Podczas naszej nocy poślubnej zapomnieliśmy zamknąć drzwi. Następnego dnia wstyd było spojrzeć rodzinie w oczy!
Mam na imię Marianna. Niedawno postanowiliśmy z moim mężem Stanisławem wziąć ślub. Długo przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia. Przygotowaliśmy zaproszenia, zarezerwowaliśmy hotel i restaurację. Wszystko zgodnie z planem.
Jak każda dziewczyna, marzyłam o idealnym ślubie! Świętowaliśmy za miastem, gdzie mogliśmy pomieścić wszystkich krewnych i bawić się do woli.
W końcu nadszedł czas na odpoczynek. Wszyscy żartowali i mówili tylko o naszej nocy poślubnej. Ale nie mieli pojęcia, co naprawdę zamierzamy robić! Gdy wchodziliśmy do pokoju, byliśmy tak wykończeni, że przez przypadek nie zamknęliśmy drzwi na klucz. W pokoju nie mogliśmy się powstrzymać i większość czasu spędziliśmy, rozpakowując prezenty od naszych gości, które hojnie nam podarowali. Były tam zarówno drogie, jak i tańsze prezenty, i oczywiście omawialiśmy każdy z nich. Ale nie wiedzieliśmy, że za drzwiami wszystko było słychać.
Nazwaliśmy wujka Stefana skąpcem, bo podarował wentylator za nie więcej niż 200 złotych, babcię Helenę uznaliśmy za dziwaczkę, bo dała mi koszyk na robótki i dziecięce ubranka, choć na razie nie planujemy dzieci, a ja nawet nie jestem w ciąży. I tak dalej, w tym stylu.
Zasnęliśmy przy tych prezentach. Rano zdziwiłam się, dlaczego wszyscy krewni patrzą na nas tak ponuro. Podeszłam do mamy, a ona powiedziała:
„Najpierw powinniście nauczyć się sprawdzać, czy drzwi są zamknięte, zanim zaczniecie mówić takie okropne rzeczy o całej rodzinie!”
Po tych słowach zrobiłam się czerwona jak burak. A ojciec całkowicie przestał rozmawiać z moim mężem. Nawet nie chciał go słuchać. Wstyd mi było przed wszystkimi. Chciałam idealnego ślubu, a sama go zepsułam.
