Siostra chce mieć wspaniałe wesele. Ani ona, ani rodzice nie mają pieniędzy, więc cała rodzina jednogłośnie uznała, że ja, jako starszy brat, powinienem zapłacić za ucztę i inne wydatki związane z weselem

Moja młodsza siostra Irena obraziła się na mnie, bo uważa, że jej nie pomagam. Różnica wieku między nami wynosi 12 lat, dawno wyprowadziłem się z domu, najpierw studiowałem, potem znalazłem pracę, nigdy niczego nie prosiłem od rodziców, wręcz przeciwnie, pomagam im, jak mogę.

Nasza rodzina nigdy nie żyła w luksusach, raczej przeciwnie. Mieliśmy duży dom, ale odziedziczyliśmy go po dziadku i babci. Rodzice starali się zrealizować swoje plany zawodowe, ale ciągle im się nie udawało. Własny biznes upadł, pozostawiając za sobą mnóstwo długów.

Sklep spożywczy również nie przynosił zysków, zamknął się po kilku miesiącach działalności. Długów tylko przybyło. Obecnie ojciec pracuje jako zwykły kierowca, a mama wróciła do szkoły, aby uczyć.

Pieniędzy ledwie starcza na życie, dlatego pomagam rodzicom utrzymywać cały dom, w którym mieszkają dwie rodziny: rodzice z siostrą oraz ja z żoną i dzieckiem.

Irena była długo oczekiwanym drugim dzieckiem. Rodzice nigdy jej niczego nie odmawiali. Była dobrą uczennicą, skromną, spokojną, sympatyczną, ale miała uparty charakter, przyzwyczajona do dostawania wszystkiego, czego chciała.

Po ukończeniu szkoły średniej Irena powiedziała, że pojedzie na studia tylko do innego miasta. Im dalej, tym lepiej. Rodzice ją w tym wspierali, chociaż ja byłem przeciwny. Sam studiowałem w naszym mieście, zdobyłem wykształcenie, znalazłem pracę, zarabiam pieniądze.

Postanowiłem porozmawiać z siostrą, przekonać ją, że może nie warto nigdzie wyjeżdżać, bo rodzicom będzie trudno ją utrzymać.

– To nie moje problemy. Muszą mi pomóc, jeśli jest taka potrzeba — odpowiedziała bez zastanowienia Irena.

Wszystko wyszło tak, jak marzyła siostra. Dostała się na studia do stolicy. Teraz resztą spraw zajmowali się rodzice, planując budżet, myśląc, jak jej pomagać. Ojciec pracował dniem i nocą. Mama brała dodatkowe godziny w szkole, dorabiała w domu, doskonale szyjąc. Kręcili się, jak mogli, ale ledwo wystarczało na jej naukę i życie.

Pojawiła się możliwość przeniesienia bliżej nas, ale Irena nie chciała wyjeżdżać. Chciała studiować tylko w stolicy, a potem tam na stałe zamieszkać.

Mama zwróciła się do mnie o pomoc. Choć rozumiała, że mam własną rodzinę i potrzeby, nie miałem skąd brać takich sum miesięcznie na utrzymanie siostry. Zasugerowałem Irenie, żeby poszła do pracy, jak ja kiedyś — łączyłem naukę i pracę, nie biorąc ani grosza od rodziców.

Irena obraziła się na moje rady. Mama przyszła do mnie, prosząc, żebym przynajmniej opłacał jej mieszkanie, a na naukę będą jakoś się starać. Choć byłem przeciwny, nie mogłem odmówić. Zacząłem pomagać po cichu, nie mówiąc nic żonie.

Cała rodzina zaciskała pasa, żeby Irenie dobrze się studiowało. Wszyscy marzyliśmy, że zdobędzie wykształcenie, znajdzie pracę i stanie na nogi.

Ale po zdobyciu dyplomu plany Ireny się zmieniły. Wróciła do rodziców i powiedziała, że nie spieszy się do pracy, chce odpocząć od wszystkiego przynajmniej rok. Ale rok przedłużył się do czterech. Mieszkała z rodzicami, aż postanowiła wyjść za mąż.

Teraz mamy inny problem – Irena chce wspaniałe wesele. Ani ona, ani rodzice nie mają na to pieniędzy, więc cała rodzina jednogłośnie uznała, że ja, jako starszy brat, powinienem zapłacić za ucztę i inne wydatki weselne. I to mimo że rodzice wciąż spłacają długi zaciągnięte na jej studia. A teraz doszły jeszcze koszty wesela.

Co mam zrobić? Wesele będzie kosztować niemało, a wiadomo, że nikt mi tych pieniędzy nie zwróci. Ale jeśli odmówię, to na zawsze popsuję relacje z siostrą i rodzicami.