Rodzina, zarówno moja, jak i Andrzeja, teraz ze mną nie rozmawia. Odwołałam wesele na trzy dni przed uroczystością, wszystko było przygotowane i zaplanowane, goście zaproszeni
Spotykaliśmy się z Andrzejem prawie trzy lata. Poznaliśmy się na uniwersytecie, byłam na ostatnim roku, a on był na drugim. Andrzej jest o trzy lata młodszy ode mnie, ale to nie przeszkodziło naszemu uczuciu. Wyleczył mnie z poprzedniego związku i ciężkiego rozstania, pokazał mi, czym jest szczęście… Ileż to było pięknych, niesamowitych, jasnych chwil!
Po ukończeniu studiów dostałam pracę, a on jeszcze studiował. Wynajęliśmy mieszkanie i zamieszkaliśmy razem.
Potem nauczyłam się dobrze zarabiać w internecie. Stałam się popularną blogerką w naszym mieście, reklamowałam wszystko, co się dało, nauczyłam się fotografować, kręcić i montować filmy, to stało się moim zawodem. Swoje życie osobiste, nasze z Andrzejem, również pokazywałam w sieci, moi obserwatorzy śledzili nas, zwiększając w ten sposób moje dochody.
Wkrótce praca blogera zaczęła zajmować więcej czasu, ale też przynosiła naprawdę dobre dochody. Dlatego zrezygnowałam z równoległej pracy w szkole i praca w internecie stała się moim głównym zajęciem.
Andrzej to wszystko rozumiał, wspierał mnie, pomagał mi kręcić filmy i robić zdjęcia. Był dumny, że ma tak popularną dziewczynę. Jego matce jednak moja praca się nie podobała i nie raz mi o tym mówiła.
Nie podobało jej się, że pokazuję innym zbyt dużo prywatnych rzeczy, ale to nieodłączna część takiej pracy, klucz do sukcesu blogera. Najważniejsze było dla mnie to, że moje poglądy podziela ukochany.
Dzięki moim zarobkom wynajmowaliśmy mieszkanie, jeździliśmy na wakacje. Andrzej to rozumiał, sam jeszcze nie pracował, tylko studiował. Całe finansowe utrzymanie naszej pary wzięłam na siebie. Przyznaję, czasami mnie to denerwowało i nie do końca mi odpowiadało, ale poza tym wszystko było wspaniale.
Oświadczył mi się zeszłej jesieni w Wenecji… Nigdy nie zapomnę tego dnia, najpiękniejszego w moim życiu…
Zimą razem z Andrzejem i moimi rodzicami polecieliśmy nad morze, mieliśmy wspaniałe wakacje.
Latem zaczęliśmy planować nasze wesele. Starannie się przygotowywaliśmy, wybieraliśmy restaurację, lokalizacje do sesji zdjęciowej, stroje… Przygotowania nas pochłonęły, chcieliśmy, żeby to było niesamowite, spektakularne i niezapomniane… Data się zbliżała, goście już zaproszeni, menu w restauracji zamówione, luksusowy pokój hotelowy dla nas dwóch. Błyszczeliśmy z Andrzejem ze szczęścia.
Ale na trzy dni przed weselem odwołałam je i rozstałam się z Andrzejem.
W ostatniej chwili, w tych przedślubnych dniach, poczułam, że nie rozumiem, co naprawdę czuję do Andrzeja. Przez trzy lata byłam pewna, że kocham go bezgranicznie, a tu… Wątpliwości ogarnęły mnie jak wielkie fale sztormowe. Patrzyłam na niego, słuchałam siebie i zrozumiałam, że nie chcę się z nim starzeć, nie wiem, czy będę mogła kochać go przez całe życie. Być wierną tylko jemu, wszystkie trudności, które mieliśmy i o których nikt oprócz nas nie wiedział, przekształciły się z drobnostek w duże i poważne problemy.
Próbuję żyć dalej, spotykać się z przyjaciółmi, wrócić do swojego zwykłego trybu, przyzwyczaić się do pustki w mieszkaniu.
Jakoś to będzie, jesteśmy młodzi, przed nami jeszcze całe życie. Ale – nie razem.
Rodzina, i moja, i oczywiście Andrzeja, teraz nie rozmawia ze mną. Złoszczą się, że czekałam do ostatniego momentu, że nie zrozumiałam siebie wcześniej.
Rozumiem ich. Często rozmawiam z Andrzejem przez telefon, staramy się nawzajem wspierać i uspokajać. Na razie nam to nie wychodzi. Ale mówią, że czas leczy rany. Mam nadzieję, że to prawda.
