Przyjechałam świętować Nowy Rok u córki. Ale coś poszło nie tak i myślałam o tym, aby nocą wracać do domu pieszo

Mam córkę i nie nazwałabym jej życia pięknym.

Wyszła za mąż, gdy miała osiemnaście lat, w małżeństwie urodził się chłopiec, ale po kilku miesiącach jej mąż odszedł z tego świata. Jej mąż miał dwadzieścia dwa lata, przed nim jeszcze całe życie. Potem wyszła za mąż po raz drugi. Jej drugi mąż niezbyt dobrze traktował jej pierwsze dziecko, szczególnie po narodzinach ich wspólnego dziecka (córki).

No i potem zaczął ciągle zarzucać synowi wszystko, co zrobił nie tak, nie tak spojrzał, nie tak się obrócił, nie tak powiedział i tak dalej. I moja córka próbowała jakoś zmienić to chłodne zachowanie jej drugiego męża wobec jej dziecka. Ostatecznie rozwiedli się. Tak zaczęła żyć sama, na wsi, ale było jej z tym ciężko, a rodziny jej brakowało.

A potem poznała Władysława, pracował w mieście, prawda, że był już żonaty, ale dzieci nie miał, tak moja córka zaczęła z nim mieszkać. I teraz do mnie często przyjeżdżają. Córka mówi o mężu tylko w dobrym tonie. I zaprosili mnie do siebie na Nowy Rok, początkowo nie byłem zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu, bo miałem daleko jechać.

Ale nalegali. I przyjechałem. Tylko że przyjechałem i zdziwiłem się z powodu zachowania jej męża wobec dzieci. Strasznie do nich podchodził, czepiał się z byle powodu. A potem przy stole wręcz nakrzyczał. I wyobraziłem sobie, jak jej mąż zachowuje się wobec dzieci, kiedy mnie z nimi nie ma. I wtedy zrobiło mi się żal moich wnuków, chciałem ich zabrać do siebie.

Następnego dnia odbyłem rozmowę z córką, powiedziała, że sama wszystko widzi, ale nic nie może zrobić. W końcu zostawiła drugiego męża, bo okropnie odnosił się do dzieci, a teraz znów to samo. I co ona ma robić w takiej sytuacji?!