Po rozwodzie mojego syna, moja była synowa wyjechała mieszkać do swoich rodziców. Oczywiście zabrała ze sobą mojego wnuczka. Mój syn cały czas dawał jej pieniądze, bo Andrzej bardzo kochał swoje dziecko, ale dla Ireny zawsze było to za mało i oficjalnie złożyła wniosek o alimenty. Wtedy właśnie zaczęło się najciekawsze
Od samego początku znajomości z moją przyszłą synową nie chciałam, żeby syn się z nią ożenił. Gospodyni z niej żadna, było to widać od razu, nie była pięknością, miała tylko średnie wykształcenie, a chciała żyć jak królowa.
Cały czas mówiła do syna: „A co mi tym razem podarujesz? A co mi kupisz? A daj pieniądze na drobne wydatki!”
Do mnie miała stosunek jak do zupełnie obcej osoby: nie miała do mnie żadnego szacunku, niestety. No ale co zrobić, syn mi mówił: „Kocham szczerze Irenę i ożenię się z nią, ona jest moim przeznaczeniem!”
Dobrze, urządziliśmy wesele.
Młode małżeństwo od razu zaczęło wynajmować mieszkanie, chociaż proponowałam im, żeby zamieszkali ze mną, synowa nie chciała od razu. Może to i lepiej – myślałam wtedy.
A już po roku na świat przyszedł wnuk. Dla syna i mnie to była radość, dla synowej nie było to wielkie szczęście, bo chciała jeszcze trochę pożyć dla siebie. Do trzeciego roku życia dziecka Irena nie poszła do pracy.
Mój syn Andrzej dobrze zarabiał na dwóch etatach, ale synowej Irenie zawsze brakowało pieniędzy. Sama zatrudniła się potem w sklepie na kasie, potem biegała z jakimiś kosmetykami, sprzedawała perfumy i drobiazgi. I to wszystko w ciągu roku! Nigdzie nie mogła długo wytrzymać, każda praca jej nie pasowała.
Przy okazji, to właśnie przez ostatnią pracę rozwiedli się z Andrzejem.
Tam, z tymi kosmetykami miała elastyczny grafik pracy, synowa cały czas mówiła synowi, że jest u klientki w interesach, a okazało się, że znalazła sobie innego.
Z czasem wszystko się potwierdziło, a Irena sama przestała to ukrywać. I gdy wnuczka miała 4 lata, syn z żoną rozwiedli się. Najciekawsze, że ten jej inny od razu ją zostawił. Jakby od początku nie było jasne, jakie są jego zamiary.
Wtedy synowa poszła mieszkać do swoich rodziców, a syn wynajął mniejsze mieszkanie, teraz spotyka się z inną dziewczyną. Ale swojemu wnukowi kupował wszystko, co było potrzebne, nie żałował pieniędzy i często zabierał malucha do siebie, bo to jego życie.
Irena początkowo nie złożyła wniosku o alimenty, bo syn sam zawsze dawał jej pieniądze do ręki, które starczały jej nawet na zabawy. Ale potem pojawiła się wiadomość, że wychodzi za mąż, bierze syna i wyjeżdża do innego miasta.
Jak tylko Irena wyjechała, syn od razu otrzymał papiery o alimenty w pracy. Oczywiście, był zaskoczony, bo i tak dawał pieniądze i wszystko było w porządku, nie rozumiał, dlaczego była żona wszystko formalizowała, ale nie sprzeciwił się i spokojnie, jako odpowiedzialna osoba, zaczął co miesiąc płacić alimenty oficjalnie.
I wtedy zaczęły do mnie napływać telefony od synowej:
„Doskonale wiem, ile Andrzej dostaje na rękę, co to za grosze mi daje? Czy rozumiecie, że wasz wnuk będzie się źle odżywiał z takim ojcem, nie ma już nawet w co się ubrać!”.
Od razu zadzwoniłam do syna, mówi: „Irena też do mnie ciągle dzwoni, już mnie to męczy! Albo chwali się, że jej mąż zarabia więcej ode mnie, albo zaczyna kłótnię, że nie ma za co kupić dziecku. Nigdy nie woła syna do telefonu, nastawia go przeciwko mnie, a on już jej męża nazywa tatą. Nie będę wysyłał więcej pieniędzy niż alimenty!”
A ja teraz nie mogę spać po nocach. Wyobrażam sobie, jak tam ta dziecko. Może rzeczywiście mu czegoś brakuje, czy ona kłamie?
Nie jestem jeszcze emerytką, do emerytury zostały mi prawie 2 lata, jeszcze pracuję, ale moja pensja jest mała. Ale zaczęłam wysyłać wnukowi paczki z ubraniami i różnymi smakołykami.
Na jakiś czas Irena się uspokoiła, ale potem znów zaczęła dzwonić i mówić, że nie trzeba wysyłać ubrań, bo nie trafiam w rozmiar, sezon i inne rzeczy. Lepiej tę samą sumę w pieniądzach, a ona sama kupi, co uważa za potrzebne.
Wysłałam kiedyś 500 złotych, synowa znów dzwoni:
„Żartuje Pani? To starczy na jakieś buty dla dziecka, ale przecież potrzeba mu wszystkiego!”
Obiecałam od razu, że w następną wypłatę wyślę jeszcze pięćset.
Nie wiem teraz, jak postąpić właściwie. Wysyłać te pieniądze, czy nie? Ona i tak nigdy nie jest zadowolona, nie ma za grosz wdzięczności, ale szkoda mi mojego wnuka.
