Rozwiodłam się z mężem z powodu jego pozornie nieszkodliwego nawyku

Od pół roku mieszkam sama. Rozwiodłam się z mężem z powodu jego pozornie nieszkodliwego nawyku, który mnie irytował.

Wielu uzna, że postąpiłam niewłaściwie. Ale ja nie mogłam tego dłużej znosić.

Obecnie sama wychowuję naszego trzyletniego syna. Były mąż pamięta o dziecku, ale nie jesteśmy już razem.

Zaszłam w ciążę, gdy dopiero zaczynaliśmy z Markiem budować nasz związek. Oczywiście, to nie było planowane. Nie znaliśmy się jeszcze dobrze.

Ponieważ nie chciałam przerywać ciąży, postanowiliśmy sformalizować nasz związek. Po ślubie nie mogliśmy się jednak dogadać pod jednym dachem i często się kłóciliśmy. Co ciekawe, zawsze o to samo.

Marek przesadnie dba o swoje zdrowie. A może raczej – ma dziwne podejście do swojego samopoczucia. Jeśli boli go głowa, natychmiast diagnozuje sobie różne choroby i pędzi do szpitala.

Szczerze mówiąc, wszyscy lekarze w naszej miejscowej przychodni już się z niego śmieją. I mnie to irytuje. Czy zdrowy, silny mężczyzna może tak się zachowywać?

Niedawno pojawił się u niego kolejny głupi nawyk, przez który się rozwiedliśmy. Raz w miesiącu przechodzi badania w prywatnej klinice. Ciągle mu się wydaje, że na coś choruje.

Jestem na urlopie macierzyńskim, nie mam własnych dochodów. A usługi prywatnej kliniki są drogie. Nie stać nas na takie luksusy, ale Marka to nie obchodzi.

Aby przejść badania i wykonać wszystkie analizy, Marek bierze wolne dni. Oczywiście, odbija się to na wysokości jego pensji. No i szefostwo się złości.

Tłumaczyłam mężowi, że czas skończyć z tą bzdurą. Jednak on nie zamierza rezygnować ze swojego nawyku. Postanowiłam odejść, ponieważ boję się, że nasz syn zacznie brać przykład z ojca.

— Chcę, żeby mój syn wyrósł na mężczyznę, a nie na mięczaka, który ciągle szuka sobie chorób — powiedziałam mężowi.

I tak się rozstaliśmy. Wydawałoby się, że nic strasznego się nie stało, ale rodzina się rozpadła.

Uważam, że nie może tak dalej być. Nie chcę mieć nic wspólnego z tym narzekaczem. I nie przeraża mnie to, że syn będzie dorastał w niepełnej rodzinie.