Prawie codziennie córka przychodzi do mnie po pracy, pomaga w gospodarstwie, gotuje i sprząta, zerka na zegarek, bo spieszy się do domu, gdzie czeka na nią wiele obowiązków. Pewnego dnia odważyłam się i powiedziałam jej, żeby więcej do mnie nie przychodziła. Córka się obraziła, a wieczorem przyszedł do mnie zięć
Mam taki charakter, że nigdy się nie skarżę, nie proszę o uwagę – żyję sobie spokojnie i nie chcę nikomu przysparzać kłopotów. Jestem emerytką, bardzo czekałam na ten okres, kocham ciszę i spokój, odpoczynek, nawet w domu z przyjaciółką.
Teraz jestem panią samej siebie, wstaję kiedy chcę, od nikogo nie zależę, nikomu nie jestem zobowiązana. Jak chcę pójść na spacer – wychodzę, nie mam nastroju – siedzę sobie z książką, albo haftuję coś.
Cieszę się swoją samotnością. Jestem z tych ludzi, którzy lubią spokój i ciszę. Dlaczego teraz o tym mówię? Bo wielu ludzi może mnie zrozumieć, ale moja jedyna córka – nie. Ona uporczywie przeszkadza mi w odpoczynku, a kiedy odmawiam jej pomocy i wizyt, od razu się na mnie obraża.
Wcale nie tęsknię będąc sama, a jeśli potrzebuję, wychodzę na koncert, do parku. Nawet na zakupy wolę chodzić sama. Córka uważa, że w towarzystwie jest weselej, można się z kimś poradzić.
Zagląda do mnie po pracy prawie codziennie, zmęczona, z torbą pełną produktów na kolację. Siedzi, stale pyta o to samo, a sama co chwilę zerka na zegarek – musi biec do domu.
Córka marnuje mój i swój czas! Mówię, że jeśli będę czegoś potrzebowała, to sama ją poproszę, a ona się obraża, trzaska drzwiami i idzie, potem długo rozmawia ze mną z urazą w głosie. Mówi mężowi, że kazałam jej wracać do domu, bo coś mi nie pasuje.
Wieczorem przyszedł do mnie zięć:
– W czym mogę pomóc? Niczego nie potrzebujesz?
Następnego dnia wnuk prosi mnie, żebym do niego przyszła:
– Babciu, chodź, zabawiaj, bo stajesz się samotniczką, sama siedzisz w czterech ścianach i tyle.
No to teraz siedzi ze mną, gra na telefonie, a ja obok niego oglądam telewizję. Nakarmię go ciastkami, włożę cukierki do kieszeni. Mam dobrego wnuka. Mówi:
– Chodź, babciu, pójdziemy do kina.
Pomógł mi z komputerem. Teraz filmy oglądam w domu, jakie chcę, nie chce mi się chodzić do kin, gdzie jest dużo ludzi, nie lubię tłoku.
Córka mówi mi, że zawsze jestem niezadowolona z niej, z jej męża, z wnuka, że nic mi nie pasuje. Ale to nieprawda. Staram się być uprzejma, godzinami słucham rzeczy, które mnie nie interesują, o czym opowiada: kto co mówi w pracy, gdzie jest tańsza kapusta, dokąd wybierają się na wakacje latem. Byleby tylko córka nie była na mnie obrażona.
A kiedy wychodzi – odetchnę z ulgą, nawet kot się chowa, kiedy przychodzą, kiedy córka sprząta kuchnię po swojemu. Jest czysto, niczego nie brudzę, dbam o porządek. Szkoda mi jej i jej czasu, bo potrójnie coś myje, trze, sprząta, a mogłaby odpocząć w domu. Potem znowu wszystko przestawiam, kiedy wychodzi, jak mi wygodnie, tracę godzinę po jej „pomocy”.
Jak mam porozmawiać z dziećmi, żeby zrozumiały i nie obrażały się na mnie? Lubię być sama. Co w tym złego?
