Przed snem rozmawialiśmy o naszej wspólnej przyszłości, omawialiśmy, jak będziemy świętować nasze wesele. Potem się pożegnaliśmy i… Olek zapomniał rozłączyć się, i usłyszałam bardzo znajomy mi głos. Później zrozumiałam, że to była moja przyjaciółka
Mieliśmy z Olkiem idealny związek, nigdy bym nie pomyślała, że mógłby mnie kiedyś zdradzić. Był taki troskliwy, opowiadał mi wszystko, nigdy nie ukrywał przede mną swojego telefonu, nawet nie ustawiał na niego hasła.
Byliśmy razem już ponad trzy lata. Mieszkałam w mieszkaniu, które podarowali mi rodzice, a po tym, jak Olek oświadczył się, zaproponowałam mu wspólne mieszkanie u mnie. Mieszkaliśmy razem już kilka miesięcy. Postanowiliśmy nie organizować wystawnego wesela, a jedynie cicho się pobrać w urzędzie stanu cywilnego. Ale w miesiącu, w którym mieliśmy się pobrać, musiałam pilnie wyjechać służbowo na kilka tygodni. Tak, to nas trochę zmartwiło, ale całe życie przed nami, więc przełożyliśmy ślub.
Podczas mojej nieobecności rozmawialiśmy codziennie przez wideo, a przed snem zazwyczaj rozmawialiśmy przez telefon.
Nie mogłam się doczekać powrotu. Bardzo tęskniłam za przyszłym mężem. On pozostał w moim mieszkaniu. Przed snem rozmawialiśmy o naszej wspólnej przyszłości, ustalaliśmy, jak będziemy świętować nasze wesele. Potem się pożegnaliśmy i… Olek zapomniał rozłączyć się, i usłyszałam bardzo znajomy głos. Później zrozumiałam, że to była moja przyjaciółka. Postanowiłam posłuchać i okazało się, że śmiali się ze mnie, omawiali i inne rzeczy. Na początku nie mogłam w to uwierzyć. Potem przypomniałam sobie, jak często mówiła mi, że Olek jest bardzo dobrym mężczyzną, że potrzebuje kogoś lepszego ode mnie, że się nie nadajemy do siebie. Oczywiście, tej nocy nie mogłam zasnąć. Myślałam, jak dalej żyć.
Rano zadzwoniłam do byłego narzeczonego i usłyszałam głos niezadowolonej przyjaciółki, która szeptała, żeby wyłączył dźwięk w telefonie na noc. Udawałam, że nic nie słyszałam i powiedziałam mu, że już go nie kocham i nie chcę wychodzić za niego za mąż. Powiedziałam, że podczas wyjazdu miałam czas na przemyślenie wszystkiego i zdecydowałam, że kończę ten związek. Nie czekając na odpowiedź, rozłączyłam się. Potem długo próbował się do mnie dodzwonić, ale nie odbierałam.
Po powrocie z delegacji, gdy był w pracy, zebrałam wszystkie jego rzeczy, postawiłam je w korytarzu i natychmiast wezwałam fachowca, który wymienił zamki w mieszkaniu.
Kiedy wrócił z pracy, natychmiast zaczął mnie oskarżać, jak mogłam go tak potraktować, zostawić przed samym weselem. Nie miałam siły ani ochoty, żeby coś udowadniać czy wyjaśniać zdrajcy. Nawet patrzenie na niego było dla mnie obrzydliwe, szybko zakończyłam tę rozmowę i zamknęłam drzwi.
Wieczorem odwiedziła mnie przyjaciółka. Zaczęła pytać, co się stało. Dlaczego tak postąpiłam z Olkiem, przecież był taki idealny. Przygotowałam jej herbatę i nie odpowiedziałam na żadne pytanie. Tylko wyjaśniłam jej, że teraz drzwi do mojego mieszkania są dla niej zamknięte, już tu więcej nie przyjdzie. Próbowała pytać, na co się obraziłam. Nie chciałam jej nic tłumaczyć, tylko powiedziałam, że nie powinna być już częścią mojego życia i pożegnałam się z nią.
Po tej historii minęło już kilka lat i czuję się dobrze. Mogę żyć szczęśliwie bez męża, a takie przyjaciółki też nie są mi potrzebne. Moje życie się ułożyło. A gdzieś w tym czasie znowu pojawił się Olek. Próbował odbudować nasz związek, ale byłam zdecydowanie przeciwna. Przez jakiś czas nie mógł się ode mnie uwolnić. Ciągle pisał smsy, że nie może żyć beze mnie, bardzo mnie kocha i prosił, żebym wróciła. Oczywiście, nie zgodziłam się. Lepiej mi samotnie niż z zdrajcą, a jeszcze gorzej nie wiedzieć, że żyje się z kimś, kto cię zdradza.
Szanuję siebie, więc wolę spędzić całe życie sama, niż żyć z kimś, kto mnie nie kocha i kłamie.
Z byłą przyjaciółką też się nie ożenił. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego im się nie udało, ale to mnie za bardzo nie interesuje.
