Pół roku po ślubie mój zięć powiedział córce, że mu się znudziła i znalazł inną kobietę, którą naprawdę pokochał i do niej idzie. Ale nie zaczął pakować swoich rzeczy, jakby liczył na powrót. Jak żałuję, że wtedy wtrąciłam się w ich rodzinę
Kiedy moja córka Anna przedstawiła mi swojego chłopaka, jej przyszłego męża Michała, nie byłam nim zachwycona. Na pierwszy rzut oka chłopak wydawał się być normalną osobą. Zachowywał się skromnie, uprzejmie, a nawet podarował nam z ojcem drogi zestaw naczyń. Ale mnie trudno jest tak łatwo nabrać, tym bardziej takimi tanimi gestami, wydał mi się zbyt dobry.
Minęło kilka miesięcy i Anna ogłosiła, że wychodzi za swojego chłopaka. Doskonale widziałam, jak dobrze mojej córce z tym młodzieńcem, więc zamknęłam oczy na moje przesądy. Odprowadziliśmy wspaniałe wesele i pomogliśmy dzieciom kupić własne mieszkanie.
Już po pół roku nowożeńcy pokazali swoje prawdziwe oblicze. Michał ogłosił, że odchodzi do innej kobiety, którą naprawdę pokochał, bo Anna mu się znudziła, niby za bardzo była poprawna, ciągle wchodziła mu w przestrzeń osobistą. Ale nie zaczął pakować swoich rzeczy, jakby liczył na powrót.
Pamiętam te dni, kiedy siedziałam przy Annie całą dobę, starając się jakoś ją uspokoić i wesprzeć. Porzuciła wszystkie swoje sprawy i całe dnie leżała płacząc.
Tydzień później córka zaczęła trochę cieszyć się życiem. Rozpoczęłam rozmowę o możliwym rozwodzie, ale Anna była zdecydowanie przeciw takiemu rozwiązaniu. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie chce rozwieść się z mężem. Ale wkrótce dotarło do mnie – niedługo zostanę babcią.
Poradziłam jej, aby wszystko wyjawiła Michałowi. Zadzwoniła do męża, usłyszawszy taką wiadomość, bardzo się ucieszył i wieczorem stanął na progu mieszkania, prosząc o wybaczenie.
Uważam, że dziecko powinno rosnąć w pełnej rodzinie, dlatego nalegałam na ich pojednanie. Oni też nie byli przeciwni. Wszystko się ułożyło i zapomniano. Latem w małżeństwie pojawiła się wspaniała córeczka, a ja zostałam babcią. Młoda rodzina zaczęła gorliwie zajmować się jej wychowaniem.
Gdy odwiedzałam córkę, po prostu nie poznawałam zięcia. Stał się tak troskliwym ojcem, że każda kobieta by pozazdrościła. Ciągle się z nią bawił, czytał jej bajki, śpiewał kołysanki. Często spacerowali na zewnątrz, podczas gdy córka zajmowała się domem. Trochę się uspokoiłam, ale wciąż byłam czujna. I okazało się, że nie bez powodu.
Po kilku latach zięć znów wrócił do starych nawyków i postanowił odejść z domu. Tym razem znudziło mu się życie rodzinne. Ciągle musiał gdzieś biec, coś robić, ale tylko nie siedzieć w domu. Tym razem nawet zabrał połowę swoich rzeczy. Wcześniej tak nie było, więc córka zaczęła się poważnie martwić i zadzwoniła do mnie.
Anna miała nadzieję i wierzyła, że Michał szybko do niej wróci. Ale gdy tydzień minął, a on przyjechał po resztę rzeczy, zrozumiała, że to już poważna sprawa. Wtedy wzięłam sprawy w swoje ręce, korzystając ze swoich kontaktów, znalazłam zięcia i przeprowadziłam z nim poważną rozmowę.
Postawiłam mu warunki: albo wraca do rodziny, albo będzie płacić takie alimenty na dziecko, o jakich mu się nie śniło. Więc zdecydował się wrócić do rodziny. Córka oczywiście wybaczyła mu i przyjęła z powrotem.
I oto niedawno, gdy świętowaliśmy piąte urodziny wnuczki, córka usiadła obok mnie i powiedziała, że Michał znów zamierza ich opuścić. Nie wiedziałam już, jak się zachować, czy naprawdę mój zięć znów chce odejść od żony i dziecka. Czego mu jeszcze brakuje? Ma dom, samochód, dobrą pracę, dziecko i piękną żonę, ma wszystko.
Cały wieczór spoglądałam na niego ukradkiem. Dwa razy opuszczał rodzinę i dwa razy córka mu wybaczała i przyjmowała go z powrotem. Każda inna kobieta dawno by już zapomniała o takim mężu i radziła sobie sama. A tu za nim biegają jak za królem, wybaczają mu wszystko. Czy córka powinna się tak martwić?
Może niech zięć idzie, gdzie chce, a ona znajdzie normalnego męża, który będzie dobrym mężem i ojcem dla jej dziecka? Wciąż jest młoda i może ułożyć swoje życie osobiste. Tylko szkoda wnuczki, bo bardzo kocha tatę.
