„Siedzisz w domu, więc posprzątaj, a nie wynajmuj sprzątaczki” – irytował się mąż Wiktor

– W domu powinna być gospodyni. Moja mama w czasach PRL-u pracowała na dwóch etatach, wychowywała nas z bratem, gotowała, prała i nie narzekała. Wtedy nie mieliśmy ani pralki, ani odkurzacza. A teraz mamy nawet zmywarkę, a ty wciąż narzekasz.

Nina pracowała jako projektantka w prestiżowym studio. Pomimo tego, że stali klienci czekali w kolejce, aby to ona zajęła się ich projektem, szef narzekał, że trzeba pracować szybciej, aby klienci nie musieli czekać.

Zleceń było naprawdę dużo. Gdyby przeliczyć je na ogórki (ulubioną jednostkę pomiaru jej mamy), było ich tyle, że można by zamknąć kilka słoików po trzy litry.

Na dodatek, z powodu opóźnień, szef, Wiktor, zwany Bossem, regularnie odbierał Ninie premie. Jej pensja była prawdopodobnie najniższa w całym zespole.

– Gdybyś była programistką, zarabiałabyś więcej. Rysować to dzieci uczą się w szkole. Ciesz się, że w ogóle cię zatrudniłem, inaczej szukałabyś pracy jeszcze przez kilka miesięcy.

Nina brała pracę do domu nie dla pochwał, ale po to, by unikać pouczeń Bossa.

Wracając do domu, Nina szła pieszo przez park, choć mogła wsiąść do autobusu i dojechać w pięć minut. Zawsze zatrzymywała się po zakupy w sklepie po drugiej stronie ulicy, choć tuż obok domu był supermarket z bardziej przystępnymi cenami. Dla niej to była swoista medytacja, po której znów musiała pracować.

W domu zawsze witał ją z uśmiechem mąż, obejmował, całował w policzek, zabierał torby z zakupami i zanosił do kuchni. Wydawałoby się, że idealny mężczyzna.

– Wow! Znów coś pysznego. Jestem taki głodny. Mógłbym zjeść słonia.

– Witek, mógłbyś chociaż umyć za sobą naczynia – powiedziała zmęczonym głosem Nina, wchodząc do kuchni.

– To tylko kubek i dwa talerze, Nino. Myślałem, że zjemy kolację i włożymy wszystko do zmywarki.

– Mogłeś je od razu włożyć. Potrzebuję zlewu, a jest zajęty.

– Oj, nie jest ci trudno przenieść kilka talerzy? Będziemy się o to kłócić?

– Nie będziemy. Dziś posprzątam, ale ostatni raz cię ostrzegam, od jutra jeśli coś nie będzie umyte, nie gotuję.

– Dobrze! Jaka ty jesteś surowa, ale sprawiedliwa – odpowiedział z uśmiechem Wiktor.

Mąż Niny był majstrem. Kiedyś pracował w równie prestiżowej firmie, zajmującej się projektowaniem i wykańczaniem wnętrz handlowych, produkcyjnych i mieszkalnych.

Po odejściu z firmy, razem z kolegą postanowili założyć własną działalność, ale nie wyszło. Zlecenia pojawiały się sporadycznie, ale częściej była cisza niż ruch. Jeśli przeliczyć to na te same ogórki, to wychodził jeden na cały słoik trzy litrowy.

Witek miał w domu nawet własny gabinet. Na szczycie rejestracji jednoosobowej działalności gospodarczej „wywalczył” najmniejszy pokój z oknem na podwórze, który miał być dziecinnym. Spędzał tam większość czasu, czekając na dobre zlecenie na remont biura lub mieszkania.

Nina lubiła gotować. Ale nawet gdyby nie, to i tak musiałaby stać przy kuchence. Była przecież dobrą żoną. Musiała dogadzać mężowi i nadążać z domowymi obowiązkami. A że przed snem musiała pracować, to jej wina. W pracy trzeba się było wyrobić, żeby w domu odpoczywać.

Od dwóch, a może trzech miesięcy, Nina miała dosłownie pięć godzin snu, a potem znów biuro i praca.

Wieczorem w czwartek, Nina poczuła lekkie zawroty głowy, a gdy wstała od stołu, nagle zemdlała.

Dobrze, że akurat wszedł szef. Widząc upadek pracownicy, niezwłocznie podbiegł do niej i kazał wezwać lekarza.

Nina odzyskała przytomność sama, jeszcze przed przybyciem pogotowia. Przyczyną złego samopoczucia było niskie ciśnienie, brak snu i przepracowanie.

Najbardziej Wiktor bał się jakichkolwiek kar. Dlatego, nie zastanawiając się, wysłał Ninę na tydzień, a potem na dwa tygodnie do domu, z zachowaniem wynagrodzenia i możliwością nieprzyjmowania zleceń, jeśli nie czuła się na siłach.

Nina nie byłaby sobą, gdyby pozwoliła sobie naprawdę odpoczywać i nic nie robić. Nawet przeciwnie, teraz miała czas na wszystko, czego wcześniej nie mogła zrobić.

Po dwóch dniach odpoczynku, zaczęła generalne porządki, zaczynając od starej wielkiej meblościanki, którą od dawna chciała wymienić na coś mniej masywnego, bardziej nowoczesnego. Ale na razie trzeba było przynajmniej zetrzeć „wieczny kurz”.

Potem przyszła kolej na szafę, w której dawno trzeba było posortować rzeczy i wyrzucić to, co niepotrzebne.

– Skoro już wyjęłam drabinę, trzeba umyć żyrandol – mówiła sama do siebie idealna gospodyni.

Nina zabrała się nawet za ogromną biblioteczkę wzdłuż całej ściany w korytarzu. Rozbierając najniższą półkę, znów poczuła zawroty głowy, podobne do tych, które miała kilka dni wcześniej w biurze.

– Chyba przesadziłam. Muszę jeszcze jeden dzień odpocząć. Za wcześnie na generalne porządki.

I Nina, zostawiając wszystko, poszła położyć się na kanapie, aby choć trochę odzyskać siły.

– Kochanie, dlaczego zostawiłaś wszystko? Prawie się potknąłem wychodząc z gabinetu, potykając się o wiadro.

– Witek, a może zatrudnimy sprzątaczkę? Przychodziłaby przynajmniej raz w miesiącu na generalne porządki, a potem my byśmy tylko utrzymywali czystość.

– Po co nam sprzątaczka? Co za bzdura! Mamy wydawać pieniądze na coś takiego? Przecież i tak jesteś w domu. Odpoczniesz, dojdziesz do siebie i umyjesz podłogi. Jesteś przecież gospodynią. Wstyd nawet wpuszczać drugą kobietę do domu, gdy masz żonę.

– Aha! – pomyślała Nina. – Czyli ty będziesz się lenić w swoim „gabinecie”, a ja mam ci gotować, prać, prasować koszule, sprzątać dom, chodzić na zakupy i jeszcze zarabiać pieniądze. A jak trzeba pomocy, to szkoda pieniędzy.

W milczeniu Nina wzięła telefon, otworzyła wyszukiwarkę i wpisała „sprzątanie mieszkania 3-pokojowego Warszawa cena”.

Pojawiło się ponad sto różnych ofert. Były kompleksowe, z osobnymi usługami, z opłatą za godziny lub za poszczególne prace. Zainteresowana gospodyni przeglądała je z powagą i ciekawością, jak współczesny nastolatek przegląda media społecznościowe.

Najciekawsze oferty wypisywała sobie do notatnika. Doszła nawet do tego, że sprawdziła, ile kosztuje umycie naczyń po obiedzie jednej osoby.

– A postawię swojego męża na licznik. Zobaczymy, jak zaśpiewa.

Następnego ranka Nina obudziła się wyjątkowo wypoczęta. Pewnie tak się czują ludzie po miesięcznym

urlopie nad morzem, ale jej nigdy to się nie przytrafiło.

– Masz dzisiaj dobry humor – zauważył mąż. – Bardzo się cieszę! Zrobisz śniadanie?

– Oczywiście, kochanie! Chcesz herbatę czy kawę? A na śniadanie jajecznicę, zapiekankę czy serniczki?

Wiktor z zaskoczeniem patrzył na żonę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Oczywiście cieszył się z tak miłej troski. Ale ta radość nie wykluczała głębokiego zdziwienia.

– A mogłabyś zrobić gorące kanapki? – odpowiedział mąż.

– Ach, tak! O nich zupełnie zapomniałam. Oczywiście mogę.

Po śniadaniu Nina w milczeniu zebrała naczynia i włożyła je do zmywarki. Potem tak samo w milczeniu zmieniła pościel, umyła podłogi i przygotowała na obiad serową zupę.

Po raz pierwszy od długiego czasu Nina czuła radość i szczęście podczas znienawidzonych porządków. A wieczorem, gdy leżeli w łóżku, podała mężowi kartkę:

Gorące kanapki (2 szt.) – 35 zł;
Kawa z mlekiem (1 szt.) – 25 zł;
Mycie naczyń – 25 zł;
Mycie podłogi – 150 zł…
– Co to takiego? – zapytał zdziwiony mąż.

– To cennik wykonanych dziś prac, kochanie. Jesteś winny 500 zł.

– Co? Dlaczego ja? I dlaczego w ogóle mam płacić?

– Jak to? Cały dzień pracowałam. W domu jest czysto, jedzenie w lodówce, ubrania wyprane. Kto to wszystko zrobił?

– Ty to zrobiłaś. Dlaczego mam za to płacić? Jesteś moją żoną i kobietą. To twoja obowiązek.

– A ty jesteś moim mężem. Twoim obowiązkiem jest utrzymywać rodzinę. Ale tego nie robisz. Skoro więc ja jestem „mężczyzną” w domu i zarabiam, to ty powinieneś być „kobietą” i zajmować się domem. Ale tego nie robisz i odmówiłeś zatrudnienia sprzątaczki. Więc sama się zatrudniłam, żeby cię nie peszyć obcymi ludźmi.

– Nino, nie mam teraz zleceń, nie mam z czego ci zapłacić.

– W takim razie zapiszę to na twoje konto z odsetkami. Za miesiąc będziesz winien 700 zł. Polecam aktywniejsze szukanie pracy, kochanie.

– A jeśli jutro sam zrobię śniadanie i pomogę w sprzątaniu, to choć część odpiszesz?

– To nie jest pomoc dla mnie, to twoja obowiązek jako członka rodziny, rozumiesz? A o długu pomyślę.

Choć Wiktorowi było leniwie, regularnie zaczął myć naczynia. W weekendy sam przygotowywał śniadanie dla dwojga, wynosił śmieci. Tylko podłogi mył rzadko, ale to nie było aż takie straszne. Teraz raz w miesiącu przychodziła do nich sprzątaczka.

Wracając do pracy, Nina porozmawiała z szefem. Postawiła mu warunki – albo zdejmie z niej część projektów i zadań, albo złoży wypowiedzenie. Poprosiła też o podwyżkę. Wiktor zgodził się na jej warunki i nawet awansował ją na stanowisko kierownika projektu.

Mąż, Witek, nie znalazł jeszcze pracy. Ale porozmawiał z kolegą. Razem stworzyli stronę internetową, zaczęli promować swoje usługi remontowe w mediach społecznościowych i powoli zaczęli otrzymywać małe, jednorazowe, ale stałe zlecenia.

Szkoda tylko, że aby to wszystko osiągnąć, Nina musiała poświęcić swoje zdrowie.