Po trzydziestu latach wspólnego życia zakochał się w młodej kobiecie. Jego przyjaciel przywrócił mu zmysły, mówiąc: “Gdy spędzisz czas z młodą, nie będziesz pragnąć starzejącej się, ale nie licz na dobroć”

Rozpoczęliśmy obchody jubileuszu – trzydziestu lat razem. Dzieci z wnukami przyjechali, pogratulowali i ruszyli w swoje sprawy. Mój mąż wyszedł na spacer z psem i poznał sąsiadkę, która akurat wyprowadzała swojego pudla.

Była młodą i efektowną kobietą. Na pierwszy rzut oka miała nie więcej niż trzydzieści lat. Z daleka czuć było drogie perfumy, nawet wyrzucanie śmieci robiła na podbitych piętkach i w makijażu. Zaproponowała mężowi spacerować razem rankiem i on nie miał nic przeciwko.

Po godzinie wrócił do domu po spacerze. Jego żona siedziała w kuchni i piła herbatę z ciastkiem. Brudny, zmęczony domowy szlafrok nie mógł już ukryć jej zbędnych kilogramów. Zawsze niezadowolona i rozdrażniona.

W domu pachniało starością i pierogami, a wcale nie perfumami. Żona ciągle narzekała na swoje dolegliwości, dzieci i codzienne problemy.

Rano przestał z nią jeść śniadanie, by spieszyć się na spacer z sąsiadką. Na szczęście, nie zapomniał zabrać ze sobą starszego spaniela. Oferował też swoją pomoc samotnej żonie, może kran cieknie albo uchwyt się poluzował. Ale to bzdura, że wszystko trzyma się w domu na nitkach, tam żona jest wiecznie narzekająca.

Mimo swojego honorowego wieku, sąsiad przestawiał meble i składał szafy jej żonie, a potem siadał w kuchni i pił z niej kawę bez cukru. Opowiadała mu, że nie zapraszają jej na śluby, bo nie umie gotować, a sprzątanie jej nie raduje.

A mężczyzna jej nie słuchał, cały czas patrzył na jej kształty i młode ciało. Po rozmowach nastała noc. Wrócił do domu, a tam żona zastawiła na niego wściekłą kłótnię z patelnią. Po raz pierwszy w trzydziestu latach tak późno wrócił do domu. Wysłuchał jej tyrady, a następnego ranka znowu pobiegł do swojej samotnej pani. Popili razem kawę i rozeszli się do swoich mieszkań.

Pewnego razu przyłapał się na myśli, że nie chce wracać do domu. Poszedł do przyjaciela. Usiedli na werandzie i przyznał, że zakochał się w młodej sąsiadce.

Jego przyjaciel był rozwiedziony od pięciu lat. Miał romanse z młodymi dziewczynami, ale nie odważył się na ślub. Odpowiedział mu:

  • Gdy spędzisz czas z młodą, nie będziesz pragnąć starzejącej się, ale nie licz na szczęście z nią! Spójrz, kim się stałem. Moja była żona może nie była pięknością, ale mnie kochała, karmiła i dbała o dom. A te wszystkie młode dziewczyny nic nie chcą robić, potrzebują tylko pieniędzy. Mają ciała, ale nie mają duszy.

Mężczyzna wrócił do domu. Spojrzał na czyste podłogi, na garnek z pysznym barszczem. W mieszkaniu pachniało ulubionymi pierogami, których nigdy nie zamieni na kawę. Od tego czasu chodzi na spacery z żoną, a z sąsiadką przestał się nawet witac.