Przeżyłam z mężem 30 lat i teraz stoimy na krawędzi rozwodu. Dzieci dorosły i boję się, że Andrzej odejdzie ode mnie. Mężczyźnie ma 52 lata, od kilku lat spotyka się z 35-letnią niezamężną sekretarką. Wszyscy o tym wiedzą, ja również
Przez 30 lat małżeństwa było różnie, ale takiej sytuacji jeszcze nie było. Jesteśmy praktycznie na krawędzi rozwodu. Wyszłam za mąż mając dwadzieścia lat, teraz mam pięćdziesiąt. Mój mąż, Andrzej, jest ode mnie starszy o dwa lata. Mamy dwoje dorosłych dzieci – syna i córkę, którzy również mają już własne rodziny.
Całe życie pracowałam jako nauczycielka w szkole, zarabiałam niewiele, więc przez cały ten czas rodzinę utrzymywał mąż. Andrzej ma małą firmę, która przynosi naszej rodzinie niezłe dochody. Mamy duże trzypokojowe mieszkanie, samochód, działkę. Andrzej kupił obu dzieciom osobne mieszkania, za co są mu bardzo wdzięczni. Dla moich dzieci i wnuków ojciec to wielki autorytet.
Z boku wszystkim wydaje się, że mamy idealną rodzinę. Ale tak nie jest, i tylko ja i mój mąż o tym wiemy. Sprawa w tym, że Andrzej zawsze mnie zdradzał, i pogodziłam się z tym. Pierwszy raz dowiedziałam się o jego zdradzie, gdy oczekiwałam naszego pierwszego dziecka. Wtedy mąż prosił o wybaczenie i zrozumienie, obiecał, że to się więcej nie powtórzy. Wybaczyłam, bo go kochałam.
Jakże naiwna byłam, wierząc, że to był pierwszy i ostatni raz. Andrzej się nie zmienił, przez te wszystkie lata zdradzał mnie. Powiedział mi, że nie zamierza opuszczać rodziny i jeśli chcę mieć zapewnione życie, muszę nie zwracać uwagi na jego niewierności. Patrzyłam na swoje małe dzieci, które uwielbiały ojca, i właśnie dla nich pogodziłam się z tym.
Aby złagodzić ból, jeździłam na działkę. Za każdym razem, gdy dowiadywałam się o kolejnej zdradzie męża, sadziłam kwiaty, kopałam grządki, praca na ziemi uspokajała mnie. Trudno wytłumaczyć, jak żyć całe życie z niewiernym mężem.
Teraz dzieci dorosły i boję się, że Andrzej odejdzie ode mnie. Raczej poprosi mnie o odejście. Dlatego od kilku lat urządzam działkę pod mieszkalny dom, i jeśli mąż zechce przyprowadzić do naszego domu nową pasję, przynajmniej będę miała dokąd odejść od niego.
Andrzejowi 52 lata, od kilku lat otwarcie utrzymuje związek ze swoją 35-letnią niezamężną sekretarką. Wszyscy o tym wiedzą, ja również. Więc tej wiosny zaczęłam remontować działkę. Ale żeby ją uporządkować, potrzebne są spore środki, a ja ich nie mam. Zaczęłam prosić Andrzeja, ale on odmawia pomocy. Mówi, że nigdy nie lubił działki i nie jest mu potrzebna.
Myślałam już o wzięciu kredytu, ale boję się, że przy mojej mizernej pensji nie uda mi się go spłacić. Co mam robić, nie wiem.
Okazało się, że cały nasz majątek Andrzej zarejestrował tak, że w przypadku rozwodu zostanę z niczym. Na wsparcie dzieci też nie bardzo liczę, bo ojciec dla nich to wszystko, staną po jego stronie, nawet nie wątpię w to.
Jedyne, co oficjalnie mi należy, to nasza działka. Smutne, że to właśnie taki wynik otrzymałam po wielu latach życia rodzinnego. Żałuję, że sama nie odeszłam od męża wcześniej i nie próbowałam czegoś zmienić.
