Sąsiad czasami daje mi kwiaty i czekoladki, a mąż urządza mi z tego powodu sceny zazdrości

W naszym domu zamieszkał nowy, wspaniały sąsiad… Od tych słów mogłabym zacząć swoją historię, ale teraz już żałuję jego oznak uwagi.

Mamy z mężem, Michałem, po 47 lat. Nie jesteśmy starzy, ale też nie młodzi. Przeszliśmy przez wiele, a teraz nastały te spokojne czasy, które zazwyczaj przychodzą w naszym wieku.

Michał nie jest romantyczną naturą: nawet w młodości nie rozpieszczał mnie kwiatami, prezentami czy wyjściami do restauracji. A teraz już całkiem się leni w tej kwestii. Dlatego tak rozkwitłam, kiedy na naszym piętrze niedawno wprowadził się Andrzej.

Sąsiad ma 54 lata, jest wdowcem, niedawno przeprowadził się do naszego miasta. Sprzedał swój domek na wsi, część pieniędzy przekazał dzieciom na wcześniejszą spłatę kredytu, a część włożył do banku na procent. Teraz tymczasowo wynajmuje mieszkanie u swojej dalekiej krewnej.

Andrzej to towarzyski i elegancki mężczyzna. To, że znaczną sumę z sprzedaży nieruchomości przekazał swojemu synowi, świadczy o jego szlachetnym charakterze.

Jednak nie rozumiem, dlaczego tak postąpił, skoro sam potrzebuje dachu nad głową.

Sąsiad uprzejmie odpowiedział, że była to jego przemyślana decyzja i że teraz musi zrozumieć, czy nasze miasto mu odpowiada, czy nie. Sprawa życiowa, ale mnie zachwycił jeszcze jeden szczegół.

Zawsze, kiedy spotykaliśmy się na ulicy czy w klatce schodowej, Andrzej obsypywał mnie komplementami, a czasem nawet dawał czekoladki. Rozumiem, że to tylko drobnostki, ale tak miłe jest zwrócenie uwagi od mężczyzny.

Wiele razy prosiłam męża, aby brał przykład z Andrzeja, bo to takie proste – uszczęśliwić kobietę! Na co Michał początkowo tylko się śmiał i mówił, że jeśli potrzebuję czekoladki, to mam sobie ją sama kupić. A teraz zaczął urządzać sceny zazdrości.

Nie chodzi o czekoladki, ale o to, że dzięki takim gestom my, kobiety, czujemy się szczęśliwe i doceniane. A mój mąż tego nie rozumie. Wydaje mu się, że Andrzej robi to nie po to, aby poprawić mi humor, ale aby umilić sobie swoje samotne dni, wykorzystując mnie, naiwną kobietę!

U nas nie ma dnia bez kłótni i sporów. Było mi tak niezręcznie, że poprosiłam sąsiada, aby przestał obdarowywać mnie znakami uwagi.

Nie podałam mu powodu, ale myślę, że się domyślił. Już od dwóch miesięcy, jeśli Michał spotka Andrzeja na klatce schodowej, po prostu go ignoruje.

Wyobraźcie sobie, w jakiej niewygodnej sytuacji się znajduję? Tyle lat ma mąż, a zazdrości. Już nawet moje koleżanki żartują z niego, bo kiedyś nie wstydził się ich towarzystwa i urządził mi kolejną awanturę.

Dobrze, że ma na tyle rozumu, żeby nie kłócić się z sąsiadem, bo cały blok by się śmiał!

Na początku września Andrzej wrócił z działki swojej krewnej i przyniósł mi bukiet polnych kwiatów. Były takie pachnące i piękne, że nie mogłam się powstrzymać i przyjęłam je, mimo że prosiłam go wcześniej, aby niczego mi nie dawał.

Mąż wtedy eksplodował! Nie musiałam mu tłumaczyć, skąd ten wspaniały bukiet. Po prostu obrzucił mnie obelgami, powiedział, że sprzedaję się za wiązanki i drobne upominki! Nigdy nie widziałam Michała takiego, choć jesteśmy razem 25 lat.

Po tej głośnej kłótni nie rozmawialiśmy przez 2 tygodnie. Pojechał do kolegi na wieś. Powiedział, że ma tego wszystkiego dość i musi przemyśleć swoje życie.

Nie rozumiem go. Czy naprawdę trzeba mieć ukryte motywy, aby podarować kobiecie prostą czekoladkę czy niedrogi bukiet? Nie widzę w tych gestach niczego poważnego, poza tym, że sąsiad jest prawdziwym dżentelmenem i chce sprawić radość swojej sąsiadce.

Bez wątpienia, nie mamy z Andrzejem żadnych relacji! Aby uspokoić męża, obiecałam mu, że nie będę już rozmawiać z sąsiadem i nie przyjmę żadnych prezentów.

Śmieszy mnie moje dziecięce obietnice, ale skoro Michałowi to naprawdę tak zależy, jestem gotowa to znieść.