— Przeszedłem się na spacer i teraz postanowiłem wrócić — oznajmił mi były mąż, stojąc u drzwi

Nigdy nie byłam jakąś jaskrawą i przyciągającą uwagę dziewczyną. Lubiłam prostotę, skromność i spokojne życie. Moim marzeniem było stworzenie własnego rodzinnego gniazdka, mieć stabilność i obdarowywać miłością moich bliskich. Myślałam, że mój mąż będzie mnie szanować taką, jaka jestem. Ale okazało się, że taka ja nie byłam mu potrzebna, i po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się, co to znaczy zdrada.

Z Wojtkiem poznaliśmy się cztery lata temu i po roku znajomości pobraliśmy się. Pięknie się mną opiekował, stale mnie komplementował, podobało mu się, że nie wymagałam od niego zbyt wiele. Mówią, że skromność zdobi kobietę, i na tym polegała jego uwaga. Jednak po jakimś czasie wspólnego życia przestało mu to odpowiadać.

— Kochanie, wyprasowałam ci koszule i spodnie, więc jutro możesz wybrać dowolny garnitur do pracy — troskliwie powiedziałam mężowi, — W lodówce są trzy pojemniki z jedzeniem na jutro, nie zapomnij zabrać, żebyś nie był głodny.

— Dzięki — chłodno odpowiedział Wojtek.

— Wszystko w porządku? — martwiłam się.

— Tak — równie obojętnie odpowiedział mąż.

— Może chciałbyś herbaty? Wyglądasz na przygaszonego — szczerze martwiłam się o męża.

— Alicjo, przestań tak ze mną rozmawiać! — niespodziewanie ryknął Wojtek.

— Co się stało?

— Wszystko w porządku, po prostu mam dość tego, że jesteś zbyt… dobra.

— Nie rozumiem, co to ma wspólnego.

— Jesteś nudna.

— Nudna?…

— Tak. Ciągle siedzisz w domu, praktycznie nigdzie nie chodzisz, ubierasz się niepozornie. Tracę zainteresowanie tobą.

— Ale przecież lubiłeś, że jestem domową.

— Kiedyś to lubiłem, ale teraz jest mi po prostu nudno. Życie jest monotonne, nie chodzisz ze mną nigdzie, bo wolisz siedzieć w domu.

— Ale przecież co ty… Razem wychodzimy na spacery co tydzień.

— To mi nie wystarcza.

— Dziwne… Kiedy moja troska stała się dla ciebie udręką?

— Już dawno, po prostu nie chciałem cię urazić.

— A teraz chyba chcesz?

— Zawsze wszystko przewracałaś na moje słowa. Ogólnie chcę powiedzieć, że chciałbym mieć obok siebie kolorową kobietę, która prowadzi bogate życie.

— Ale ja zawsze byłam spokojna. Dla mnie bogate życie to mieć bliskich i dbać o rodzinę. Już dawno namawiałam cię na dziecko, ale ty nie chcesz.

— Tak, nie chcę. Bo chciałbym teraz żyć dla siebie. Ale chciałbym, żeby z moją żoną było mi dobrze.

— Nie masz dobrze ze mną? Co jeszcze cię nie zadowala?

— Skoro mówimy szczerze, to powiem. Ciągle mi mówisz o pracy i dzieciach. Rzadko gdzieś chodzisz, nie chcesz imprezować z moimi i swoimi przyjaciółmi. Jesteś zbyt domowa. Ubierasz się jak… skromnie, i w ogóle wyglądasz jak szara, zatęchła mysz.

— Wojtku, bardzo mnie to obraża twoimi słowami.

— Przyjmij to jak jest, prawda nie boli. Dobrze, muszę wyspać się przed dniem pracy. Mam nadzieję, że przemyślisz moje słowa i się zmienisz.

Taka była nasza rozmowa. Byłam nieprzyjemnie zaskoczona tym, co mąż myślał o mnie. Przecież starałam się być dla niego idealną żoną: gotowałam dużo i smacznie, prasowałam jego ubrania, starannie dbałam o niego, robiłam wszystko, żeby było mu wygodnie. O sobie też nie zapominałam: subtelnie malowałam się, podkreślając swoje naturalne piękno, ubierałam się skromnie i prosto, ale gustownie, rzadko wychodziłam późno ze swoimi przyjaciółmi, nie tylko dla męża, ale z własnej woli.

Nie rozumiałam, co mogło nie odpowiadać Wojtkowi, przecież według wielu – o taką żonę marzą wszystkie mężczyzny. Ale robiłam to nie dlatego, że chciałam wydawać się taka właściwa. Ja sama lubiłam być taka – gospodarna, troskliwa, domowa.

Oczywiście, byłam rozczarowana słowami męża, ale postanowiłam, że mogę spróbować czegoś nowego, żeby mu odpowiadać. Kupiłam sobie kosmetyki, nauczyłam się malować oczy eyelinerem, malować usta czerwoną szminką i używać różnych podkładów, korektorów itp. Poszłam do centrum handlowego, kupiłam bardziej jaskrawe i otwarte ubrania, których nigdy nie nosiłam. Ale na razie wszystko to ukrywałam przed mężem, żeby kiedyś go zaskoczyć.

Gdy nadszedł dzień X, zastosowałam wszystkie moje nowe umiejętności w praktyce: jasno pomalowałam się, założyłam piękną czerwoną sukienkę z wyrazistym dekoltem i zarezerwowałam dla nas stolik w restauracji. Potem planowałam przezwyciężyć siebie i zaproponować mężowi, żeby poszedł do baru, gdzie często bywa z przyjaciółmi.

— Jestem w domu, — odpowiedział mąż z korytarza.

Od dawna byłem gotowy, czekałem z niepokojem na nadejście Wojtka, żeby mu pokazać nowe ja i zobaczyć na jego twarzy zachwyt. Ale ku mojemu zdziwieniu nic takiego nie zobaczyłem.

— Jak ci się podoba? — Kręciłem się przed mężem z prawdziwym, zadowolonym uśmiechem, oczekując komplementów.

— Co to jest? — Wojtek odpowiedział z jakimś pogardliwym i niezadowolonym tonem.

— Ubrałam się dla ciebie i nauczyłem się lekcji makijażu. Jak ci się podoba?

— I masz zamiar iść w tym stanie gdzieś?

— Co masz na myśli? Przecież starałem się dla ciebie.

— Wyglądasz nieprzyzwoicie.

— Ale sam mówiłeś, że ubieram się niepozornie i że z tobą nigdzie nie chodzę. Zrobiłem to wszystko dla ciebie. I sam na siebie patrzyłem z innej strony.

— Nie pójdę z tobą nigdzie w takim wyglądzie. Zdejmij całą tę niemoralność i, na miłość Boską, zmyj to brzydactwo ze