Spakowałam jego rzeczy i kazałam wyjechać, ponieważ nie mogłam już dłużej żyć z mężem, który nie potrafi robić nic innego poza leżeniem na kanapie!

Nie mogłam już tego dłużej znosić, więc po naszej ostatniej kłótni poprosiłam Igora, żeby spakował swoje rzeczy i wyjechał jak najdalej. Ponieważ mieszkanie należało do moich rodziców, nie robiłam nic nielegalnego.

Byłam pewna, że kiedy ten mężczyzna opuści mój dom, wreszcie zacznę żyć spokojnie, ale sprawy nie są takie proste…

Ogólnie rzecz biorąc, nie mogę powiedzieć, że Igor jest złym człowiekiem, czy coś w tym rodzaju. Jednak dwa lata temu stracił pracę i od tego czasu zamienił się w „kanapowego planktona”. Przestał przynosić do domu jakiekolwiek pieniądze i w ogóle nie pomagał w gospodarstwie domowym. Musiałam wracać zmęczona z pracy, gotować, sprzątać i pomagać dziecku w nauce, podczas gdy on po prostu siedział przed telewizorem.

Przez pierwsze kilka miesięcy nie mówiłam o tym ani słowa, ponieważ rozumiałam, że utrata pracy była dla niego trudna i potrzebował czasu, żeby znaleźć coś nowego, ale teraz po prostu przyzwyczaił się do takiego stylu życia. Jedyną rzeczą, którą robił, było czasami jeżdżenie do swojej mamy na wieś, aby jej pomóc, a potem przywoził coś smacznego i zdrowego.

Ale ja nie mogę tego nazwać życiem. Nasz syn rośnie, musimy coś odłożyć na jego naukę, a my po prostu nie mamy z czego.

Po jego wyjeździe spokojnie żyć nie dały mi teściowa i jego siostra. Na wsi, oprócz teściowej i teścia, mieszkała rodzina siostry z dwójką dzieci, więc Igor nie miał tam gdzie mieszkać. Tym bardziej że nie pracował, więc latem mógłby przynajmniej coś zrobić, ale zimą jedynie byłby karmiony za darmo.

Ile by mnie nie namawiali, żebym wybaczyła mężowi i powtarzali, że jest gotów podjąć każdą pracę, nie wierzyłam im. Mimo ich telefonów, życie stało się dla mnie łatwiejsze. Kupuję mniej produktów, gotuję mniej i rzadziej sprzątam.

Teściowa nawet jest gotowa dawać mi połowę swojej emerytury, dopóki mąż nie znajdzie pracy, i byłabym skłonna go wybaczyć, jeśli wszystko naprawdę się zmieni, ale fakt jest taki, że przez cały ten czas ani razu sam nie zadzwonił, nie poprosił o przebaczenie i nie powiedział ani słowa o nadchodzących zmianach.

Czy mogę naprawdę uwierzyć mężowi, czy to tylko manipulacja jego rodziny, ponieważ jest im „niewygodny”?