“Przyczepa” nie jest potrzebna nikomu. Moja córka ma nową rodzinę, nowe dziecko, a ja wychowuję wnuczkę!

Mam córkę Annę, która ma już 37 lat, a jej córka Paulina, moja wnuczka, niedawno skończyła 13 lat. Anna jest teraz po raz drugi zamężna, a z pierwszym mężem rozwiodła się, kiedy dziecko miało zaledwie dwa miesiące.

Jej mąż zmęczył się życiem rodzinnym i odszedł. Anna nie mogła mu tego przekazać i przyszła do mnie z dzieckiem na rękach i walizką ubrań. Mieszkało nas czworo w naszym trzypokojowym mieszkaniu, więc było miejsce dla wszystkich.

Annie podobało się życie z nami, ponieważ pomagaliśmy się zająć Pauliną, gotowałam jej jedzenie, a ona chodziła do przyjaciół. Kiedy wieczorem bawiliśmy się z wnuczką, wychodziła. Ale to nie przeszkadzało nam, bo myśleliśmy, że znajdzie sobie dobrego mężczyznę.

Paulina poszła już do przedszkola. Rano zabierałam ją do pracy i odbierałam po pracy. Tymczasem Anna zajmowała się swoim życiem osobistym.

Paulina poszła do szkoły, a wtedy powiedziałam Annie, że niech również zajmuje się wychowaniem dziecka, siada do nauki, ale wystarczy jej na krótko. Pięć lat temu przyprowadziła do nas mężczyznę. Zaszła w ciążę, szybko wzięli ślub i nie poinformowali nas nawet o tym. Postanowili również mieszkać u nas. Urodziła się nasza wnuczka i teraz trójka ludzi dzieliła jedno pomieszczenie.

Żyliśmy w zgodzie, nie kłóciliśmy się, chociaż czasami było ciasno. Anna zaczęła bardziej zajmować się dziećmi, ale mąż nie miał do Pauliny żadnego uczucia. Traktował ją, jakby była sąsiadką, a Anna zaczęła naśladować jego zachowanie.

Kolega Kuba dostawał wszystko, a nasza wnuczka była utrzymywana przez nas z dziadkiem. Widziałam, że Paulina to rozumie i obraża się na matkę. Dziewczynka stała się smutna i ponura, a mnie było jej bardzo przykro.

Kuba poszedł do przedszkola, Anna wróciła do pracy, a sytuacja finansowa stała się lepsza. Zbierali pieniądze na wkład własny, wzięli kredyt i kupili mieszkanie.

Kupili mieszkanie w innej części miasta, chociaż prosiłam, aby rozważyli opcje bliżej szkoły Pauliny, żeby nie zmieniać jej szkoły. Wtedy Anna powiedziała, że chce zostawić córkę u nas, bo tutaj jest jej szkoła, przyjaciele i własny pokój. I obraziłam się. Nie szkoda mi na córkę niczego, i nie mam nic przeciwko temu, że zostaje z nami, ale ona chce być obok swojej matki.

Paulina zrozumiała to wtedy. Kiedy wyraziłam swoje zdanie na ten temat, odpowiedziała mi: “Tak, rozumiem, przyczepa nie jest nikomu potrzebna”. Płakałam całą noc. Jak można nazywać własne dziecko “przyczepą”? Teraz całe dni zastanawiam się, co zrobiłam źle wychowując córkę.