Ponieważ mama opiekowała się wnukiem, oddałam jej swoją kartę płacową, aby mogła kupować wszystko, czego potrzebuje dziecko. Ale pewnego dnia przypadkowo usłyszałam rozmowę mojej mamy z przyjaciółką i byłam oszołomiona. Mama mówiła, jakby to ona utrzymywała wnuka i że w ogóle cała nasza rodzina jest na jej barkach. Chociaż to nieprawda – to my z mężem za wszystko płacimy. Rodzice nie kupują absolutnie nic, opłaty, jedzenie – wszystko jest na nas

Kiedyś wydawało mi się, że zawsze chciałabym mieszkać blisko moich rodziców, ale teraz już tak nie myślę. Wyszłam za mąż w wieku osiemnastu lat, a w dziewiętnastym roku życia urodziłam syna. Andrzej, mój mąż, nie miał własnego mieszkania, więc po ślubie zamieszkaliśmy u moich rodziców w ich dwupokojowym mieszkaniu.

Moja babcia początkowo mieszkała sama w kawalerce, ale gdy stała się całkowicie niesamodzielna, przeprowadziła się do brata mojej mamy – swojego syna.

Ponieważ mieszkanie się zwolniło, od razu poprosiłam mamę, aby pozwoliła nam się tam wprowadzić z mężem i dzieckiem. Ale mama odmówiła. Ona i tata zdecydowali się sprzedać oba mieszkania, aby kupić trzypokojowe mieszkanie i małą działkę rekreacyjną. Mama zawsze marzyła o domku na wsi i bliskości natury, więc musieliśmy się na to zgodzić.

Mama przekonywała mnie, że samotnie trudno mi będzie zajmować się dzieckiem, bo mąż cały czas pracuje, a ona zawsze mi pomoże. Byłam wtedy młoda i niczego nie rozumiałam. Uznałam, że mama ma rację. Andrzej początkowo był przeciwny, gotów był wynająć mieszkanie, ale udało nam się go przekonać.

Potem rozpoczął się proces sprzedaży mieszkań. W tym samym czasie mama straciła pracę. Pracowali tylko mój tata i mąż. Na życie wystarczało. Wszyscy wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Mama zajęła się remontem, ponieważ miała teraz dużo wolnego czasu. Ale kiedy remont się skończył, okazało się, że nie zamierza szukać pracy.

Powiedziała, że chce opiekować się wnukiem. A ja, według niej, powinnam iść do pracy, bo „siedzenie w domu to nie życie”. Podjęłam pracę i jednocześnie studiowałam zaocznie na uczelni. Mama zajmowała się dzieckiem. Na początku taki układ mi nawet odpowiadał.

Ponieważ to mama opiekowała się wnukiem, oddałam jej swoją kartę płacową, aby mogła kupować wszystko, co było potrzebne dziecku. Ale pewnego dnia przypadkiem usłyszałam rozmowę mojej mamy z przyjaciółką i byłam w szoku. Mama mówiła jej, że to ona utrzymuje wnuka, karmi i ubiera go, i że cała nasza rodzina jest na jej utrzymaniu.

Jej przyjaciółka była oburzona, że my, młodzi ludzie, nie potrafimy sami zapewnić bytu własnemu dziecku. Mama wmawiała jej, że zarabiamy bardzo mało, choć to nieprawda. To my z mężem za wszystko płacimy. Rodzice dosłownie nie kupują nawet papieru toaletowego, a wszystkie rachunki i jedzenie są na nas.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, jak na to zareagować. Było mi bardzo przykro, ale nie chciałam robić awantury. Potem odkryłam kolejne ciekawe fakty – okazało się, że mama mówi wszystkim znajomym, że to ona opłaciła moje studia, podczas gdy w rzeczywistości to mój mąż płacił za moją naukę.

Teraz urodziłam córkę i jestem na urlopie macierzyńskim. Mama nadal nie pracuje, tata również, mimo że jeszcze nie są na emeryturze. Całą rodzinę utrzymuje mój mąż. Wnuków już na mamę nie zostawiam, wychowuję dzieci sama. Mama całe dnie praktycznie nic nie robi, ale wciąż powtarza, że to ona nas utrzymuje, bo według niej mój mąż zarabia za mało.

Andrzej już nie wytrzymuje i nalega, abyśmy się wyprowadzili do wynajętego mieszkania. Z jednej strony sama mam już dość takiego życia, ale z drugiej – jeśli odejdziemy, jak poradzą sobie moi rodzice, skoro ani mama, ani tata nie pracują?

Ich emerytura jest minimalna, więc trudno im będzie się utrzymać. Nie mogę ich zostawić bez wsparcia, ale mój mąż stawia sprawę jasno – albo on, albo moi rodzice. Co mam zrobić? Przecież to moi rodzice mnie wychowali i przyzwyczaili się już do życia na nasz koszt.