwienia.”

Było mi przykro, ale co zrobić – pojechałam do syna. Moja synowa nigdy nie miała ze mną ciepłych relacji, więc nie spodziewałam się niczego dobrego. Syn też od rana gdzieś wyjechał, mówiąc, że ma sprawy do załatwienia, a ja zadzwoniłam do młodszej córki i powiedziałam, że do niej przyjadę, ale ona również powiedziała, że jest zajęta.

Ogarnął mnie taki żal, że nie da się tego opisać słowami. Przecież pracuję dla nich tyle lat, a oni nie mogą odłożyć swoich spraw, żeby poświęcić mi trochę uwagi, przecież przyjechałam tylko na krótko i dawno się nie widzieliśmy.

Pojeździłam po swoich dzieciach i postanowiłam, że wracam na wieś, do swojego domu. Niech będzie i bez remontu. Jakoś przetrwam te dwa-trzy tygodnie.

Zamówiłam taksówkę i pojechałam. Ale gdy już zbliżałam się do swoich bram, nie do końca zrozumiałam, co się dzieje – zamiast mojego starego domu stoi nowy domek, niewielki, ale bardzo zadbany. A na podwórku chodzą jacyś ludzie.

Okazało się, że to moje dzieci. Pytam ich, co tu robią i co to wszystko znaczy, a oni uśmiechają się do mnie i mówią, że przygotowali mi niespodziankę.

– Mamo, podoba się? – pyta córka.

– Nawet nie macie pojęcia, dzieci, jak bardzo! Jestem tak zachwycona, że brak mi słów. A skąd wzięliście pieniądze? – pytam.

– A jak myślisz? To twoje pieniądze. Przesyłałaś je nam, a my odkładaliśmy dla ciebie, chcieliśmy zrobić niespodziankę, – mówi młodsza córka.

Płakałam ze szczęścia, bo nie spodziewałam się tego od swoich dzieci. Myślałam, że nie cieszą się z mojego przyjazdu, a oni biegali, żeby wszystko zdążyć.

Teraz mam piękny dom. I dzieci nie bardzo chcą już mnie gdziekolwiek wypuszczać, ale ja chciałabym jeszcze wyjechać, żeby im trochę pomóc.

Jak myślicie, powinnam wrócić do pracy, czy już zostać w domu z dziećmi?