Sąsiadka jest rozwiedziona, wychowuje syna. Kiedyś spotkałyśmy się na kasie w sklepie, podzieliła zakupy na dwie części, każdą zapłaciła osobno – jeden paragon schowała do kieszeni, drugi wyrzuciła. Zaciekawiło mnie, co to za metoda
Wracałyśmy razem do domu i zaczęłyśmy rozmawiać. Dalej oznaczę S – sąsiadka, a Ja – to ja.
S: „Wszystkie paragony fotografuję i wysyłam byłemu mężowi, nawet jeśli kupię synowi skarpetki. Żeby wiedział, na co idą pieniądze, które mi przelewa.”
Ja: „Serio? Po co?”
S: „Przedszkole podsunęło mi ten pomysł. Co roku zbieraliśmy pieniądze na fundusz grupy. Zawsze byli rodzice, którzy narzekali, na co idą ich pieniądze. Sama też myślałam, że komitet rodzicielski wydaje mniej, niż zbiera. Przewodnicząca postanowiła uciąć te rozmowy i zaczęła wrzucać paragony od razu po zakupach, zamiast na koniec roku. Kupiliśmy prezenty dla dzieci urodzonych jesienią – od razu zdjęcia paragonów do czatu, zdjęcia reszty pieniędzy. I nagle nie było żadnych pytań. Mój były mąż też zaczął pytać, na co wydaję alimenty, więc wzięłam przykład z przedszkola. W końcu płaci mi nie tylko na syna, ale i za wynajem.”
Ja: „Wynajem?”
S: „Kupiliśmy mieszkanie w czasie małżeństwa, spłaciliśmy kredyt. Po rozwodzie podzieliliśmy mieszkanie na pół, ale nie zamienialiśmy. Ja mam gdzie mieszkać – odziedziczyłam mieszkanie po mamie. Umówiliśmy się, że były mąż będzie mi płacił za wynajem mojej połowy. Płaci znacznie mniej niż rynkowa cena, praktycznie symbolicznie. Ale jego znajomi i rodzina zaczęli mu truć, że to niesprawiedliwe – i wynajem, i alimenty. Faceci są podatni na opinię innych, kiedy był moim mężem, bronił mnie jak lew, a po rozwodzie… Mnie tak jest po prostu wygodniej – bez zbędnych pytań.”
Ja: „Masz rację. Moja siostra miała męża, nosił ją na rękach razem z dzieckiem, a po rozwodzie nagle przestał rozumieć, że dziecko dalej je, pije i rośnie.”
S: „Wszystkie paragony za wydatki na dziecko wysyłam mu co do grosza. Pieniądze z wynajmu odkładam na konto syna, robię zrzuty ekranu i też wysyłam byłemu, żeby wiedział, że oszczędzamy na studia. Żeby mu nie przyszło do głowy wycofać się z ustaleń.”
Ja: „Żeby tylko nowej żony nie znalazł. Mąż mojej siostry się ożenił, a jego nowa żona czepia się każdej złotówki.”
S: „Już się ożenił! Jest żonaty od roku. A co może zrobić jego żona? Mam wszystkie paragony, niczego nie chowam dla siebie. Czasem nawet wydaję więcej, co były mąż widzi. Domyślam się, że jego żonę denerwuje ten wynajem. No cóż, ona mieszka w mieszkaniu, na które ja też ciężko pracowałam, więc to nie powinno jej w ogóle interesować.”
Spisałam sobie wszystko w pamięci i porozmawiałam z siostrą, opowiedziałam jej o sąsiadce. Siostra najpierw się oburzyła, ale po telefonie od byłego męża postanowiła też zacząć fotografować paragony i wysyłać mu. Po kilku miesiącach przyznała, że pomysł mojej sąsiadki działa.
– Przestał się awanturować o pieniądze – pochwaliła się siostra. – Zamknął usta swojej nowej żonie. Niedawno przelał nawet więcej, niż było ustalone. Byłam w szoku.
Później powiedziałam o siostrze sąsiadce, podziękowałam jej za pomysł. Sąsiadka opowiedziała mi o swojej przyjaciółce – ona też zaczęła uzasadniać wszystkie wydatki paragonami i były mąż przestał zadawać pytania.
Wydaje mi się, że to działa na bardziej lub mniej rozsądnych ludzi. Bo są i tacy, którzy uważają, że kombinezon za 100 złotych z second-handu i paczka kaszy za 5 złotych na śniadanie, obiad i kolację to wszystko, czego dziecko potrzebuje.
4o
