— Postarzałaś się, cała twarz w zmarszczkach, spójrz na siebie. A masz przecież dopiero czterdzieści pięć lat, czy to możliwe?
Małżeństwo z Rusłanem nigdy nie było łatwe dla Lidii. Mąż zawsze był wymagający, surowy i krytyczny zarówno wobec innych, jak i wobec swojej żony. Czasami Lidia zastanawiała się nad swoim nieskończonym cierpliwością i wytrzymałością. Życie przez dwadzieścia lat z takim dokładnym i wiecznie niezadowolonym mężem jak Rusłan zasługiwało na nagrodę, ale zamiast tego Lidia co roku dostawała coraz to nowe porcje pretensji i zarzutów.
Sytuacja stała się szczególnie trudna, gdy Rusłan dostał awans. Został mianowany zastępcą dyrektora generalnego, co teoretycznie powinno być powodem do radości. Jednak od tego momentu Rusłan stał się nie do zniesienia. Jeśli wcześniej delikatnie sugerował Lidii, co powinna nosić i z kim rozmawiać, to teraz ich rozmowy zamieniły się w prawdziwą kontrolę.
— Dokąd się tak wystroiłaś? Idziemy na firmową imprezę, tam będą poważni ludzie — oburzył się Rusłan, patrząc niezadowolony na żonę.
— A co jest nie tak? — zdziwiła się Lidia, obracając się przed lustrem. Miała na sobie dopasowaną sukienkę w kolorze liliowym i buty na niskim obcasie. Elegancko, ale skromnie, bez żadnej wulgarności.
— Wszystko jest nie tak — westchnął ciężko mężczyzna. — Wyglądasz, jakbyś szła na dyskotekę z lat dziewięćdziesiątych. I ten makijaż… Nie, kochana, tak nie może być. Przebierz się!
— Rusłan, mówisz poważnie? To już trzecia sukienka wieczorem, a żadna ci nie pasuje! Nie mam już innych strojów! I w ogóle, przez twoje marudzenie już się spóźniamy!
— Spóźniamy się, bo nie potrafisz się odpowiednio ubrać na poważne spotkanie biznesowe! — oświadczył Rusłan, chowając ręce do kieszeni spodni w kratkę. — Jestem wiceprezesem, jeśli zapomniałaś, i chcę mieć obok siebie kobietę, która dba o siebie i zna się na modzie!
Słowa męża bardzo zraniły Lidię. Jednak Rusłan zdawał się zupełnie nie przejmować uczuciami żony: traktował jej urazy jak kobiece kaprysy, a milczenie jak dziecięcą manipulację.
Miesiąc po awansie Rusłan nagle oznajmił żonie, że powinna zapisać się na siłownię, żeby wrócić do formy. Lidia była zdziwiona. Zawsze była wysoką i dość szczupłą kobietą, na którą mężczyźni zwracali uwagę. Mąż nigdy wcześniej nie narzekał, a wręcz prosił, by trochę przytyła.
Długie przeglądanie się w lustrze skłoniło Lidię do zapisania się na treningi. Chodziła na siłownię trzy razy w tygodniu, zaraz po pracy. Wracała do domu zirytowana i nerwowa, a jeszcze bardziej frustrowała się, bo teraz nie mogła sobie pozwolić na kawałek czekolady. „Jak zdecydowałaś się schudnąć, to schudnij!” — powtarzała sobie wciąż na nowo.
Wkrótce zapomniała, że zaczęła tracić wagę nie z własnej woli, ale z polecenia wymagającego męża. Czas mijał, ale stosunek Rusłana do żony stawał się coraz gorszy. Mężczyzna nie krępował się wskazywać Lidii na jej, jego zdaniem, oczywiste wady i stale narzekał, że żona się rozleniwiła i przestała o siebie dbać.
Lidia, obciążona codziennymi obowiązkami, nie zawsze miała czas posprzątać dom czy ugotować smaczny obiad. Rusłana to oczywiście nie obchodziło, o czym nie wahał się przypominać każdego dnia.
— Kochana, co to za bałagan? — wykrzyknął mąż, wchodząc do pokoju.
— Jaki bałagan? — zdziwiła się Lidia, przerywając prasowanie koszul. — Co się stało, kochanie? Przecież właśnie posprzątałam!
— Nie chodzi mi o kurz, tylko o twoją głowę — powiedział Rusłan, osuwając się na kanapę i cmokając z dezaprobatą. — Co to za fryzura? Jakbyś związała ją w pośpiechu. I chodzisz po domu w jakichś starych łachach… Rozumiesz, że żona mężczyzny mojego statusu nie może wyglądać jak szara mysz? Naprawdę, kochanie, patrząc na ciebie, można pomyśleć, że pół godziny temu znalazłem cię na ulicy i przyprowadziłem z litości.
— Czy ty w ogóle słyszysz, co mówisz? — wykrztusiła Lidia, zszokowana słowami męża. — Wiesz co? Skoro jesteś taki niewdzięczny, sam sobie prasuj koszule! — powiedziała, zgniótła jedną z koszul i rzuciła ją w męża.
Rusłan starał się o przebaczenie żony przez kilka dni. Na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, że mężczyzna przepraszał szczerze, ale w rzeczywistości chodziło mu tylko o to, by szybko zakończyć konflikt, żeby Lidia przestała się gniewać i wróciła do swoich obowiązków. Po ponownym zyskaniu jej sympatii, już po kilku tygodniach „naprawionej” relacji, Rusłan znów wrócił do swoich nawyków.
Zrozumiał, że każdą szorstkość i brak szacunku prędzej czy później mu wybaczą, więc kontynuował swoje pretensje dotyczące wyglądu Lidii.
— Oj, kochanie, całkiem się postarzałaś. Cała twarz w zmarszczkach, spójrz na siebie. A masz dopiero czterdzieści pięć lat, jak można tak wyglądać?
Opierając się o framugę drzwi do łazienki, Rusłan przyglądał się swojej żonie przez odbicie w dużym lustrze. Lidia, myjąc twarz, spojrzała na siebie w lustrze: rzeczywiście, były tam zmarszczki… Ale wcześniej ich nie zauważała. W końcu od wieku nie da się uciec — prędzej czy później zbiera swoje żniwo.
— Oj, Rusłan, co ty opowiadasz… Już dawno nie mam dwudziestu lat, jeśli zapomniałeś — zażartowała Lidia, choć w środku czuła się bardzo źle.
— Umówię cię do kosmetyczki — nagle powiedział mężczyzna, drapiąc się po brodzie. — Zlikwiduje ci zmarszczki na czole i te bruzdy nosowo-wargowe. Można by też powiększyć usta… Jak żona tak prestiżowego mężczyzny może wyglądać jak stara pomarszczona śliwka?
— Sam jesteś śliwka! Zwariowałeś?! Nie zamierzam się kłuć!
— Oj, nie marudź, Lada! Nie próbowałaś, a już się krzywisz! — odpowiedział mężczyzna i pospiesznie wyszedł z łazienki, rzucając na odchodne: — Sama zobaczysz, jak się zmienisz! I nie będziesz chciała opuścić tej kliniki…
Po długich namowach Lidia zgodziła się pójść do kosmetyczki. Przekonywała się, że jej cierpliwość nie jest na próżno, że wszystkie jej cierpienia są dla miłości. W końcu z Rusłanem przeżyła dwadzieścia lat — nie są sobie obcy. I wiedziała, za kogo wychodzi za mąż — czego teraz narzekać?
Po pół roku Lidia, niegdyś piękna i zadbana kobieta, stała się przypominającą lalkę postacią. Straciła poczucie swojej indywidualności, nie mogła patrzeć na siebie w lustrze.
Wszystkie te radykalne zmiany — farbowane włosy, pełne usta
, przedłużane rzęsy i napompowane czoło, które bardziej przypominało pupę niemowlaka — budziły w niej odrazę do własnego wyglądu. Zadowolony był tylko Rusłan — z jakiegoś powodu tak właśnie wyobrażał sobie idealną kobietę, pasującą do jego prestiżowego wizerunku.
— Pewnie za dużo filmów oglądał — narzekała matka Lidii, Maria Andriejewna, dziergając na drutach.
— Mamo, nie zaczynaj… — mruknęła córka, siedząca obok niej, wpatrzona bezmyślnie w telewizor.
— Popatrz, w co cię zmienił! — zagrzmiała starsza kobieta. — Patrząc na ciebie z którejkolwiek strony, chce się płakać!
— Dzięki, mamo…
— A czemu się obrażasz? Sama przecież mówiłaś, że nigdy nie podobały ci się te zmiany! Ale nie, musiałaś iść na rękę Rusłanowi! On przecież prawie prezes, król i bóg, och!
— Przestań się ze mnie nabijać. Wiem, że popełniłam błąd…
Nieustępliwa Maria Andriejewna skinęła głową i nagle odłożyła włóczkę.
— Powiedz mi lepiej, co z pracą? Mam nadzieję, że chociaż w tej kwestii nie pójdziesz na rękę Rusłanowi?
Lidia ciężko westchnęła. Otuliła się kocem i zamyślona patrzyła w dal. Niedawno Rusłan zażądał od niej natychmiastowego zwolnienia się z biblioteki. Twierdził, że żona dyrektora generalnego nie powinna pracować w takiej dziedzinie. Ale Lidia kochała swoją pracę: uwielbiała czytać i zanurzać się w świat nieprawdopodobnych fantazji różnych epok. Oddychała książkami i nie chciała opuszczać ukochanego zespołu.
— Rozumiesz, że ten drań w ogóle cię nie szanuje? — nadal oburzała się Maria Andriejewna.
— Może jednak się zmieni. Przecież to nie może trwać wiecznie…
Starsza kobieta cmoknęła i uderzyła się po udzie.
— Ach, „zmieni się”! Przez dwadzieścia lat się nie zmienił, a teraz nagle wszystko zrozumie i się zmieni! Posłuchaj mamy: uciekaj od tego tyrana natychmiast! Inaczej zakuje cię na amen! Pamiętaj moje słowa: Rusłan nie spocznie, póki nie zamieni cię w lalkę i nie wystawi na wystawę!
Słowa matki skłoniły Lidię do refleksji.
Wracając do domu, w myślach wciąż krążyły jej gorzkie słowa Marii Andriejewny. Zbliżając się do znajomego budynku, zwolniła kroku. Nagle poczuła silny przypływ gniewu, wynikający z niewypowiedzianych emocji.
Poczuła się, jakby dopiero co obudziła się z koszmaru, który tylko jej się śnił. Jak inaczej wytłumaczyć, że mogła, jako piękna, szanująca się kobieta, dopuścić, by traktowano ją w ten sposób? Dosyć! Dość poniżeń! Lidia była zdecydowana zakończyć ten cyrk, który urządził jej mąż.
Poważna rozmowa z Rusłanem nie przyniosła żadnych rezultatów.
Mężczyzna nie czuł się winny. Przeciwnie, zasypywał żonę kolejnymi zarzutami i powtarzał wyuczoną formułkę, że przestała o siebie dbać. Ostatecznie, nie wytrzymując, Lidia spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się do matki. Rusłan nie próbował jej zatrzymać. Następnego dnia kobieta złożyła pozew o rozwód.
Naprawienie skutków zmian w wyglądzie, jakie zafundował jej były mąż, zajęło Lidii miesiąc. Usunęła wszystkie zastrzyki, przefarbowała włosy na kolor zbliżony do naturalnego i zaczęła ubierać się tak, jak lubiła. Zostawiła jedynie karnet na siłownię, bo bardzo lubiła ich basen. Musiała dbać o swoją figurę — w końcu teraz była wolną kobietą.
Przez następne pół roku Lidia pracowała w bibliotece i nie kontaktowała się z mężem. Przez wspólnych znajomych dowiedziała się przypadkiem, że Rusłan ma nową wybrankę — taką samą lalkę, jaką chciał kiedyś zrobić z niej.
— Szybko się Rusik pocieszył — śmiała się Lidia, ale w sercu cieszyła się, że tak się stało.
Pewnego dnia ta nowa wybranka Rusłana niespodziewanie zjawiła się w jej pracy, w bibliotece. Przyzwyczajona do ciszy Lidia aż podskoczyła, kiedy dziewczyna, przedstawiająca się jako Ala, zaczęła krzyczeć na cały czytelnię. Na szczęście, w tym czasie prawie nie było już czytelników.
— Chcesz odzyskać Rusłana, co?
— Proszę pani, proszę zachować spokój. O czym pani w ogóle mówi?
— Dlaczego wciąż się z nim kontaktujesz? Czego od niego chcesz?!
— Proszę pani, musi być pani w błędzie. Nie kontaktuję się z moim byłym mężem od czasu naszego rozwodu. Skąd pani to wzięła?
— Ciągle mi o tobie opowiada! Cały czas wspomina swoją Ladę, stawia mi ciebie za przykład! Mówi, że kochałaś go za duszę, a nie za pieniądze!
— No, gdybym kochała go tylko za pieniądze, nie przeżyłabym z nim dwudziestu lat, kochana — uśmiechnęła się delikatnie Lidia. — Nie martw się, Ala. Wróć do Rusłana i rozwiąż swoje problemy sama. Nie wciągaj mnie w to. Nie chcę wracać do tego koszmaru, który przeżyłam.
Wydawało się, że na tym historia mogłaby się zakończyć, a życie Lidii wrócić do normy, gdyby nie jedno małe wydarzenie.
Okazało się, że tego wieczoru w bibliotece był pewien bardzo interesujący mężczyzna. Miał na imię Włodzimierz i był wykładowcą literatury obcej. Skandal, jaki wywołała Ala, stał się dla Włodzimierza doskonałą okazją do nawiązania humorystycznego dialogu z Lidią, a potem zaproszenia jej na piątkowy koncert.
Tak więc, z czasem Lidia nawiązała romans z nowym mężczyzną. Po raz pierwszy od dawna była szczęśliwa, bo Włodzimierz obsypywał ją komplementami, a ona mogła w końcu być sobą.
