Rozwiodłam się z mężem przez psa i teraz żyję lepiej
— Nigdy bym nie pomyślała, że w moim wieku będę musiała się rozwieść z mężem! — powiedziała Olga z widocznym rozczarowaniem. — Przeżyliśmy z Łukaszem razem dwanaście lat! Byłam pewna, że przetrwaliśmy wszystkie trudności.
— Oj tak, wiele przeszliśmy razem, — dodała, zgadzając się sama ze sobą. — Dwa urlopy macierzyńskie, kredyt hipoteczny… Co może być gorsze?
Westchnęła, wspominając, jak bardzo się myliła.
— Okazało się, że problemy nie zawsze pochodzą tylko z codziennego życia. Czasami przynoszą je żywe istoty.
— Łukasz cię zdradził? — zapytała jej przyjaciółka.
— Nie, oczywiście, że nie! Choć… można to tak ująć. Powodem był pies. Zwyczajny pies, — powiedziała Olga z goryczą.
Wszystko zaczęło się, kiedy jeden z przyjaciół Łukasza postanowił wyemigrować. Przeprowadzając się za granicę, nie mógł zabrać ze sobą swojego ukochanego psa.
— Stwierdził, że zbyt trudne byłoby zabranie go ze sobą, — opowiadała Olga. — I oczywiście Łukasz, nie pytając ani mnie, ani dzieci, po prostu przyprowadził psa do domu, jakby to był dar z nieba.
— “Dzieci muszą nauczyć się odpowiedzialności i miłości do zwierząt!” — oznajmił, gdy byłam w szoku.
Od tego momentu zaczęły się prawdziwe problemy. Pies, Riko, natychmiast wybrał sobie Łukasza na swojego jedynego pana i na nikogo innego nie zwracał uwagi.
— Dzieci są ciągle zajęte, szkoła, zajęcia pozaszkolne… A kto miał spacerować z Riko? Oczywiście ja! — oburzała się Olga. — Zawsze wracałam z pracy wcześniej niż Łukasz. A że dom blisko, to nawet w czasie przerwy obiadowej wychodziłam z psem na spacer.
Każdego dnia biegała z Riko, ale zamiast wdzięczności, pies zachowywał się okropnie.
— Wyobraź sobie, — żaliła się Olze jej przyjaciółce, — w ciągu trzech miesięcy zdarł tapetę w korytarzu, pogryzł fotel i zaznaczył krzesła w kuchni! A słucha się tylko Łukasza!
Ostatecznie cierpliwość Olgi się wyczerpała. Wszystkie obowiązki domowe, praca i nieposłuszny pies sprawiły, że zaczęła rozważać rozwód.
— Jak to się stało, że kamieniem spornym okazał się pies?
— Wyobraź sobie, — westchnęła Olga, — moje ulubione szpilki wrzucił do toalety!
— Serio? — zdziwiła się przyjaciółka.
— Tak. To była wyraźna demonstracja jego stosunku do mnie, — kontynuowała Olga. — Kiedy takich wybryków zebrało się na tyle, że zaczęłam nienawidzić tego psa, nie wytrzymałam. Powiedziałam Łukaszowi wprost: “Albo ja, albo Riko! Razem nie damy rady.”
— I co odpowiedział? — przyjaciółka nie mogła uwierzyć.
— Łukasz wybrał psa! Wyobrażasz sobie? Powiedział, że nie zostawia się przyjaciół, a Riko już raz stracił swojego właściciela. Jak teraz miałby go porzucić?
Olga wspominała tamten moment z goryczą.
— Łukasz spakował się, zabrał Riko i wyjechał do naszego domku na wsi, — kontynuowała. — Mamy taki domek za miastem, który służył nam jako letnisko. A on postanowił tam zamieszkać.
Minęło kilka dni. Olga i dzieci zrobiły porządek w mieszkaniu, przemalowały ściany, posprzątały bałagan po psie.
— Szczerze mówiąc, myślałam, że to tylko chwilowe szaleństwo i że szybko mu minie. Ale minął miesiąc… dwa… trzy. I wiesz co? — Olga się uśmiechnęła. — Bez niego jest mi lepiej.
— Naprawdę?
— Tak. Mieszkamy z dziećmi w spokoju, bez zbędnych problemów. Zrozumiałam, że bez Łukasza radzę sobie całkiem nieźle.
W końcu Olga złożyła pozew o rozwód. Wszystko poszło bez awantur. Łukasz nadal utrzymywał kontakt z dziećmi, umawiał się z nimi na spotkania. Czas mijał, a po prawie roku Łukasz wrócił.
— I po co przyszedł? — zapytała zaskoczona przyjaciółka.
— Żeby wrócić do domu! — Olga zaśmiała się. — Okazało się, że z Riko nie było mu tak wesoło, jak się spodziewał. Powiedział, że trzeba go karmić, wyprowadzać… A z tego żadnej satysfakcji!
— Czyli postanowił wrócić?
— Tak! Nawet oddał Riko sąsiadom na wsi. A potem przyszedł do mnie, jakby nic się nie stało, i powiedział: “No przecież psa już nie ma, czemu jesteś zła?”
— I co zrobiłaś?
— Oczywiście, że go nie przyjęłam z powrotem, — Olga pokręciła głową. — Ten pies otworzył mi oczy na mojego męża.
